Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Przewodnik i Pielgrzym

Dokładnie w przeddzień rocznicy powstania "Solidarności", której był tak oddany, odszedł do domu Ojca ks. prałat dr hab. Michał Bednarz, biblista, duszpasterz podziemnej „Solidarności” i opiekun osób internowanych podczas stanu wojennego. W trudnych chwilach udzielał działaczom tarnowskiego podziemia antykomunistycznego nie tylko wsparcia kapłańskiego i duchowego, ale także świadczył konkretną pomoc materialną. Był także charyzmatycznym profesorem - miałem zaszczyt słuchać jego wykładów i niezmordowanym przewodnikiem pielgrzymek do Ziemi Świętej. Był wytrawnym erudytą, studiował w Rzymie i Jerozolimie, i pomimo ogromnej wiedzy pozostał człowiekiem prostym i skromnym. Tą prostotą, która cechuje tylko ludzi wybitnych... We wtorek 1 września o godz. 16 w Bazylice Katedralnej odprawiono uroczysta mszę pogrzebową, zaś we środę 2 września o godz. 14 w rodzinnym Skrzyszowie odbędzie się pogrzeb księdza profesora.

29 sierpnia 2020 roku zmarł śp. Ks. Prałat dr hab. Michał Bednarz – emerytowany pracownik naukowo-dydaktyczny Wydziału Teologicznego Sekcja w Tarnowie Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.

Urodził się 26 września 1939 roku w Skrzyszowie koło Tarnowa, jako syn Michała i Aleksandry z domu Zych. Egzamin dojrzałości złożył w 1957 roku w Tarnowie. W tym samym roku wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Tarnowie, a po ukończeniu studiów filozoficzno - teologicznych, otrzymał święcenia kapłańskie z rąk biskupa tarnowskiego Jerzego Ablewicza w dniu 29 czerwca 1963 roku, w Tarnowie.

Jako wikariusz pracował w parafii Łącko – od 31 lipca 1963 roku do 31 lipca 1964 roku. Następnie podjął studia specjalistyczne z teologii biblijnej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim (1964 – 1968), a później w Papieskim Instytucie Biblijnym w Rzymie (1968 – 1969), gdzie uzyskał licencjat z biblistyki w 1969 roku. W latach 1969 – 1971 studiował w Jerozolimie. Stopień doktora teologii w zakresie teologii biblijnej uzyskał w 1971 roku na Papieskim Uniwersytecie św. Tomasza w Rzymie, habilitował się na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie, w 2001 roku.

Przez wiele lat był wykładowcą egzegezy Nowego Testamentu, historii zbawienia, teologii biblijnej, archeologii i geografii Palestyny w Wyższym Seminarium Duchownym w Tarnowie (1971 – 2015), Wyższym Seminarium Duchownym Redemptorystów w Tuchowie (1984 – 2000), Wyższym Seminarium Duchownym Diecezji Rzeszowskiej (1993 – 2012), Wyższym Seminarium Duchownym w Gródku Podolskim na Ukrainie (2002 – 2012), a także w Instytucie Teologicznym w Tarnowie i na Wydziale Teologicznym Sekcja w Tarnowie (1998 – 2015), gdzie był adiunktem i kierownikiem katedry nauk biblijnych i patrystycznych, a następnie kierownikiem katedry Nowego Testamentu. Był również promotorem ponad 100 prac magisterskich, autorem wielu książek, artykułów naukowych i popularnonaukowych oraz audycji radiowych.
 
Ponadto sprawował obowiązki referenta duszpasterstwa inteligencji, sędziego prosynodalnego, diecezjalnego duszpasterza pracowników służby zdrowia, delegata Biskupa Diecezjalnego do oceny ksiąg treści religijnej, asystenta kościelnego Klubu Inteligencji Katolickiej w Tarnowie, duszpasterza podziemnej „Solidarności” i opiekuna osób internowanych podczas stanu wojennego, przewodniczącego Komisji do spraw Apostolstwa Świeckich IV Synodu Diecezji Tarnowskiej, redaktora „Tarnowskich Studiów Teologicznych”, członka Rady Programowej Diecezjalnego Radia „Dobra Nowina”, członka Komisji Teologicznej w procesie kanonizacyjnym Sługi Bożej Stefanii Łąckiej.
 
