Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Na ten Nowy Rok

Cały rok ukryci za kulisami prawdziwego życia, albo -  jak sufler w schronie pod  sceną podczas nalotu Szekspira – pogubieni w ciemnościach wypatrujemy  na niebie naszych możliwości Gwiazdy Betlejemskiej, naszej szansy na odnalezienie drogi.  A kiedy w tę noc Glorii spływa na nas światło i moc, w labiryncie starych dekoracji naszego życia odnajdujemy złotą nić Ariadny i z ciężkim wierszem na sercu otwieramy drzwi kolejnego, Nowego Roku. Jedynie lont pamięci wlecze się za nami i po jakimś czasie nasze słowa znowu zaczną pachnieć prochem... Ale puki co, życzymy Przyjaciołom, Znajomymi i Nieznajomym, w kraju i za granicą, by Nowy 2018 Rok, spełnił nasze marzenia o pięknym, sensownym i ciekawym życiu osobistym, w zdrowiu i pomyślności, a także by odrodził w naszej Ojczyźnie najważniejsze cnoty Polaków: honor, godność i dumę narodową. Byśmy przestali się lękać zła, które nas przygniata. I przemyśleli słowa Ludwiga van Beethovena : "Czynić dobro, gdzie to jest możliwe, kochać wolność ponad wszystko, nie zaprzeć się prawdy nawet przed tronem!" Niech się tak stanie.

Kiedyś wiadomości rozchodziły się z szybkością nóg posłańca, później dyliżansu i kolei żelaznej, a teraz Internetu. Kiedyś programy: radiowy i telewizyjny rozpoczynały się rano i kończyły wieczorem, teraz trwają przez całą dobę. I trzeba je czymś wypełnić. Stąd wiemy dokładnie o wszystkich: wojnach i kataklizmach, wypadkach i katastrofach, morderstwach i gwałtach. Czasem tylko, jak kometa, przemknie po tym medialnym niebie informacja o mężach i niewiastach pokój czyniących i dobro świadczących, rozbłyśnie meteor piękna i szlachetności. Efektem tego medialnego zniewolenia jest kompletny chaos w nas i wokół – pomylenie prawdziwego rytmu życia z tym, który jest nam dany a raczej narzucany. Więc zanim czas się wypełni kolejnymi „wydarzeniami”, życzę wszystkim zniewolonym, aby w nowym 2018 roku  zrzucili okowy i znaleźli czas na refleksję, na zamyślenie, na chwilę milczenia, na bycie razem i osobno…

Jak wiadomo, osiołkowi w żłobie dano i tam został (podobnie, jak wielu innych),  a moje Betlejem coraz dalej.  Z każdym dniem, każdego Nowego Roku odleglejsze. Całe szczęście, iż Pegaz ma skrzydła i wie gdzie mnie szukać, więc kiedy król Herod zacznie rzezać niewiniątka i św. Rodzina zmuszona będzie do ucieczki – on rozwinie skrzydła i  wzleci, a ja z nim. Żebym tylko nie przegapił i zdążył. Żebym tylko nie był panną z przypowieści, co to zabrakło jej oliwy i przysnęła.

Ponieważ anielski sezon w pełni, podjęliśmy próbę ustalenia, ile też tych stworzeń fruwa wokół nas. I okazało się, że jest ich dokładnie 301 655 722. Taką przynajmniej liczbę podaje XIV kabała. Podążając dalej tym tropem ustaliliśmy z moim skrzydlatym aczkolwiek parzystokopytnym aniołem stróżem, że około 520 r. niejaki Pseudodionizy Aeropagita rozróżnił trzy hierarchie aniołów: Serafini (aniołowie miłości), Cherubini (aniołowie wiedzy) i posłuszne Trony.
Są wśród aniołów tacy, którzy opiekują się narodami (Księstwa), i Archaniołowie, którzy przynoszą ludziom najważniejsze wiadomości, oraz opiekujący się nami na co dzień Stróże. Wszystkie anioły nie mają ciała i są nieśmiertelne. W Biblii różnią się wyglądem, w sztuce – różnymi atrybutami, np. mają skrzydła. Aliści są także aniołowie, o których nie wie nikt, bezimienni, jak ci, którym są przypisani. To szeregowcy w niebieskiej armii. I to od nich tak naprawdę zależy, co się z nami szarakami na co dzień i od święta dzieje. Pilnują nas i pilnie raportują, gdzie i co trzeba.

