Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Tarnowskie Rudery

To nazwa robiącej od jakiegos czasu furorę strony internetowej, tworzonej przez tajemniczego tarnowskiego blogera Michała, który fotografuje i w ciekawy sposób opisuje miejskie rudery na FanPage’u “Tarnowskie Rudery”. Jego prekursorska pasja wpisuje się w coraz popularniejszy na świecie tzw. urbex czyli nierzadko ekstremalną eksplorację pozostałości po cywilizacji post industrialnej. Jego "wyznawcy" wchodzą do nich jak duchy, by zebrać zupełnie unikatowe materiały, robią zdjęcia, kręcą filmy i wrzucają je następnie do sieci internetowej. Często są to ostatnie dokumenty, ślady historii, zanim tego typu budynki przestaną istnieć. Bywa niebezpiecznie, bo w takich eksploracjach nie wszystko się da przewidzieć. Konstrukcje w każdej chwili mogą się zawalić. Dlatego tak ważne jest trzymanie się żelaznych zasad. A jedną z nich jest właśnie bezpieczeństwo i minimalizowanie ryzyka. Tych ludzi połączyła miłość do nieznanego. Bo też nigdy nie wiadomo, co na takiej wyprawie może się wydarzyć. To też pewnie powoduje, że w Polsce coraz więcej ludzi zrzesza się w grupy urban exploration, inaczej urbex. Są wśród nich fotograficy i operatorzy kamer, wagabundy i ciekawscy poszukiwacze przygód. Miasto dla nich jest miejscem, które można odkryć na nowo. O ile jednak urbex za granicą uprawiany był od lat, to w Polsce ta moda jest zupełnie nowa. Ale już nie nowe jest samo zjawisko. Któż z nas, jeszcze będąc dzieckiem i jadąc na wakacje do babci, nie interesował się opuszczonym pałacem, lochami, starym browarem czy domem, w którym straszy? Od dzieciństwa uprawialiśmy urbex, nie wiedząc, że to się właśnie tak nazywa. Dopiero jednak w ostatnich latach stało się to trendy, a internet i rozwój świadomości spowodowały, że zaczęły się tworzyć grupy, społeczność internetowa, wymieniano zdjęcia, informacje, komentarze, dyskutowano. Wiele osób się uaktywniło z taką działalnością. Także w Tarnowie,  czym poniżej...

Jaka piękna rudera! Czyli urbex po tarnowsku.

Obskurne rudery, ponure, zaniedbane pustostany, walące się budynki, porosłe mchem chaty z zapadniętymi dachami, rozsypujące się fabryki i opuszczone hale, po których hula wiatr. To nie postapokaliptyczny krajobraz, tylko Tarnów. Upiorne oblicze miasta od lat fascynuje tarnowskiego blogera Michała, który fotografuje i w ciekawy sposób opisuje miejskie rudery na FanPage’u “Tarnowskie Rudery”.

   

Dreszcz emocji i zastrzyk adrenaliny

Michał na codzień pracuje jako zawodowy kierowca, w wolnym czasie jest natomiast zapalonym speleologiem. Pasjonuje go tzw. "podziemny alpinizm", czyli penetrowanie grot, odkrywanie nowych jaskiń, znajdowanie ukrytych wejść, korytarzy, skalnych labiryntów. Lubi przecierać nieznane szlaki i docierać do trudno dostępnych miejsc, nietkniętych ludzką stopą. Czuje wtedy dreszcz emocji i zastrzyk adrenaliny, czyli smak prawdziwej przygody. Podobne emocje wywołuje u niego urban exploration (w skrócie urbex, czyli eksploracja zazwyczaj niewidocznych lub niedostępnych części ludzkiej cywilizacji). Odwiedza niedostępne miejsca – fabryki, opuszczone hale, magazyny. Wyprawy fotografuje i opisuje na stronie Tarnowskie Rudery. Unika podawania personaliów. Tak na wszelki wypadek, bo jednak działa na granicy prawa i nie chce mieć z tego powodu nieprzyjemności. Należy zaznaczyć, że "urbexi" mają swoje żelazne zasady. Nigdy nie włamują się do obiektów, nigdy niczego nie kradną i nie niszczą, a z eksplorowanych miejsc zabierają tylko zdjęcia i wspomnienia.

