Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Kolęda zabrzmiała z obu stron frontu,

bo wszędzie byli Polacy.

106 lat temu, w dniach 22-25 grudnia 1914 roku, pod Łowczówkiem w okolicach Tarnowa Legiony Polskie stoczyły swój najbardziej krwawy bój. Legioniści za cenę 128 zabitych i 342 rannych uniemożliwili Rosjanom przełamanie frontu, przyczyniając się do jego utrzymania przez wojska austro-węgierskie do czasu rozpoczęcia ofensywy gorlickiej wiosną 1915 roku. Była to największa i najkrwawsza bitwa I Brygady od początku wojny. Po czterech miesiącach prawie nieustannych walk, marszów i kontrmarszów, bitew i potyczek, powstańcze siły polskie wzrosły do siedmiu pełnych batalionów z własną kawalerią i artylerią, kompanią saperów, z doskonałą służba sanitarną (Legiony miały największy procent lekarzy ze wszystkich wojsk walczących w I wojnie światowej).

„W tę noc wigilijną chłopcy nasi w okopach zaczęli śpiewać »Bóg się rodzi«…I oto z okopów rosyjskich Polacy, których dużo jest w dywizjach syberyjskich, podchwycili słowa pieśni i poszła w niebo z dwóch wrogich okopów! Gdy nasi po wspólnym odśpiewaniu kolęd krzyknęli: »Poddajcie sie, tam, wy Polacy!« nastała chwila ciszy, a później – już po rosyjsku: »Sibirskije striełki nie sdajutsia«. Straszna jest wojna bratobójcza”. Tak we wspomnieniach przywoływał Sławoj Felicjan Składkowski, żołnierz I Brygady Legionów Polskich, wigilię Bożego Narodzenia 1914 roku, spędzoną na ciężkich, kilkudniowych walkach w lasach i wzgórzach wsi Łowczówek.

Był to wówczas jeden z wielu newralgicznych punktów gigantycznego frontu ciągnącego się od morza Bałtyckiego poprzez Karpaty po rzekę Prut. W okolicach Tarnowa przebiegał on wzdłuż linii Dunajca i jego prawobrzeżnego dopływu – Białej, nad która pośród stromych,
zalesionych zboczy rozłożyła się owa wieś – Łowczówek.

Pierwsza wojna światowa dopiero się rozpoczynała. Rosja uderzyła w Austro - Węgry i wkraczając do Galicji już w listopadzie zajęła Tarnów i Tuchów. Dotychczasowy sukces popchnął rosyjską armię dalej, w kierunku Krakowa. Nie uszła jednak daleko, kiedy natrafiła na oddziały austro-węgierskie, rozciągnięte na linii Limanowa – Łapanów – Nowy Sącz. Pierwsza Brygada Legionów Polskich Józefa Piłsudskiego przyczyniła się do powstrzymania
Rosjan od dalszego marszu, a nawet ich wycofania się w okolice Tarnowa.

Zdawało się, że po intensywnych walkach ostatnich dni, obie strony potrzebują wypoczynku. A poza tym zbliżało się Boże Narodzenie. Brygada Piłsudskiego wkraczała do Nowego Sącza witana przez szczerze uradowanych mieszkańców. Sądeczanie postanowili nawet umęczonym żołnierzom urządzić na rynku choinkę z prezentami. Strzelcom nie było jednak dane doczekać choinki i przygotowywanych prezentów. 20 grudnia nadszedł rozkaz wymarszu. Szybko okazało sie, że oddziały„gonią” Rosjan, zbliżając się forsownym marszem do obsadzonych przez nich pozycji pod Łowczówkiem.

22 grudnia I Brygada Legionów dotarła na miejsce. W sam czas. Część pozycji austrowęgierskich już została utracona, a Rosjanie szykowali się do ich umacniania. Tego dnia, zaledwie po chwili wytchnienia, rozpoczęła się kilkudziesięciogodzinna akcja strzelców Piłsudskiego, nazwana później bitwa pod Łowczówkiem. Atak rozpoczął się z nastaniem zmierzchu, w tężejącym coraz bardziej mrozie.