W dowód wyróżnienia za gorliwie pełnioną posługę kapłańską otrzymał w dniu 20 grudnia 1980 roku diecezjalny przywilej Rochetto et Mantoletto. W dniu 08 listopada 1992 roku został obdarzony godnością Kapelana Jego Świątobliwości. (ks. Łukasz Niepsuj – notariusz Kurii Diecezjalnej w Tarnowie)

 

Ks. Michał Bednarz profesor nauk biblijnych, był także długoletnim duszpasterzem Klubu Inteligencji Katolickiej w Tarnowie. Autorem licznych książek oraz artykułów naukowych dotyczących Pisma Świętego oraz kultury i cywilizacji Ziemi Świętej. Współpracował Radiem Maryja, „Naszym Dziennikiem” oraz diecezjalną rozgłośną RDN, gdzie prowadził audycje dotyczące kultury biblijnej. W latach osiemdziesiątych opiekun i kapelan opozycji antykomunistycznej. Wspólnie z ks. Edwardem Łomnickim organizował w 1981 roku pomoc dla internowanych działaczy “Solidarności” oraz ich rodzin w diecezji tarnowskiej.

Co ksiądz do dziś szczególnie pamięta z tych mrocznych dni grudnia 1981 roku?

Obawy rodzin, co się dzieje z opozycjonistami oraz wielką troskę aresztowanych o to, co dzieje się z ich najbliższymi. Mam taki oto obraz przed oczami. Odwiedzam rodzinę Andrzeja Sikory i smutne oczy jego córki Ani, która akurat przygotowywała się do Pierwszej Komunii Świętej. I takie nieme pytanie: czy tatuś wróci na moją pierwszą komunię.

Internowani bali się o swoje życie?

Oni przede wszystkim myśleli o swoich rodzinach. Ale na pewno czuli trwogę co z nimi będzie. Wieziono ich przecież na wschód.

Dziś wiemy, że to było więzienie w Załężu.

Tak, ale proszę się postawić w ich sytuacji. Więźniarka mija Dębicę, później Rzeszów, skręca w lewo w stronę Jasła. U niejednego z internowanych pojawiał się strach, że wiozą ich do Rosji. Zresztą niektóre rodziny też zakładały czarne scenariusze. Pamiętam, że kiedy przyjechałem z Załęża, odwiedziłem jedną z rodzin. Żona uwiezionego długo nie wierzyła mi, że spotkałem się z jej mężem. Uwierzyła mi dopiero wtedy, kiedy powiedziałem jej, jaką koszulę miał na sobie. Dokładnie tę, w której go zabrali.

Jak doszło do zorganizowania pomocy dla internowanych z ramienia kurii?

Już dokładnie nie pamiętam, czy ks. Edward Łomnicki miał jakieś upoważnienia od biskupa Jerzego Ablewicza w tej kwestii. Faktem jest natomiast, że to on mi zaproponował włączenie się w tę pomoc dla uwięzionych i pytał czy pójdę z nim do biskupa w tej sprawie.

I co na to biskup ordynariusz?

Dostaliśmy od niego specjalne pismo i delegacje do zajmowania się uwięzionymi oraz ich rodzinami. Biskup Ablewicz zastrzegł sobie jedno. Że na pierwsze widzenie pojedzie razem z nami osobiście. Wtedy na pierwsze widzenie, oprócz biskupa i nas pojechali również księża Cabaj i Kos.

Ale trzeba było jeszcze przekonać władze i uzyskać zgodę na odwiedziny w więzieniu.

Tak. Za każdym razem, kiedy szliśmy do siedziby SB na ul. Traugutta mieliśmy duszę na ramieniu.

Czemu?

To nie były sympatyczne spotkania. Choć ówczesny szef SB dał nam swój służbowy telefon, żebyśmy nie musieli czekać w kolejce. Ba, nawet kawę proponował. Tyle, że z ks. Łomnickim postanowiliśmy sobie, że nie tkniemy się u nich żadnego poczęstunku. Miała być to taka nasza forma protestu.

