Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

„pLandemia” wg. Poświatowskiego

Marsz o Wolność – Warszawa, 20 marca 2021 – garść refleksji.

Po pierwsze, szliśmy jak wolni ludzie, w większości bez maseczek, bez kagańców na twarzach, owego symbolu poddaństwa, zagrażającego zdrowiu i życiu i nie chroniącego przed zarażeniem. Równie dobrze można próbować powstrzymać wiatr sitem.Po drugie, w Londynie protestowało sto tysięcy ludzi. Nas było na pewno więcej niż tysiąc, a nie kilkaset, jak podawały media. Niemniej mam wrażenie, że jeden policjant przypadał na jednego demonstranta. W Londynie Policja pozwoliła ludziom przejść, nas próbowano zablokować, rozbić na grupy. Dobrze, że nie gazowali na masową skalę. Podobno obecnie mamy w Polsce więcej funkcjonariuszy policji, niż w stanie wojennym, a wciąż występują „braki kadrowe”. Trzecia sprawa – wybaczcie, ale mogłem filmować tylko incydentalnie, bo przez większość czasu miałem ręce zajęte transparentem.

No właśnie, transparent. Z Tarnowa wyruszyliśmy w kilku grupkach. Nasza, miała hasło nawiązujące do uczestników Konfederacji Targowickiej, czyli tych, którzy zdradzili Polskę i dzięki którym wymazanie Polski z map miało pozory „legalności”. Część Targowiczan salwowała się ucieczką. Część została osądzona. Część rozszarpał tłum. Powieszono publicznie hetmanów, marszałków, biskupów... Orzekano wieczną infamię i konfiskatę dóbr. Do tej kary, odpowiedzialności za zdradę, nawiązywał nasz baner, ozdobiony szubienicą. Nawoływał tym specyficznym „przekazem ulicy” nie do samosądów, ale do sprawiedliwej kary wobec zdrajców.

Dla mnie takimi zdrajcami są zarówno parlamentarzyści PO, donoszący za współczesne srebrniki po obcych dworach, jak i parlamentarzyści „dobrej zmiany” działający na szkodę Polski i kolejnych pokoleń Polaków, najwyraźniej również wysługujący się obcym – tyle że koncernom. W szczególności dotyczy to rządzących, ale też i chociażby funkcjonariuszy medialnych robiących co dzień ludziom sieczkę z mózgu i straszących Polaków. Nie zamierzam rozpisywać się na temat wielkiej ściemy, jaką jest fałszywa pandemia. Nieprzekonanych nie przekonam, choćbym nie wiem jakie statystyki przytaczał. Czasem tylko trochę się dziwię, że przynajmniej ludzie wychowani w czasach PRL, powinni być trochę bardziej wyczuleni i uodpornieni na propagandę medialną i narastającą cenzurę w internetach, gdzie każda myśl niezgodna z jedynie słuszną linią myślenia podaną do wierzenia, nazywana jest „fake-newsem”, gdzie zamiast argumentów, mamy emocje, gdzie ci nieliczni lekarze i naukowcy, którzy na gruncie faktów kwestionują wiele z tego, co się dzieje, są odsądzani od czci, ośmieszani, zastraszani, grozi się im pozbawieniem prawa wykonywania zawodu. Przecież prawda krytyki się nie boi. Tymczasem zamiast merytorycznej dyskusji, mamy pałkę gróźb. Już samo to powinno ludziom dać do myślenia.

     

Przekonanym nie muszę nic mówić. Warto tylko wspomnieć, że pierwsze podejście do chwycenia całych społeczeństw za twarz miało miejsce zaraz po tym, jak WHO zmieniła coś w rodzaju „definicji” pandemii, usuwając z niej wysoką śmiertelność. Parę miesięcy później uroczyście obwieszczono wybuch pandemii „świńskiej grypy”. Ministrem Zdrowia w Polsce była niesławna Ewa Kopacz. Ale jako jedyny kraj w Unii Europejskiej, nie kupiliśmy szczepionek. Wkrótce pandemia wygasła, odszkodowania za Negatywne Odczyny Poszczepienne wypłacane są do tej pory. Nie udało się wzbudzić wystarczającej paniki.

     

Tym razem jednak „pLandemia” została lepiej przygotowana. Nic dziwnego, mówimy o koncernach dysponujących budżetami większymi niż niejedno państwo średniej wielkości.  Mówimy o ludziach, którzy działając w cieniu potrafią wysadzić z fotela nawet prezydenta USA.
Z jakichś przyczyn również i nasze elity rządzące uczestniczą w tej ściemie. Wiele razy widzieliśmy, jak można łamać prawo, w tym Konstytucję, łamać prawa obywatelskie i zaganiać ludzi jak bydło. Widzieliśmy wystarczająco wiele kłamstw i manipulacji w ciągu minionego roku. Choćby takie jak to – wystarczy zrobić więcej badań, no i pięknie rośnie nam krzywa „zarażeń”.

     

Coraz więcej ludzi umiera wskutek przyjętych obostrzeń, a nie z powodu Covid-a. Umierają z braku dostępu do opieki medycznej. Lockdawnami niszczony jest dorobek tysięcy Polaków. Jesteśmy coraz bardziej zniewalani, pozwala się na zadłużanie kolejnych pokoleń – tym razem zadłużać będzie nas Unia Europejska, a ściślej KE, wedle swego widzimisię. Głośny Krajowy Plan Odbudowy to temat wart na osobne, dokładne opracowanie. A mi, jako Polakowi jest już wszystko jedno, czy wykończony zostanę ja i przyszłe pokolenia przez ekipę, która ma na ustach frazesy „patriotyczne”, „narodowe”, czy też tą jawnie odwołującą się do „europejskości”, rozumianej jako przytakiwanie Brukseli, czyli Berlinowi. Efekt jest ten sam.