„W zupełnych ciemnościach, brodząc w nie do końca zamarzniętym potoku, posuwają się w górę 2. Kompania I batalionu. Pierwsze strzały zaskoczyły przeciwnika zupełnie. To patrol bojowy wpadł na stanowisko Moskali. Nie było czasu do namysłu. Biegiem! Biegiem! Gdzie oni są? W końcu jest – maskowany igliwiem okop. Hurra! I głośniej, i szybciej, choć co chwila wśród nich pozostają wyrwy po tych, którzy na swej drodze spotkali wrogie kule. Jeszcze kilka kroków. I juz. Podnoszą ręce w okopach i opadają podniesione do ciosu uzbrojone w bagnety karabiny. Jakżesz tragiczna chwila usłyszeć tutaj, teraz wystraszone: Panie, panie, ja katolik, ja Polak…”.

Kluczowym punktem wszystkich walk okazało się wzgórze 360, zdobyte przez legionistów Piłsudskiego. Kontrataki rosyjskie rozpoczęte nocą, przeciągają się na cały kolejny dzien. Powoli zaczyna brakować amunicji, a trudny teren i kocioł walk, utrudniają dostawę. Kolejny dzień budzi się nad wrogimi okopami, odległymi od siebie o zaledwie 30-40 kroków. Jeszcze dziś znajdziemy ślady tych umocnień w lasach Łowczówka.

Wigilię rozpoczyna wściekły artyleryjski atak strony rosyjskiej. Legioniści cofają się pod naporem wroga i w myśl rozkazu dowództwa. Nie mija kilka godzin, gdy okazuje się, że rozkaz był błędny i trzeba wracać na dopiero co opuszczone pozycje, które w tym czasie opanowali już Rosjanie. Ci jednak nie bronią się długo i ustępują pola Polakom.

W wirze walk wszyscy przegapili moment zabłyśnięcia pierwszej gwiazdki na niebie… Śmiertelnie zmęczeni żołnierze odpoczywają w okopach. Na zimowym niebie błyszczy juz wiele gwiazd, a gdzieś tam w dole lampy rozjaśniają okna ludzkich sadyb. W okopach mrok, mróz i przemożna tęsknota za rodzina, za domem. A jednak! „Jakoś miedzy jednym meldunkiem, a drugim, skorzystał z chwili porucznik Orlicz oznajmiając, że ma ze sobą opłatek. Oficerowie zmieszali się, podpułkownik Dzieduszycki piszący rozkaz pochylił się nagle nad stołem, drgający uśmiech owinął usta wszystkich. Mimo ryku ustawicznych salw, łamanie opłatka słychać było cicho i wyraźnie…”.

Jeszcze jeden dzień spędziła I Brygada Legionów Polskich pod Łowczówkiem – a był to dzień Bożego Narodzenia. Oddziały austriackie wycofały się, nie wracając na opuszczone pozycje i tym samym pozostawiając Polaków samych. Nie było możliwości dalszej obrony wzgórz. Legioniści wycofali się bez większych strat. Na straconych pozycjach na zawsze pozostało ponad stu strzelców, którzy spoczywają na wojennych cmentarzach Łowczówka i okolic.

Po tej pierwszej, największej bitwie I Brygady Legionów Polskich, wracając do wigilijnej nocy w okopach, zanotował kapelan Kosma Lenczewski: „Zaintonowano kolędy i pokazały sie łzy na policzkach, bo na wspomnienie rodzin, poległych naszych, niepewnej przyszłości Polski, bo Austriacy i Niemcy pary nie puszczą – trudno było nie płakać nawet żołnierzowi”.

Za: Agata Żak  (Gazeta Krakowska)

R.Z.