Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Pozdrowienia z Tarnowa. Od Azotów do Humanopolis

Rozpoczynające się właśnie dawne Dni Tarnowa czyli Zdearzenia 2018, to dobry pretekst do przypomnienia, jak nas widzą inni, jak zapamiętali Tarnów m.in. dziennikarz Martin Pollack, malarz Stanisław Wyspiański, premier Eugeniusz Kwiatkowski, pisarz Paweł Huelle, malarz Wilhelm Sasnal, Żyd Abraham Chomet czy poeta Mieczysław Jastrun. "Na początku była wieś, aż na mocy przywileju królewskiego Spycimir herbu Leliwa, wojewoda krakowski lokował miasto. Odtąd Tarnów był miastem prywatnym kolejno rodów Tarnowskich, Ostrogskich, Zasławskich i Sanguszków, aż stał się miastem cesarsko-królewskim. Z dawnych czasów pozostały mu ruiny zamku, ratusz, bazylika i renesansowe kamieniczki. Dorabiał się stopniowo wszystkiego tego, co powinno mieć galicyjskie miasteczko: kolei, secesyjnej architektury, kawiarni w wiedeńskim stylu, pomnika Mickiewicza, przy którym mogą odbywać się patriotyczne uroczystości. Właściwie to nie miasteczko, gdyż na galicyjską skalę Tarnów był metropolią, trzecim co do wielkości miastem, po Lwowie i Krakowie. Choć ta metropolitarność może jednak jest pojęciem lekko na wyrost, gdyż jak stwierdził Karol Estreicher: "miasta galicyjskie zawsze były ospałe, leniwe, bez światła, bez pragnień rozrywek szlachetnych. Takimi były, takimi są i na długo będą. Najmniejsze miasteczko Królestwa wyżej stało od Przemyśla, Rzeszowa, Tarnowa, Jasła lub Sącza, nad którymi unosi się tuman ciemnoty".

W podobnym tonie utrzymany jest fragment z książki "Po Galicji" Martina Pollacka: 

Kolej Karola Ludwika jeździła z Krakowa przez Tarnów, Przemyśl, Lwów i Tarnopol na wschód, gdzie docierała do stacji celnej Podwołoczyska na granicy z Rosją. […] Po około siedemdziesięciu kilometrach pociąg dojeżdżał do położonego na prawym brzegu Białej miasta powiatowego Tarnowa, które było siedzibą biskupa rzymsko­katolickiego i ­węzłem kolejowym […]. Tarnów nie był miejscem godnym wyprawy.

Na potwierdzenie tego zdania Pollack przytacza opis miasta z ówczesnego bedekera:

TARNÓW

Zajazdy dla gości. Hôtel de Cracovie, de Léopol, de Londres, wszystkie trzy z restauracją.

Café’s. J. Breitseer, H. Funkelstern (obie tylko dla polsko­­-żydowskich kupców).

Cukiernie. Spargnapani e Picenomi (bezapelacyjnie godne polecenia: gorące hachés, wykwintne likiery). Felix Drozdowski. Oba lokale schludne. Wart obejrzenia jest stary ratusz i kościół katedralny. Wszelako do ratusza trudno podejść, z czterech stron bowiem otacza go morze brudów, z którego wyłania się on niczym wyspa. Tarnów należy do najbrudniejszych miast Galicji, a to mówi za siebie.

Alexander F. Heksch, Illustrirter Führer durch die ungarischen Ostkarpathen, Galizien, Bukowina und Rumänien (Ilustrowany przewodnik po węgierskich Karpatach Wschodnich, Bukowinie i Rumunii)

Innego zdania był Stanisław Wyspiański. Pisał w liście do Józefa Mehoffera, od którego odłączył po wspólnym plenerze malarskim:

O czwartej przybywam na stację i chcę jechać do Krakowa, kupuję bilet do Tarnowa, w drodze namawia mnie jakiś pasażer, abym w Tarnowie został. Nie trzeba mi było tego dwa razy mówić, zostałem i nie żałuję.

Zachowało się do dziś kilka jego szkiców z tamtych dni 1889 roku. A w kolejnym liście do kolegi zapewniał: "Tarnów tak mi się spodobał, że nie wiem, czy prędko wrócę... W kościele są śliczne gotyckie stalle, które zamierzam odcisnąć i odwiszorować".

