Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

41. rocznica powstania Solidarności

czyli „nic o nas bez nas”,
albo "co nam zostało z tych lat"
 
Główne uroczystości odbywają się dziś,  31 sierpnia na Placu Solidarności w Gdańsku i  w słynnej stoczniowej Sali BHP. Złożone zostaną kwiaty pod bramą nr 2 Stoczni Gdańskiej, później nastąpi przemarsz do Bazyliki p.w. św. Brygidy gdzie odprawiona zostanie uroczysta msza święta. Kwiaty zostaną też złożone pod pomnikami Jana Pawła II, Ronalda Reagana i Anny Walentynowicz. W tym roku pięćdziesiąt sześć osób zostanie odznaczonych Krzyżem Wolności i Solidarności. Podczas tegorocznych obchodów wręczone zostaną także stypendia „Solidarności”. NSZZ “Solidarność” działała na skalę krajową. Jej sukces polegał m.in. na tym, że mniejsze miasta, jak Tarnów, również uczestniczyły w strajkach lata 1980 roku. Tak naprawdę ten ruch, który ostatecznie przyoblekł się w formułę 10 milionów działaczy to bohater zbiorowy. To nie tylko Stocznia Gdańska, która jest dla nas tym kluczowym punktem odniesienia. Ale nie byłoby jej sukcesu gdyby nie 700 zakładów pracy, w których latem 1980 roku strajkowano. Warto przypomnieć, że pierwszym strajkującym w Małopolsce zakładem była Fabryka Obrabiarek “Ponar” w Tarnowie, która 1 lipca 1980 r. na kilka godzin przerwała pracę. W lipcu strajkowały jeszcze inne tarnowskie zakłady, a szersza fala protestów dotarła do Małopolski dopiero miesiąc później. Właśnie dziś, symbolicznie - w rocznicę porozumień sierpniowych, czyli w Narodowym Dniu Solidarności i Wolności, w lokalu tarnowskiej Fundacji Pro Patria Semper zrealizowane zostaną pierwsze zdjęcia filmowe w ramach projektu "Pierwsi Solidarni". Przewiduje on zbiór materiałów, produkcję, dystrybucję i promocję około stu notacji i filmów oraz publikacji, które przybliżą nam najważniejsze wydarzenia i postaci, związane z działalnością opozycji demokratycznej i niepodległościowej w latach 70 i 80. XX wieku w naszym regionie i makroregionie. Dziś, po 41. latach, najtrudniej jest odpowiadać na proste pytania naszych dzieci, tych z pokolenia "Solidarności" i pokolenia JPII pytających :"Tata, czy o taką Polskę walczyłeś?

A tak widział tamte sprawy 10 lat temu, profesor Józef Szaniawski - ostatni więzień polityczny PRL.

Żeby Polska była Polską

Jan Pietrzak odwiedzając warszawskie Muzeum - Izbę Pamięci Pułkownika Kuklińskiego znamiennie wpisał się do honorowej księgi pamięci: "Panie Pułkowniku - coraz trudniej nam śpiewać, żeby Polska była Polską. Ale staramy się nadal!". Ten zapis to swoista kwintesencja tego, czym jest Rzeczpospolita w sierpniu 2010 r., kiedy mija dokładnie trzydzieści lat od tamtego sierpnia 1980 roku. Wtedy właśnie i w dekadzie strasznych lat 80. XX wieku piosenka Pietrzaka stała się nieformalnym hymnem narodowym, hymnem "Solidarności", tak jak nieformalnym hymnem były niegdyś "Boże, coś Polskę" oraz "Pierwsza Brygada". "Żeby Polska była Polską" jest wciąż aktualna, bo odwołuje się do prostych prawd i wartości ważnych dla każdego Polaka, utożsamia się z samą istotą naszej Ojczyzny, ale zarazem jest ważnym znakiem sprzeciwu. Sprzeciwu wobec tego, co dla Polaków jest złem, co Polsce jest wrogie, co Polski jest zaprzeczeniem. Nie jest też przypadkiem, że zakazana przez PRL i komunę piosenka "Żeby Polska była Polską" była zwalczana również przez polityków Unii Wolności, Platformy Obywatelskiej czy wpływowe media z TVN i "Gazetą Wyborczą" na czele.

Trzydzieści lat od sierpnia 1980 r. w wolnej i suwerennej Rzeczypospolitej nastąpiła - tak jak za komuny - alienacja polityczna, czyli wyobcowanie się władzy, odcięcie się od społeczeństwa. Co gorsza, z winy kolejnych rządów - także rządu premiera Tuska - obywatele nie utożsamiają się z własnym państwem. Kolejne wybory i towarzysząca im minimalna frekwencja są tylko jednym z bardzo wielu dowodów na to. Według najnowszych badań CBOS z połowy sierpnia 2010: "W ciągu ostatniego miesiąca wyraźnie pogorszyła się ocena sytuacji w kraju. Prawie połowa Polaków (47 proc.) jest zdania, że przemiany zmierzają w złym kierunku. To o 12 proc. więcej niż w podobnym badaniu CBOS z lipca br. Jednocześnie wyraźnie spadł odsetek osób zadowolonych, dziś jest ich 35 proc., o 9 mniej niż w lipcu. Najbardziej w ostatnich tygodniach rozczarowali Polaków politycy. Tylko 15 proc. badanych osób pozytywnie ocenia ich działania. Najwięcej przybyło respondentów krytycznych właśnie w tej sferze życia, dziś jest ich 41 proc., czyli o 15 proc. więcej niż przed miesiącem. Sytuacja gospodarcza w kraju jest dobra tylko w ocenie 22 proc. osób (6-procentowy spadek). Ponad 1/3 Polaków (34 proc.) twierdzi, że z gospodarką jest źle, ale najwięcej jest osób o neutralnej opinii na ten temat (39 proc.).

