Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata

czy może jednak sprytny geszefciarz

Takim prestiżowym wyróżnieniem został w 1995 roku uhonorowany przez Instytut Pamięci w Jerozolimie Yad Vashem Jerzy Poetsche z Tarnowa. To dzięki niemu żydowska rodzina Goldmanów przeżyła wojnę. To właśnie w piwnicy domu przy ul. Kołłątaja 9, gdzie wtedy mieszkała rodzina Poestschów, ukrywała się do końca wojny m.in. Blanka Goldman, którą Jerzy spotkał po jej ucieczce z tarnowskiego getta i przyprowadził do domu. Przy rodzinnym obiedzie zapytał czy mógłby przyprowadzić żydowską dziewczynę i ukryć ją przed Niemcami. Wiedział jak wielką odpowiedzialnością obarcza swoich bliskich i jaka kara grozi za przechowywanie Żydów. Ojciec Jerzego, Hubert, bez zastanowienia wyraził zgodę. Przeprowadzka nastąpiła w 1943 roku. Rodzina Poetschke traktowała ją jak każdego domownika, a Jerzy urządził w piwnicy schowek na wypadek najścia Niemców. Wyuczył też Blankę na pamięć kilku adresów gdyby nie wiedziała gdzie ma pójść po ewentualnym aresztowaniu i śmierci rodziny. Blanka była osiemnastolatką, gdy po powrocie ze szkoły znalazła swoją matkę zamordowaną przez nazistów. Zabito ją w jej łóżku, gdzie leżała zmożona chorobą. Przeżyła w domu Poetschke likwidację tarnowskiego getta i w styczniu 1945 r. wraz z rodziną Poetschów wróciła do rodzinnego domu - neogotyckiego pałacyku przy ul. Gumniskiej (do niedawna mieścił się tam Pałac Ślubów). Najstarszy syn Huberta Jerzy szybko zaprzyjaźnił się z Blanką, dwa lata starszą córką Goldmanów. Na początku ubiegłego wieku nikomu nie przyszłoby do głowy jak bardzo spolszczona rodzina niemieckich Poznaniaków - Poetschów może wpłynąć na życie żydowskiej rodziny Goldmanów. Ostatnio wypowiedziała się w tej sprawie... Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Praw Publicznych, podtrzymując wyrok Sądu Najwyższego!  Niezwykłe losy tych dwóch rodzin interesująco opisywał przed laty, m.in. na naszym portalu, tarnowski prozaik Jerzy Reuter.

Po dwóch latach Blanka wyjechała do Szwecji. Odszukał ją wujek, który cudem przeżył wojnę i obóz koncentracyjny. Blanka wyszła za mąż i jako Blanka Goldman-Drillich zamieszkała w Australii gdzie zmarła w 1973 roku i do końca swoich dni utrzymywała kontakt z Jerzym. Jego ojciec Hubert Poetsche wyemigrował w latach 60 tych do USA i zmarł w 1974 w Detroit. Jego małżonka zmarła w Tarnowie w 2002 roku i oboje są pochowani na Starym Cmentarzu. Jerzy mieszkał w Goldmanówce do 1975 roku i został przekwaterowany do małego mieszkania w bloku.

Kiedy w 2010 roku ich córka Ann Drillich, australijska żydówka posiadająca także polskie obywatelstwo, chciała uporządkować sprawy związane z tarnowskim majątkiem jej rodziny, odkryła, że na działce przy ulicy Gumniskiej został wybudowany kościół. Kobieta dowiedziała się, że administrujący jej tarnowskim majątkiem Jerzy Poetschke wystąpił w 1986 roku do Sądu Rejonowego w Tarnowie o zasiedzenie ziemi. Następnie część terenu sprzedał, a resztę ofiarował parafii Matki Bożej Szkaplerznej. Szkopuł w tym, że nikt z jej bliskich nigdy ich ziemi nikomu nie sprzedał. Poetschke przez lata zatajał ten fakt przed rodziną Drillichów. Nigdy też nie przekazał żadnych pieniędzy ze sprzedaży.

Parafia Matki Bożej Szkaplerznej powstała w 1980 roku. Wcześniej wierni Zabłocia oraz osiedli przy ulicach Urwanej, Piastowskiej i Krogulskiego należeli do parafii katedralnej i uczęszczali do drewnianego kościółka, który znajduje się nieopodal Burku. Pierwszym proboszczem został mianowany pochodzący z Mościc ks. Aleksander Dychtoń. Kilka lat później do parafii przyłączono tereny leżące po wschodniej stronie wiaduktu kolejowego przy ul. Gumniskiej. Po powiększeniu parafii ówczesny ordynariusz tarnowski – bp Jerzy Ablewicz – zlecił ks. Dychtoniowi budowę nowego kościoła. Kilka lat trwały starania o zdobycie niezbędnych zezwoleń oraz znalezienie lokalizacji świątyni, co nie było przedsięwzięciem łatwym ze względu na ówczesne uwarunkowania polityczne.