Za czasów Franciszka Józefa zawitały do miasta jaskółki postępu, jak kinematograf czy elektryczne tramwaje, jednak drzwi do nowoczesności otworzyła miastu na oścież II RP. Mościce, nazwane tak na cześć prezydenta Mościckiego, to druga największa (po Gdyni) inwestycja dwudziestolecia. Wokół Zakładów Azotowych zbudowano modernistyczne miasto-ogród. W 1928 roku, szczytowym momencie budowy zatrudniały siedem tysięcy robotników. Ludzie zjeżdżali tu do pracy z całego regionu. Premier Eugeniusz Kwiatkowski, przyszły dyrektor fabryki pisał: "Dokonało się wielkie dzieło państwowe". Rafał Malczewski w swoim reportażu malarskim "COP – Centralny Okręg Przemysłowy" malował mościckie hale, rurociągi, kotły. Melchior Wańkowicz w "Sztafecie, książce o polskim pochodzie gospodarczym" pisał między innymi o tym jak to "cieszył się lud Mościcki na pohybel kryzysowi":

Z okolicznych wsi, gdy dojeżdżamy, spływa sznur robotników na rowerach. Nabycie rowerów ułatwia fabryka. Trzy zmiany robotnicze pracują w ciągu doby, bo zatrzymanie fabryki kosztowałoby sto tysięcy złotych. Więc ku Mościcom i od Mościc faluje ciągły wachlarz rowerów.

Właśnie zwiedziliśmy zakłady - to potężne pięcie się do Boga, bo jakże inaczej nazwać geniusz ludzki, który produkuje z powietrza i wody materię stałą, z której na polach rośnie nowe życie. Bóg to robi na korzonkach roślin motylkowych, w uśmiechu dnia letniego. Człowiek musi na to przejść sam siebie, spiętrzyć groźny świat maszyn.

Przemysł chemiczny i powszechność rowerów nie były jedynymi atrybutami postępu. Paweł Huelle w powieści "Mercedes-Benz" korzystał z wątków biografii swego dziadka Karola, wicedyrektora mościckich zakładów. Pojawia się tam m.in. anegdota wedle której inżynierowie, nowa elita, tworzyła własne rozrywki w opozycji do niedostępnych dla nich, starych tradycji "wielkopańskich" jak polowania. Ot, nowoczesność.

Wieczorem  w  klubie,  któryś  z  nich  rzucił  synkretyczne  hasło,  ideę  prawdziwie wagnerowską, by ulubiony przez nich sport automobilowy, któremu oddawali się bez reszty, połączyć odtąd ze sportem balonowym i w ten oto prosty sposób […] narodziła się idea pogoni za lisem w wydaniu całkiem nowym, zgoła rewolucyjnym i demokratycznym.
 

W Mościcach wychował się Wilhelm Sasnal. "Mościce są wyjątkowe i niepowtarzalne, a Tarnów jest jakimś echem Krakowa, który jest echem Wiednia" - mówił w wywiadzie zamieszczonym w publikacji "Tarnów - 1000 lat nowoczesności". 

Powstały tu nowoczesne zakłady azotowe będące częścią niezwykłego założenia urbanistycznego. W obrębie ok. 10 kilometrów kwadratowych mieszkańcy mieli wszystko, co było potrzebne do życia. To był samowystarczalny organizm, który w sporej części przetrwał do dziś. Fabryka była miejscem pracy i żywicielem całej dzielnicy (w latach 70. żywiła cały Tarnów, bo zatrudniała aż 14 tysięcy osób). W sąsiedztwie ogromnych zakładów zbudowano przedzielone pasami zieleni kamienice i wille dla pracowników. Był też dom kultury, Dom Chemika - hotel, w którym gościli prezydent Mościcki oraz Eugeniusz Kwiatkowski, późniejszy dyrektor mościckich Azotów, park publiczny, kościół, cmentarz, infrastruktura handlowa i usługowa. Przedwojenna zabudowa Mościc do dziś jest enklawą harmonijnej architektury o ludzkiej skali, przykładem humanistycznego czy też humanitarnego budownictwa i aranżacji przestrzeni.

