Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Meldunek specjalny

czyli "dr Funk ma przystąpić do pracy".

Taki sygnał nadany przez radiostację we Wrocławiu uruchomił lawinę wydarzeń bezpośrednio poprzedzających wybuch II wojny światowej, które rozegrały się 28 sierpnia 1939 roku o godzinie 23.18 na dworcu PKP w Tarnowie gdzie doszło do zamachu bombowego. Materiały wybuchowe zostały podłożone w dwóch walizkach w przechowalni bagażu. Zniszczeniu uległy nie tylko pomieszczenia przechowalni, ale także sąsiadujący z nią dworcowy posterunek policji i restauracja, oraz dach nad przechowalnią i peronem. Według meldunku policyjnego zginęło 14 osób, a 38 zostało rannych, w tym 15 ciężko. Z akt sądowych wynika, że zabite zostały 22 osoby, natomiast prasa podała liczbę 35 ofiar. Gdyby nie ośmiominutowe opóźnienie pociągu – transportu wojskowego z Krakowa – ofiar zapewne byłoby o wiele więcej. Policja zatrzymała podczas ucieczki jednego z zamachowców, Antoniego Guzego, obywatela polskiego narodowości niemieckiej z Bielska. Z jego zeznań wynikało, że za zamach na dworcu kolejowym w Tarnowie odpowiada niemiecka grupa dywersyjna. Przyznał się do winy dopiero 1 września i ślad po nim się urywa. Prawdopodobnie został wyprowadzony podczas ewakuacji tarnowskiego więzienia, która miała miejsce 4 i 5 września. Niemiecki wywiad wojskowy zaliczył tę akcję do ważniejszych osiągnięć organizacji sabotażowych. Dziś mija 82. rocznica tamtych tragicznych wydarzeń.

Wojnę czuło się w powietrzu, chociaż nie wszyscy chcieli w jej wybuch wierzyć, a niewielu chyba było w stanie przewidzieć jej późniejsze skutki dla miasta, regionu i kraju. Ludzie czuli się zagubieni. – Powstała narastająca atmosfera niepewności i strachu. Między sąsiadami nie rozmawiało się o niczym innym jak o tym, co zrobić, jeżeli… – pisał po latach Jerzy Wróblewski.

W sierpniu wśród starszych uczniów tarnowskich szkół, mających za sobą przeszkolenie wojskowe, przeprowadzono nabór do batalionów wartowniczych, które miały ochraniać ważne strategiczne punkty w mieście w obawie przed prowokacjami. 23 sierpnia 16 pułk piechoty otrzymał rozkaz powrotu do koszar, dzień później rozpoczęto mobilizację rezerwistów do 40. roku życia. Mężczyźni z powiatów tarnowskiego, brzeskiego i dąbrowskiego stawiali się do poboru w Parku Strzeleckim. Jednym z nich był Józef Budzioch: Ogród Strzelecki zapełniony poborowymi. Dom, w którym przyjmuje komisja zatłoczony i obwarowany ludźmi, którzy chcieli być przyjęci. Nadeszła noc. Komisja przyjmuje bez przerwy, ale ludzi nie ubywa. W nocy z 27 na 28 sierpnia jego oddział sformowany z rezerwistów opuszcza miasto. – Godzina 9 wieczór. Przed bramą orkiestra pułkowa. Ulica zatłoczona ludnością cywilną. Słychać wiwatowanie na cześć wojska. Orkiestra prowadzi w kierunku dworca towarowego. Ludność i tu wiwatuje aż do chwili ruszenia transportu w kierunku Krakowa – wspomina.

Dzień później wieczorem Józef Bossowski ma pełnić służbę na dworcu PKP, ale ostatecznie, zmęczony po poprzedniej, zostaje w domu: Jeszcze nie spałem, gdy potężna eksplozja postawiła mnie na nogi. Wszyscy skoczyliśmy do okien i w okolicy odpowiadającej dworcowi PKP zobaczyliśmy chmurę dymu i ognia. To był pierwszy wybuch bomby zegarowej w Polsce.

Roman Kolasiński pełnił w tę noc wartę koło wieży wodnej: I właśnie wtedy, gdy miałem wzrok zwrócony ku placowi, ujrzałem pomarańczowo-czerwony błysk oraz kłąb dymu i pyłu wydobywający się z budynku dworca z miejsca gdzie restauracja i wyjście z peronów. O dziwo, do dzisiaj nie mogę sobie przypomnieć żadnego huku. Tylko lament biegających ludzi, kwik wierzgających koni dorożkarskich.
1 września rozpoczyna się wojna, nad Tarnowem przelatują niemieckie samoloty. Sześć dni później – 7 września w godzinach południowych do miasta wkraczają pierwsze hitlerowskie wojska. Władzę w Tarnowie przejmuje Wermacht.

Mieszkałem wtedy, sierpniu 1939 roku na stancji w kamienicy przy Krakowskiej. Naprzeciwko Plant Klejowych. Układaliśmy się do snu, był poniedziałek, tuż po jedenastej w nocy. Nagle usłyszeliśmy ogromny, ogłuszający huk, wydawało się, że kamienica runie. Po podłodze posypało się szkło z rozbitego podmuchem okna. Pamiętam krzyki przerażonych ludzi, uciekających w popłochu z okolic dworca PKP.” Wybuch, wybuch , dworzec rozwalony!”