W każdym razie, człowiek myślący własnym mózgiem, a nie telewizorem, miał aż nadto okazji, by zorientować się, że rządzący doskonale wiedzą, że uczestniczą w wielkim oszustwie, a mimo to brną w nie nadal, przekroczywszy już dawno „punkt bez powrotu”. Żyją w poczuciu bezkarności, choć przecie gdzieś tam z tyłu głowy musi się im czasem odzywać szczęk pistoletu, bo inaczej nie próbowaliby w ubiegłym roku przepchnąć projekt ustawy „bezkarność plus” sprowadzającej się do tego, że nie popełnia przestępstwa ten, kto łamie dowolne prawo, jeśli tylko udowodni, że złamał je w imię walki ze straszliwym Covidem, dziesiątkującym ludzi, co możemy codziennie obserwować mijając zwłoki leżące na ulicach, bo tak wygląda pandemia.

Nie byliby tacy butni, gdyby wcześniej zbrodniarze stanu wojennego zostali surowo ukarani. Gdyby masowo skazywano aferałów z okresu „transformacji ustrojowej”. Gdyby przed sądem stanął Komisarz Lewandowski, niegdyś minister przekształceń własnościowych, pouczający dziś Polskę. Gdyby na przykład członkowie PZPR byli masowo pozbawiani prawa piastowania stanowisk i funkcji publicznych. Gdyby zło było w pełni nazwane i napiętnowane. Gdyby sprawiedliwości stało się zadość. Tak jak wtedy, gdy stało się jej w tym krótkim momencie karania członków Konfederacji Targowickiej.

Dlatego ja i wielu innych wolnych ludzi, wolnych przynajmniej umysłowo, mentalnie, zrobimy wszystko, aby rządzący, ale nie tylko oni, po utracie władzy, stanęli przed odpowiednimi trybunałami. Marzy się nam druga „Norymberga” dla tych, którzy obecnie gnoją Polaków i którzy mają na rękach krew dziesiątek tysięcy ludzi pozbawionych opieki medycznej – tylko w październiku i listopadzie ubiegłego roku. Będziemy patrzeć, jak minister Niedzielski czy profesor Horban, będą zwalać winę na siebie nawzajem. Jak premier Morawiecki będzie mówił „to nie ja – to on”, a ten drugi będzie mówił „to nie ja, to WHO”, a WHO będzie mówiło „my tylko dawaliśmy zalecenia”. Uważam, że nie można zbudować żadnej przyszłości bez surowego osądzenia ludzi, których w mojej i nie tylko mojej ocenie można uznać za zbrodniarzy i zdrajców. Sądzę, że karą powinno być nie tylko długoletnie więzienie, pozbawienie praw publicznych i wieczna infamia, ale przede wszystkim – puszczenie tych panów w skarpetkach. Mamy zdaje się w polskim prawie „konfiskatę rozszerzoną”, zapobiegającą sytuacji, w której przestępca przepisuje swój majątek na swoich bliskich.

A póki co, możemy publicznie dawać wyraz naszej dezaprobacie wobec ludzi uczestniczących w tym szaleństwie. Niech nadgorliwy policjant, strażnik miejski, nadgorliwa pani z Sanepidu przychodząca na kontrol z gotowym protokołem, spotka się z ostracyzmem społecznym ze strony rodziny, sąsiadów. Czasem wystarczy nie podawać ręki, odwracać głowę.

Co odważniejsi mogą ostentacyjnie nie nosić maseczki na ulicach, dodając otuchy mniej odważnym. Ryzykując bezprawny mandat i sprawę w sądzie, zwykle wygrywaną. Nie można bowiem ograniczać praw obywatelskich nie wprowadzając, zgodnie z Konstytucją, któregoś ze stanów nadzwyczajnych. Policzmy się. I śmiejmy się, produkujmy memy, żarty, z Niedzielskich, Horbanów, Morawieckich. Bo każda władza najbardziej boi się śmiechu.

Mirosław Poświatowski - zdjęcia organizatorzy

Ps.Grzegorz Braun: Mam nadzieję, że ten protest będzie się szerzył. Mam nadzieję, że w sytuacji, w której Polaków atakuje ich własny rząd i inne władze Rzeczypospolitej, że w tej sytuacji stawać zaczną na wysokości zadania władze samorządowe. Nie jesteśmy bowiem jakimiś buntownikami czy anarchistami. Nie jesteśmy rewolucjonistami. Nie chcemy burzyć porządku publicznego. Chcemy przywracać naturalny porządek rzeczy. A naturalny porządek rzeczy jest taki, że dzieci chodzą do szkoły, pacjenci chodzą do lekarza, że jeżdżą taksówki i inne środki transportu publicznego i prywatnego, że knajpy otwierają swoje podwoje dla chętnych konsumentów, że sklepy funkcjonują normalnie, że normalnie pracujemy. Na tym polega naturalny porządek rzeczy, bo kto nie pracuje ten popada w kłopoty.