Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Powrót do Kabotynowa (3) - W blasku Jutrzenki

Sandały luzacko wystawały spod biurka. Przesławny Synonim, rezydent Kabotynowa, siedział właśnie w swym gabinecie, leniwie zerkając w telewizor, gdzie akurat leciała transmisja z sesji Bezradnych Miejskich. Działo się to zaś w czasie, w którym nikt nie wpadł jeszcze na pomysł, by wszyscy uczestnicy tych obrad mogli nakadzać się, nagradzać, naradzać i teatralnie okładać korespondencyjnie, a na ich miejscu, dla niepoznaki, znajdowałyby się monitory z głośnikami... Tymczasem Synonim zdecydowanym gestem stawiał właśnie ostatni klocek na misternej budowli stojącej na jego biurku – podobnie bowiem jak jego poprzednik, również i on skrycie marzył, by zostać Bobem Budowniczym. I wtedy nagle...

.

..I wtedy nagle cała klockowa piramida runęła, tak samo jak parę godzin wcześniej, gdy niespodziewanie do gabinetu wtargnął Robert Rdzawała, który potknął się – jedni mówią że o sandały, inni, że o ulizany dywan swoich myśli – tak nieszczęśliwie, że z jego kieszeni wypadł żel do włosów i zniszczył misterną konstrukcję, nad którą Synonim pracował całe dopołudnie.

Oto bowiem Synonim wzdrygnął się, niechcący rozrzucając klocki, gdy w ekranie telewizora, na pierwszym planie pojawiła się postać bezradnej Jutrzenki, coraz bardziej wypełniającej sobą ekran, sunącej ku rezydentowi, z włosami opuszczonymi na twarz, niby zjawa z horroru „Krąg”... A warto w tym miejscu dodać, że nie było to pierwsze spektakularne pojawienie się Jutrzenki – poprzednio zadziwiła wszystkich, objawiając się jako bezradna PiS, choć przecie ci, co coś więcej o niej wiedzieli, kojarzyli ją raczej z PO, co pokazywało tylko, jak niewielka różnica dzieliła członków Proroków i Szamanów, od członków Pogardy Obywatelskiej. Złośliwi mówili, że była ro różnica w skali łajdactwa.

Jutrzenka w tajemniczy sposób wychynęła wówczas znikąd, w gorącym okresie przedwyborczym i jeszcze bardziej gorącym okresie batalii galerii Grabini z bezradnymi miejskimi, toczonej od dłuższego czasu o prawo rozbudowy. Widomym zaś znakiem tej batalii, znacznie przekraczającym horyzont wyborów, były popaćkane twarze lokalnych celebrytów wszelakiej maści, straszące z wielkopowierzchniowych banerów. I tylko ludzie złej woli mówili, że ostatnia uchwała krajobrazowa igrajców miejskich, mająca zakazać reklam wielkopowierzchniowych w ogóle, miała być ostatnim wystrzałem w tej bitwie. Wszelako należało się spodziewać, że wkrótce, na podobieństwo „wozu Drzymały”, furorę zaczną robić banery wędrowne, jeżdżące na lawetach w te i we wte. A gdyby i to zawiodło – cóż, którz nie słyszał jeżdżących megafonów zachęcających do odwiedzenia przyjezdnego cyrku, albo też walczącego o głos dr Dziecielczyka?

-Złodzieje do więzienia, Klepper na rezydenta, Dziecielczyk do Sejmu! – Synonim wiercił się w fotelu, nie mogąc się obudzić z koszmarnego snu. -Noże, nożyczki ostrze – ktoś wrzeszczał mu do ucha.

Tymczasem Jutrzenka wypłynęła z telewizora i stanęła przed Synonimem, w całej swej krasie („Komu, komu, bo idę do domu” – niosło się z oddali).
- Panie, rezydencie, panie rezydencie, mam świetny pomysł! – zawołała zdyszana Jutrzenka. - W związku z rozwojem sieci 5D, chciałabym, aby Kabotynów stał się pierwszym w Klechistanie miasteczkiem, które zakupi wszystkim swoim mieszkańcom czapeczki chroniące przed Smokiem Elektromasakrycznym! Co pan na to? Dobre, nie? – zawołała w uniesieniu.

Synonim, rezydent na stolcu Kabotynowa, poczerwieniał. - Co pani sobie wyobraża, pani się w ogóle nie zna na finansach, pani opowiada piramidalne bzdury! – zawołał.
- O przepraszam bardzo – odparła bezradna Jutrzenka. - Na czym, jak na czym, ale na finansach i na piramidach, to ja się akurat znam!

Kurtyna

Niniejsza satyra (?) powstała pierwotnie jako koncept serialu filmowego w odcinkach, który (póki co) nie doczekał się realizacji. Do pewnego stopnia jest kontynuacją tworzonego przez kilka osób cyklu „Tajemnice Kabotynowa”, przed laty zamieszczanego w formie pisanej i audio na portalu inTARnet. Opisywaliśmy w nim losy najważniejszych osobistości mitycznego Kabotynowa – miasteczka położonego nigdzie, czyli wszędzie! Teraz sprawdzamy, czy pióro nie zardzewiało. Państwa sugestie mile widziane! Aha, wszelka zbieżność istniejących postaci i wydarzeń z wydarzeniami i postaciami przedstawionymi w niniejszej serii jest wypadkowa i niezmierzona.

Mirosław Poświatowski - CDN