Urbex, czyli rozrywka dla odważnych

Starymi, opuszczonymi obiektami, Michał zaczął się interesować jakieś osiem lat temu.- Wciągnęli mnie moi koledzy ze speleoklubu, w którym działam.- mówi Michał.- Jadąc do nieczynnej kopalni fosforytów w Annopolu, często zahaczaliśmy o Siarkopol pod Tarnobrzegiem. I to był pierwszy liczący się kontakt z opuszczonymi przemysłowymi obiektami. W urbex Michał zaczął się bawić nieco później, bo na początku 2014 roku. Wtedy też na Facebooku pojawiła się pierwsza edycja "Tarnowskich Ruder". Dzięki nowemu hobby miał stały dopływ adrenaliny w czasie, gdy akurat nie schodził do jaskiń. W Tarnowie był pionierem urbexu, zainspirował też innych do jego uprawiania. Niemniej, jak sam przyznaje, nigdy nie traktował tego poważnie, raczej jako zabawę, odskocznię od codzienności.  - Inni urbexi, a z tego co się orientuję, w Tarnowie jest ich około 20-tu, podchodzą do tego bardziej ambicjonalnie i traktują to jako ekstremalne wyzwanie. A ja, no cóż, uważam, że w porównaniu z penetracją starych sztolni, urbex to zabawa. Ale fajna zabawa. Regularnie co tydzień zaliczałem kolejne miejscówki. Krach nastąpił po pół roku funkcjonowania strony w lipcu 2014. Z dnia na dzień wszystkie albumy znikły. A ja na małym dysku swojego komputera nie miałem żadnych fotek. Nie wiem, kto usunął stronę. Podejrzewam że "Tarnowskie Rudery" nie są powodem do dumy dla włodarzy miasta, tym bardziej że zdarzało mi się w ostrych słowach krytykować ich bierność, ale tam bym raczej nie szukał "winnych". W jednym z ostatnich albumów, jakie wtedy opisałem był Rynek. A to niezbyt bezpieczna okolica, Niektóre piwnice starego miasta skrywają tajemnice, o których lepiej nie opowiadać. Raz już z jednej uciekałem w podskokach. Opisałem to i wkrótce po tym profil szlag trafił.

   

Budowle przemijają, zdjęcia pozostają

Pewnych obiektów, które Michał "archiwizuje" na stronie, już nie ma, np. cegielni "Tarnowianka", czy warsztatów na Warsztatowej, inne – tak jak amfiteatr przy Kopernika zostały odnowione, jeszcze inne, takie jak Młyn Szancera odmienił los lub czyjeś celowe działanie. Michałowi udało się więc w jakimś sensie uchwycić świat, który powoli znika. Budynki przemijają i odchodzą w zapomnienie, pozostają tylko wspomnienia i zdjęcia. Na pytanie, co pięknego jest w brzydocie starych ruder, odpowiada – Umberto Eco kiedyś trafnie zauważył, że piękno jest ograniczone kanonem, a brzydota jest nieograniczona w swoich możliwościach i pozwala rozwinąć skrzydła wyobraźni. Lubię tajemnicze miejsca. Każde opuszczone miejsce ma jakąś nutkę mistycyzmu. Kiedyś tętniło życiem, pracowali lub mieszkali tam ludzie a teraz wszystko obróciło się w zgliszcza. Lubię wejść i zbadać to, do czego inni wstępu nie mają, boją się lub dotrzeć nie umieją. Często same budynki opowiadają swoją historię. Wystarczy tylko dobrze się im przyjrzeć.

AC

Źródło: www.tarnow.net.pl
zdjęcia – 
www.facebook.com/tarnowskie.rudery