Natychmiast ubraliśmy się z kolegami i wybiegliśmy na zewnątrz. Dworzec bardzo szybko otoczony został kordonem policji. Widzieliśmy rozerwany dach i gruzy w zachodniej części budynku. Z różnych stron, mimo późnej pory, nadchodzili gapie. Ludzie z ust do ust przekazywali sobie informację, że na dworcu wybuchła bomba zegarowa.

Tak tamten, późny wieczór 28 sierpnia 1939 roku zapamiętał 18-letni wtedy Józef Bratko z Borzęcina, późniejszy pamiętnikarz i kronikarz rodzinnej wioski. O tym, jak zapamiętał zamach na dworcu PKP w Tarnowie opowiedział mi w 1979 roku. Obchodzono wtedy okrągłą, 40 rocznicę tamtych tragicznych wydarzeń. Na placu dworcowym odbył się wiec, odsłonięto tablicę pamiątkową z nazwiskami osób, które zginęły w zamachu. Wśród zabitych przeważali mieszkańcy Powiśla Dąbrowskiego, głownie Szczucina, którzy w poczekalni 3 klasy oczekiwali na „szczucinkę”. Większość oczekujących to rodziny z dziećmi. Wracali, na kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego, z wakacji w Truskawcu, modnym przed wojną ośrodku wypoczynkowym i uzdrowisku. Przeważały osoby narodowości żydowskiej.

Zamachowiec, bezrobotny ślusarz ze Skoczowa, przyjechał do Tarnowa z dwoma walizami wypełnionymi ładunkami wybuchowymi taksówką, bo w Krakowie spóźnił się na pociąg do Tarnowa. Za kurs zapłacił sporą sumę – okrągłe 80 złotych. Bagażowemu dał 50 groszy i polecił umieścić ciężkie walizy w przechowalni bagażu przy poczekalni 3 klasy.

Sam zaś, choć wiedział, co znajduje się w walizach, spokojnie przechadzał się po Plantach, potem poszedł na piwo do… poczekalni 3 klasy. Tej samej, która ucierpiała najwięcej w wyniku wybuchu bomby zegarowej. Czekał na spóźnioną luks- torpedę ze Lwowa, którą zamierzał pojechać do Krakowa.

Takie zachowanie dało potem powody do przypuszczenia, że niemiecki agent Neumann , który zwerbował Guzego do aktu dywersji, chciał by zamachowiec zginął. Polscy śledczy nie mogliby- zakładano, że Guzy zostanie złapany- wtedy trafić na trop dywersantów. Stąd podobno polecenie, by Guzy czekał na pociąg w tej poczekalni…

Bomba wybuchła, gdy był już na peronie. Tuż po wybuchu pojawili się tu kolejarze, nakazując podróżnym by nie opuszczali dworca. Guzego wraz z paroma innymi zatrzymano. Po spisaniu danych puszczono wolno, ale posterunkowy przed Hotelem Polskim, gdzie Guzy się kręcił, zauważył jego nerwowe zachowanie. Aresztowano go, trafił na policję, do prokuratury, a potem przed sąd.

Zachowywał się hardo. Powiedział co prawda, że żałuje iż zginęli ludzie (początkowo pisano o kilku ofiarach), ale stwierdził też, że nie wziął od agentów niemieckich pieniędzy za dywersje. ”Czynu przestępczego jakiego dokonałem dopuściłem się dlatego, że czuję się Niemcem”. Jego ojciec był Polakiem, matka Niemką. Ojciec zginął na froncie I wojny, matka wychowywała go w duchu niemieckim. Pisał się „Anton Guza”, z niemiecka.

Jaki był los zbrodniarza? Aresztowany, przyznał się do winy. Ale ledwie trzy dni po zamachu Niemcy napadli na Polskę i front szybko przesuwał się w okolice Tarnowa. Jeszcze w nocy z 6 na 7 września trwał sławetny bój pod Biskupicami Radłowskim, a 7 września Niemcy byli już w Tarnowie. Co stało się z Guzym?

W czasie ledwie rozpoczętego procesu przebywał w areszcie, który ewakuowano 4 września wobec zbliżającej się niemieckiej ofensywy. Według świadków, Guzy w konwoju zachowywał się sposób arogancki i prowokacyjny. Strażnicy więzienni przekazali go wojsku, które cofało się na linię Sanu.

Był tam mój ojciec, widział Guzego, wiedział kim jest, słyszał jak się zachowuje .Ojciec opowiadał mi wielokrotnie, że Guzy odgrażał się, że Niemcy wkrótce Polaków dopadną, oswobodzą go, a wtedy on będzie górą i zemści się na tych, którzy go teraz pilnują. Najwyraźniej jakiś wojskowy w stopniu kapitana nie wytrzymał tych pogróżek groźnego aresztanta- zamachowca. Kazał wyprowadzić Guzego z szeregu. Poszli w kierunku lasu. Tam wojskowy kazał wykopać dół i zastrzelił zamachowca- relacjonował wojenną opowieść swego ojca o ostatnich godzinach Guzego mieszkaniec Tarnowa, Zbigniew Wilczyński.

Według śledztwa niemieckiego, o którego wyniku poinformowano w maju 1941 r. Centralę ds. Grobów Pomordowanych Volksdeutschów w Poznaniu, został on rozstrzelany wraz z kilkoma innymi polskimi Niemcami w okolicach Baranowa Sandomierskiego i tam też pochowany.

Korzystałem z tekstów Jana Bielatowicza, Józefa Bossowskiego, Józefa Budziocha, Romana Kolasińskiego, Jerzego Wróblewskiego, Jerzego Reutera i Zygmunta Szycha oraz „Kronik Tarnowa” Krzysztofa Moskala.
 
Ryszard Zaprzałka