Mościce były częstym tematem jego obrazów. Malował na podstawie czarno-białych fotografii z przedwojennego albumu: dyrektora zakładu Tadeusza Zwisłockiego, industrialne krajobrazy. Na innym z dzieł zestawia terminal na lotnisku JFK w Nowym Jorku i pochodzący z tego samego okresu dom kultury w Mościcach.

W przestrzeni miasta znajduje się też jego rzeźba z betonowych kręgów – pomnik upamiętniający katastrofę nuklearną z 1983 roku, która się nie wydarzyła. W czasach zimnej wojny mówiło się, że w strategiczne zakłady wymierzone są rakiety NATO. A i bez imperialistycznego wsparcia bliskość fabryki była złowroga. Na ulicach osiedla zainstalowano szczekaczki mające informować o ewentualnym zagrożeniu.

W mościckim Parku im. Eugeniusza Kwiatkowskiego stoją też rzeźby Marcina Zarzeki, przedstawiające nigdy niezrealizowane projekty Jana Głuszaka, pseudonim Dagarama. Ten twórca projektów miast przyszłości, "kosmita na własny użytek", jak sam o sobie powiedział, projektował megajednostki dla milionów mieszkańców, stacje kosmiczne, pływające miasta na oceanach. Dla rodzinnego miasta zaprojektował Klub Koniczynka rodem z filmów sci-fi. Wykreował własną koncepcję miasta idealnego – Humanopolis. 

Wróćmy do centrum Tarnowa, a w zasadzie do nieistniejącej już dzielnicy żydowskiej. Do II wojny światowej Żydzi stanowili niemal połowę mieszkańców Tarnowa. Ostatni przewodniczący tarnowskiej gminy żydowskiej Abraham Chomet wspominał: "Być może, że było to jedyne miasto w Rzeczypospolitej, w którym w Radzie Miejskiej obywatele różnych narodowości i religii pracowali w pokoju i har­monii dla dobra ogółu". Miasto było z jednej strony silnym ośrodkiem chasydyzmu, z drugiej syjonizmu. W Tarnowie mieszkał Mordechaj Dawid Brandstaettera, ceniony pisarza nowohebrajski. Jego wnuk, Roman Brandstaetter, był już z kolei polskojęzycznym pisarzem katolickim, autorem dramatów historycznych.

Tarnowski rodowód ma "Umarła klasa" Tadeusza Kantora, w tamtejszym gimnazjum imienia Kazimierza Brodzińskiego Kantor zdawał maturę. Z jednej strony dzieło to w swej uniwersalnej wymowie traktuje o niemożności powrotu do przeszłości, z drugiej Kantor wpisał w nie tragedię Zagłady. Jan Bielatowicz, rówieśnik Kantora, który uczęszczał do tego samego gimnazjum w opowiadaniu "Polihymnia. Zjazd maturzystów" pisanym wiele lat po wojnie w Londynie zrekonstruował swoją szkolną klasę na pograniczu jawy i snu.

Starszy od nich o dekadę Mieczysław Jastrun, absolwent tego samego gimnazjum, pisał w latach 70.:

Idę główną ulicą miasta T. Poznaję każdy prawie dom, każde załamanie w perspektywie ulicy. Wszystko to niby dobrze znane, bliskie i zarazem obce i dalekie. Nic, nic, ani jednej twarzy znajomej. Tylko w uliczce, która zbiega w dół obok wilgotnego muru licealnego, wysoki szum kasztanów przyjął mnie dreszczem dawnej tęsknoty. I zdawało mi się, że widzę naocznie, jak nakładają się na siebie dwa moje czasy. Wszedłem chwiejąc się, niepewny, po wąskiej granicy tych dwu czasów. W jakiejś chwili na jakimś placu poczułem się jak gdyby wystawiony na grad kamieni tych wszystkich otaczających mnie domów. Czyż jadąc tu mogłem się spodziewać, że te niezmienne, lecz tylko jakby nieco mniejsze i brzydsze domy będą mnie tak boleśnie kamienować swoim martwym i ciężkim milczeniem?
 
Autor: Patryk Zakrzewski
 
https://culture.pl/pl/artykul/pozdrowienia-z-tarnowa-od-azotow-do-humanopolis 
 
Dziękujemy pani Jolancie Więcław z Biura Wystaw Artystycznych za cenną twórczą inspirację.