Trzydzieści lat od tamtego gorącego sierpnia 1980 r. państwo polskie ponownie staje się wrogie i nieżyczliwe wobec swoich obywateli. Zwykli Polacy - tak jak za PRL - coraz częściej są poniewierani przez tych, którzy powinni im pomagać i służyć. W wyniku politycznej selekcji negatywnej rządy nad Polakami przejmują miernoty, ludzie niekompetentni, często skorumpowani.

Nigdy dotąd w całej historii Polski, nawet za komuny, nie było takiej armii urzędników. Wszechogarniająca biurokracja coraz bardziej zaciska pętlę na szyi zwykłych Polaków - już prawie nic nie da się normalnie załatwić, wszędzie najpierw odmowa, a potem można pisać odwołanie do bezdusznych, szkodzących państwu i społeczeństwu urzędników. W labiryncie często bzdurnych i wykluczających się przepisów Polacy tracą bezproduktywnie swoją energię, inicjatywę i czas. Miara czasu to nie tylko rocznice, w tym 30. rocznica sierpnia 1980 roku.

W normalnie funkcjonującym państwie czas jest wartością najcenniejszą, więc urzędy starają się podejmować decyzje jak najszybciej. W sytuacjach konfliktowych sądy rozstrzygają spory między obywatelem a administracją w tempie - jak na polskie warunki - ekspresowym. Przykładowo w Stanach Zjednoczonych trwa to około miesiąca. W Polsce jest zupełnie odwrotnie. Procedury i przepisy pochodzą jeszcze z czasów PRL. Mówią one, że obywatel jest wrogiem! Jeśli mamy 30 dni na rozstrzygnięcie, to będziemy to robić przez 30 dni i jeszcze przez 30 następnych, bo każdy przypadek można uznać za szczególny, a wtedy okres wyczekiwania można wydłużyć. Praktyka jest taka, że najlepiej obywatelowi odmówić, niech się odwołuje, skarży i przechodzi całą tę gehennę, aż mu się znudzi. Pod tym względem do normalności nam, niestety, bardzo daleko. Arogancja władzy w Polsce pojawia się na każdym kroku.

Od polskiego sierpnia 1980 r. mija 30 lat, jesteśmy na przełomie dwóch tysiącleci, na przełomie XX i XXI wieku, na przełomie dwóch cywilizacji: technologicznej i obyczajowej. Tak naprawdę minęła nie epoka, ale kilka epok! Nie ulega wątpliwości, że stopa życiowa Polaków jest obecnie wyższa niż kiedykolwiek w ciągu ostatnich 300 lat, a w ciągu ostatnich 30 lat wyrosło najmłodsze pokolenie Polaków, które ma taką wiedzę, jakiej nie mieli ich ojcowie, dziadkowie i pradziadkowie. To wszystko prawda.

Ale prawdą jest również, że to ciągle nie jest Polska naszych marzeń, to ciągle nie jest Polska na miarę swoich potencjalnych możliwości, to ciągle jest Polska zmarnowanych i marnotrawionych szans. To Polska skorumpowana, złodziejska, nieuczciwa. Polska agentury, nikczemników i manipulatorów. To Polska dokładnie taka, jak w przejmująco mądrym wierszu "Cóż to za kraj", którego autorką jest Teresa Paryna:

Tu o sprawiedliwość
Kamienie wołają.
Tu spryt się nagradza,
A wyszydza prawość.
Tu depcze się prawdę
I krzyżuje świętość.
Tu kpi się z proroków,
Patriotów i mędrców.
Tu dużo się krzyczy, a robi niewiele.
Tu wyznaje się Boga jedynie w kościele.
Tu podcina się skrzydła
Wielkim ideałom.
Tu życie poświęcić
- to jeszcze za mało!
Tu honor, wstyd,
Dumę odesłano w baśnie.
- A cóż to za kraj jest?
A to Polska właśnie.

Józef Antoni Szaniawski (ur. 4 października 1944 we Lwowie, zm. 4 września 2012 w Tatrach), jeden z najważniejszych przedstawicieli opozycji demokratycznej (więzień polityczny), wybitny polski historyk, politolog, sowietolog, publicysta (stały felietonista Naszego Dziennika), wykładowca UKSW. Zginął w Tatrach, w wyniku upadku do Dolinki pod Kołem, schodząc po zdobyciu szczytu Świnicy w kierunku Zawratu. Miał 68 lat. Był związany z piosenkarką Haliną Frąckowiak, z którą miał syna Filipa Frąckowiaka. Syn został następcą Józefa Szaniawskiego na stanowisku dyrektora Izby Pamięci Pułkownika Kuklińskiego.

R.Z.