Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Plac Sobieskiego: Teren prywatny

czyli „Zemsta” po tarnowsku.

Chociaż plac Sobieskiego w centrum Tarnowa powszechnie uważany jest za przestrzeń publiczną, to jak donosi Bartłomiej Maziarz - reporter Radia Kraków, formalnie część placu należy do  właściciela przylegającej kamienicy. Konkretnie chodzi o działkę w kształcie trójkąta, która ma powierzchnię 350 m kw. Batalię o ten skrawek toczą prywatni właściciele z miastem. Magistrat stara się zasiedzieć ten teren. Spór wyszedł na jaw podczas niedawnej... awantury o kwiatki, konkretnie begonie,  i coraz bardziej się zaostrza.  Widząc zaniechania w należytym utrzymaniu tego terenu miasto zleciło posadzenie w wyznaczonym miejscu kwiatków. Wtedy właściciel wezwał policję. Kwiatki należące do miasta zostały wyrwane i zniknęły. Dlatego urzędnicy powiadomili policję o kradzieży. Właściciel, notabene zajmujący się m.in. projektowaniem i urządzeniem zieleni, posadził tam krzewy. Niedawno na lampach ustawionych na placu Sobieskiego pojawiły się tabliczki: "Teren Prywatny. Zakaz handlu". Jednak wkrótce  zostały zdemontowane. Poza tym formalnie plac Sobieskiego jest... drogą publiczną. "Przepisy są takie, że właścicielem dróg publicznych może być tylko i wyłącznie skarb państwa albo samorząd, a nie osoby prywatne" – tłumaczy magistracki radca prawny. No cóż, mocium panie – chciałoby się zakrzyknąć – hej Gerwazy! Daj gwintówkę, niechaj strącę tę makówkę… A tak w ogóle, to: słuchać hadko!

Aktualnie sprawa znajduje się w sądzie. Miasto wystąpiło z wnioskiem o zasiedzenie. Trudno liczyć na zawarcie ugody, bo każda ze stron okopała się na swoich pozycjach.

- Fragment placu Sobieskiego przy kamienicy oznaczonej nr. 2 zawsze należał do właścicieli prywatnych i zawsze był przez właścicieli upubliczniany, bo spełniał funkcję placu handlowo-usługowego - mówi mec. Dominik Prusak, reprezentujący właścicieli części placu.

 Mieszkańców, z którymi rozmawiamy, niepokoi fakt, co się stanie, jeśli sąd w sporze przyzna rację prywatnym właścicielom. Czy wtedy odgrodzą oni swój teren od miejskiego i na przykład będą tam biesiadować, palić grilla czy wypraszać spacerujących.

- Nie sądzę. Plac Sobieskiego w całości został wpisany do rejestru dróg publicznych, a drogi publicznej nie można ogrodzić - twierdzi Piotr Wojnarski, radca prawny urzędu miasta. Jak wyjaśnia, problem wynika z zagmatwanego planu prawnego, dotyczącego przestrzeni publicznej. "Druga kwestia to są pewne zaniechania Rady Miasta czy władz Tarnowa, pochodzące jeszcze z okresu międzywojennego. Proces upublicznienia tej przestrzeni trwał od XIX wieku. Natomiast nikt w tym czasie nie zadbał o to, żeby poszły za tym określone działania prawne, związane zwłaszcza z odpowiednim wpisem do ksiąg wieczystych" - mówi.

Wojnarski podkreśla, że miasto w 2005 roku przejęło na podstawie uwłaszczenia sporną część placu Sobieskiego i formalnie było jego właścicielem niemal przez 10 lat. Wtedy też go wyremontowano w ramach przebudowy ulicy Krakowskiej. Jednak właściciel kamienicy doprowadził do uchylenia tej decyzji Wojewody Małopolskiego ze względów formalnych i wpisał swoją własność do księgi wieczystej. Teraz miasto stara się o zasiedzenie. Jak podkreśla radca prawny, jeśli sąd przyzna Tarnowowi racje, określi też datę, od której miasto stało się właścicielem tej części placu.

 Z kolei napotkanego przez nas tarnowskiego społecznika Mirosława Biedronia intryguje inny problem. Co w przypadku remontów placu Sobieskiego?

- Przecież to szopka. Czy miasto, układając choćby nową nawierzchnię, ominie sporny grunt? - pyta Biedroń.

W odpowiedzi miasto uspokaja, że na razie czuje się właścicielem terenu, więc problemu nie ma. Poza tym przynajmniej obecnie nie są w tym rejonie planowane żadne remonty.

 W sporze, który od kilku lat toczy się między miastem a właścicielami fragmentu placu Sobieskiego, na razie najbardziej ucierpiały... begonie, które zdobiły tamtejszy klomb. Posadziło je miasto, by upiększyć przestrzeń reprezentacyjnego placu Tarnowa. Pewnego dnia kwiaty zniknęły, a tempo ich wykopania przypominało skok na bank.

- To był poniedziałek, 18 czerwca. O godzinie 7.28 kwiaty jeszcze cieszyły oczy przechodniów i turystów. W pewnym momencie na wysokości klombu zaparkowała furgonetka. Stała dokładnie cztery minuty. O 7.32 odjechała, a po begoniach zostało już tylko wspomnienie - opisuje Krzysztof Tomasik, komendant Straży Miejskiej.

 Po przejrzeniu zapisu monitoringu okazało się, że furgon należy do firmy, której właściciele toczą z miastem spór o plac.

 Spółka na co dzień para się ogrodnictwem. Odpowiada nawet za jeden z rejonów utrzymania zieleni miejskiej na południu Tarnowa.

 Samorząd wycenił swoje straty na 740 zł, z czego 180 zł warte były kwiaty, zaś 560 koszty robocizny. Sprawa trafiła na policję.

- Zgłosiliśmy podejrzenie popełnienia przestępstwa kradzieży kwiatów oraz podejrzenie popełnienia wykroczenia zniszczenia zieleni w przestrzeni miejskiej - mówi Daniela Motak, rzecznik magistratu.

-Właściciele dementują pojawiające się informacje o zniszczeniu czy kradzieży kwiatów nasadzonych przez gminę. Kwiatki zostały przeniesione w miejsce uzgodnione z Urzędem Miasta Tarnowa - twierdzi mec. Prusak.

 Do 2005 roku sporny fragment placu Sobieskiego był własnością prywatną. Później, przez kolejne 12 lat, plac Sobieskiego należał do miasta Tarnowa, na podstawie decyzji wojewody małopolskiego. Obecni właściciele doprowadzili do stwierdzenia nieważności decyzji wojewody, co uznał Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. Po stwierdzeniu nieważności wpisali się do księgi wieczystej. 

 Plac Sobieskiego znajdował się obok nieistniejącej obecnie Bramy Krakowskiej. Był wyznaczany już na najstarszych planach miasta. Na dziedzińcu spornego fragmentu placu stał zajazd. Plac Sobieskiego w XIX wieku nosił nazwę Pocztowego. W 1883 roku, przy okazji dwusetlecia wiktorii wiedeńskiej, radni dokonali zmiany patrona tego miejsca.

 Źródło: www.rdn.pl , www.naszemiasto.pl