Pierwotnie kościół miał stanąć na działce przy ul. Braci Saków, naprzeciwko przychodni weterynaryjnej. Sprzeciwiła się temu kolej, która obawiała się, iż z powodu drgań wytwarzanych przez pociągi z czasem będzie musiała płacić odszkodowania za powstałe pęknięcia. W końcu wybór padł na parcelę znajdującą się bezpośrednio w sąsiedztwie hali sportowej. Była to glinianka, a stały grunt znajdował się dopiero 6 metrów pod ziemią. W ziemię wlano setki ton betonu, by ustabilizować grunt. Jak czytamy na stronie parafii: „Aby zniwelować teren z placu budowy trzeba było wywieźć ponad 900 samochodów ciężarowych ziemi. Następnie wykopano 87 studni i założono w każdej z nich po 3 zbrojone kręgi betonowe o średnicy 2 metry każdy. W sumie kościół posadowiono na 261 betonowych fundamentowych stopach. Roboty budowlane rozpoczęły się w 1988 roku”,  a od 1992 r. odprawiane są tam msze. Trwa również budowa plebanii.

Reasumując: Przed wojną sporny grunt należał do żydowskiej rodziny Goldmanów, którzy prowadzili między innymi kaflarnię. Przychodzi wojna, rodzina trafia do getta, część zostaje wymordowana. Ocalała Blanka, która w 1945 roku wychodzi za syna tarnowskiego dentysty - Henryka Drillicha i wyjeżdża do Australii, gdzie umiera w 1973 roku. Pozostawia córkę Annę, która obecnie jest stroną w sporze. Przed wyjazdem troskę o majątek powierza Hubertowi Poetschke, który wyciągnął Blankę z getta. Ten z kolei scedował prawa na syna Jerzego.

W 1986 roku Jerzy Poetschke sprzedaje parafii działkę. I wszystko jest w najlepszym porządku do 2010 r., gdy na arenie pojawia się Anna Goldman- Drillich, która podważa ważność transakcji. Uważa, że Poetschke postąpił bezprawnie. Sprawa trafia przed sąd w Tarnowie. Drillich żąda miliona dolarów z tytułu bezumownego korzystania z nieruchomości oraz jej zwrotu. Strona kościelna odmawia. Nie ma sobie nic do zarzucenia. Tego poglądu nie podziela sąd i uchyla postanowienia z 1986 r. Nie powiodła się też diecezji kasacja. W świetle prawa działka trafia do Anny Drillich. Kolejną próbę starań o grunt parafia podjęła w 2015 roku. Wnioskowała do sądu o stwierdzenie zasiedzenia nieruchomości. Bezskutecznie. 0statecznie sprawa trafiła do Sądu Najwyższego...

Kościół Matki Bożej Szkaplerznej postawiono na działce, która jest własnością mieszkającej w Australii Ann Drillich, potomkini tarnowskich Żydów – orzekła Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Praw Publicznych, podtrzymując wyrok Sądu Najwyższego w tej sprawie, który został wydany w styczniu ubiegłego roku.  Przypomnijmy: spór sądowy trwa już dziesięć lat!

Kościół nie zgadza się z orzeczeniem, twierdząc, że transakcję kupna parceli, do której doszło w 1986 roku, przeprowadził zgodnie z prawem. Spór sądowy toczył się dziesięć lat. Od komentowania sporu dystansuje się tarnowska kuria. - Stroną jest parafia. Sprawa jest w toku, nie wydajemy żadnych oświadczeń, nie posiadamy wglądu w akta sprawy - mówi ks. Ryszard Nowak, rzecznik Biskupa Tarnowskiego.

- Kościół katolicki próbował zataić, że przejął ziemię moich przodków nielegalnie. Cieszę się, że biblijne przykazanie "nie kradnij" nie ma tylko znaczenia religijnego, ale teraz nabrało też prawnego. To orzeczenie to przebłysk nadziei, że żydowski renesans w Polsce nie jest tylko wydmuszką, ale znaczy coś więcej. Myślę często o mojej matce, o tym, przez co przeszła, gdy jako 13-latka znalazła swoją matkę martwą. Doświadczenia holokaustu są tak bardzo bolesne. Jerzy P. został odznaczony jako Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Ten sam człowiek okradł moją rodzinę. Czego chcę teraz w Polsce? Prawdy i sprawiedliwości. Jerzy P. jest wymieniony w Muzeum Historii Żydów w Warszawie. Czy to jest sprawiedliwość? - pyta Ann Goldman- Drillich. Po interwencji Ann jej matkę wpisano na listę ocalonych z Holokaustu.

ul. Kołłątaja 9 - tam się wszystko zaczęło...

za: Onet.pl, TEMI, Gazeta Krakowska, Wyborcza
R.Z.