Ten pułkownik to taki „dobry ubek”?

Taki dla mnie dziwny człowiek. Niby starał się być miły, a tą samą ręką, którą podpisywał dla nas zgody na widzenia, wcześniej sygnował aresztowania opozycjonistów. Taka dwulicowość.

Ale większych problemów z uzyskaniem zgody na odwiedziny u internowanych nie było?

To była cała szopka. On dał nam „bumagę”, z którą musieliśmy jechać do Rzeszowa. Tam przyjmował nas inny pułkownik, z którym za każdym razem ustalaliśmy wszystkie szczegóły odwiedzin.

Dużo było zakazów?

Dużo, ale mam wrażenie, że ten pułkownik był nam dość przychylny. Wystarczyło trochę cwaniactwa i wiele można było ugrać.

Na przykład?

Zakazane było głoszenie kazania podczas mszy w więzieniu. No to pytamy, a czy wprowadzenie do mszy jest dozwolone. A on się pyta: „Czy wprowadzenie jest integralna częścią mszy?” Pytał, jak ministrant. My na to: „Oczywiście, że tak”. No i zgoda na wprowadzenie była. W efekcie biskup Ablewicz podczas wprowadzenia do mszy mówił... czterdzieści minut. Zatem z tym pułkownikiem w Rzeszowie szło porozmawiać po ludzku. Zupełnym przeciwieństwem był naczelnik więzienia w Załężu. Typowy tępy politruk. Podobnie, jak strażnicy, którym totalnie wyprano mózgi. Oni żyli w świadomości, że za kraty trafili pospolici kryminaliści, a nie działacze opozycji.

Jednak nie z samą pociechą duchową pojechaliście.

To także była niemała operacja logistyczna. Chcieliśmy dla wszystkich uwięzionych, a było ich ponad 500, przygotować paczki.

W czasie, gdy w sklepach był tylko ocet?

I tu zapamiętałem dwie rzeczy. Idę na Burek, chcę kupić jabłka i cebulę. A tu pusto. W pewnym momencie podchodzi do mnie jeden z działaczy „Solidarności” i pyta, w czym może pomóc. Wyłuszczam sprawę i słyszę w odpowiedzi: „Proszę się nie martwić”. Za kilka godzin przyjechał z warzywami na tyły katedry, bo tam w salkach katechetycznych pakowaliśmy paczki.

A drugie wydarzenie?

Odwiedziłem cukiernię pani Podlasiewicz na ul. Krakowskiej. I pytam, czy możliwe byłoby upieczenie ciast na drugi dzień. Jedyne 500 sztuk. Najpierw właścicielka złapała się za głowę, ale kiedy usłyszała, że to dla internowanych, oznajmiła, że do rana zdążą. Ciasto przywiózł jej zięć. Prawie śmiertelnie się obraził, gdy chciałem płacić. „Piekarze zawsze pomagali potrzebującym”, usłyszałem.

Papierosy też były w paczkach?

A jakże, przecież to najlepsza waluta więzienna (śmiech). Pamiętam zdziwioną minę kioskarza przy Brodzińskiego, gdy jako ksiądz zamawiałem tytoń, który był na kartki. Do paczek dawaliśmy też mydło i pastę do zębów. Obostrzenia były dwa. Paczka mogła ważyć góra cztery kilogramy a środki czystości nie mogły być w oryginalnych opakowaniach.

Ile razy udało się odwiedzić internowanych?

Tych wizyt było kilkanaście. Każda była niezwykle wyczerpująca psychicznie. Pamiętam, jak przyjechaliśmy po raz pierwszy, to z okiem wszystkich cel skandowano gromkie „Solidarność!”. Do dziś czuję ciarki na plecach. Później spowiedzi, msza święta i na koniec dodatkowy stres - jak tu uniknąć rewizji podczas przenoszenia grypsów. Po każdych odwiedzinach byliśmy wykończeni psychicznie. (Fragment wywiadu Łukasza Winczury dla Gazety Krakowskiej).

Ryszard Zaprzałka