Także i mój Pegaz z racji swoich skrzydeł oraz profesji przypomina jako żywo jednego z nich… a ja wraz z nim. Aliści brak nam przysłowiowej anielskiej cierpliwości do poszukiwania odpowiednich kryteriów i ocen, zniesmaczeni koniecznością dokonywania wyborów  - rozglądamy się nerwowo  za wodą święconą, która wywabiłaby nasze w tym względzie przewinienia. A wokół tyle świętych, że zasłaniają już niebo. Coraz trudniej zebrać wszystkich przy stole, zaparkować pamięć w dozwolonym miejscu i trzymając się za ręce przemawiać do siebie nierdzewnymi słowami. Coraz częściej zacina się też nasza maszynka tolerancji, wzajemnego znoszenia siebie na wzajem, i coraz częściej nie możemy znaleźć dotrzymującej słowa karty gwarancyjnej.

Jak co roku, przełom roku to dobra okazja do podsumowań i remanentów. W tym również tego, co w kulturalnej trawie piszczało… A koń, jaki jest, a raczej był, każdy widzi – więc i pisać nie bardzo jest o czym. Aliści z redakcyjnego obowiązku trzeba mędrca szkiełko wyjąć i okiem uważnym omieść zeszłoroczne pajęczyny, aby wśród nich to i owo wydobyć i przypomnieć.

Taki z konieczności wybiórczy przegląd jest tylko autorskim komentarzem i może zdaniem niektórych tarnowskich oficjalnych zawiadowców kulturalnych mieć się nijak do rzeczywistości postrzeganej zza ich dyrektorskich biurek. To cena każdego indywidualnego osądu. Tak na dobrą sprawę liczących się instytucji kulturalnych mamy w Tarnowie ledwie kilka: Teatr im. Ludwika Solskiego, Tarnowskie Centrum Kultury, Biuro Wystaw Artystycznych, Miejską Bibliotekę Publiczną, Pałac Młodzieży, Muzeum Okręgowe i Etnograficzne, Muzeum Diecezjalne, Centrum Sztuki Mościce i Centrum Paderewskiego Tarnów-Kąśna Dolna...

Działają one na różnym poziomie: miejskim, powiatowym i wojewódzkim. Tak jak różne są źródła ich finansowania, tak różny prezentują poziom i siłę rażenia. A przecież na kulturalnej mapie miasta swoją obecność wyraźnie zaznaczają jeszcze nieliczne, malejące ilościowo i nakładowo, gazety i czasopisma oraz telewizje internetowe i portale, a także rodzynek w  naszym medialnym torcie – RDN Małopolska. Nadają też  Radio Eska oraz Radio i Telewizja Kraków. Jedno wydaje się pewne – wszystkie one mają za zadnie animować i stymulować, kreować i kształtować naszą kulturalną rzeczywistość oraz nieść słabnący z roku na rok kaganek oświaty. A nie, jak to niestety często bywa, jeno administrować i konsumować nasze, podatników, środki i tylko trwać w skamielinie układów i koterii. Tylko być, a nie tworzyć, tylko mieć zapewnione stałe miejsce w rankingach dworskich konstelacji.

Na szczęście jest jeszcze Teatr Nie Teraz – instytucja absolutnie wyjątkowa, jedyny taki prywatny, autorski teatr w mieście i w Polsce. Ponad  37. lat temu stworzony i do dziś prowadzony przez dyplomowanego reżysera teatralnego, wziętego publicysty i pisarza Tomasza Antoniego Żaka. Teatr znany w całym kraju, częściej występujący w Warszawie niż w rodzinnym mieście, którego lokalne władze ciągle nie zauważają, by nie rzec bojkotują! O czym najlepiej świadczą niedawne turbulencje związane z propozycjami części radnych dotyczących stałego dofinansowania tej sceny przez samorząd miejski.
 

Ryszard Zaprzałka