Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Służył aż do smierci

„Myśl o Polsce wielkiej i silnej, wolnej i niepodległej była i jest treścią mego istnienia, urzeczywistnienie jej było i jest jedynym celem mego życia”.

Kobiety mdlały, kiedy grał, krytycy nie szczędzili mu pochwał, a z jego zdaniem liczył się nawet prezydent Stanów Zjednoczonych! W 160. rocznicę urodzin Ignacego Jana Paderewskiego w warszawskiej Kordegardzie otwarto wystawę  „Ignacy Jan Paderewski. Służyć będę aż do śmierci”, zorganizowaną przez Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego we współpracy z Narodowym Centrum Kultury oraz Centrum Rozwoju i Edukacji Młodzieży. Jak to możliwe w dobie polityczno-sanitarnej pandemii, w sytuacji kiedy zamknięte są wszystkie instytucje kulturalne? Otóż, to co nie możliwe np. w naszym galicyjskim miasteczku udało się w stolicy, gdzie rzeczoną ekspozycję zorganizowano w plenerze, dokładnie przed frontonem zamkniętej Kordegardy.  Galerii  Narodowego Centrum Kultury przy  Krakowskim Przedmieściu, w samym centrum Warszawy.  Wystawa dostępna będzie w dniach 18– 27 listopada 2020. Szkoda, że warszawiacy i liczni turyści tłumnie przechodzący obok nie dowiedzą się z niej o istnieniu Centrum Paderewskiego w podtarnowskiej Kąśnej Dolnej gdzie mistrz Paderewski bywał i tworzył...

Wystawa jest opowieścią o wielkim polskim patriocie, pianiście i kompozytorze światowej sławy, dyplomacie, polityku i filantropie, dzięki któremu Polska odzyskała niepodległość po 123 latach niewoli.

Jako artysta-wirtuoz i niezwykła osobowość podbijał wielkie sceny i kameralne salony, wprowadzając publiczność – a szczególnie płeć piękną – w stany egzaltacji porównywane do euforii na koncertach największych rockowych gwiazd. Kosmyk jego płomiennie rudych włosów był relikwią ówczesnej "popkultury.

Potrafił przy tym sprawić, że – znakomicie marketingowo przygotowana – "moda na Paderewskiego" stała się zarazem modą na Polskę, od ponad wieku niewoloną przez germańskich i rosyjskich sąsiadów, a później, podczas wojny między nimi, szukającą dróg do swego odrodzenia. 

Wykorzystywał tę "modę" zarówno na wielotysięcznych wiecach i koncertach, kwestując dla ofiar wojny czy też wspierając powstanie "Błękitnej Armii",  jak i w gabinetach najbardziej wpływowych na świecie polityków, którym prezentował racje poparcia silnej, niepodległej Rzeczypospolitej, z dostępem do morza i z polskim Gdańskiem.

Nie zapominał nigdy, że jest Polakiem. Dzielił się z ojczyzną nie tylko sławą, ale i ogromnym majątkiem.  W 1910 r. ufundował w Krakowie pomnik grunwaldzki, którego odsłonięcie stało się wielką wszechpolską manifestacją. W 1918 r., witany w kraju jak bohater,  krótką wizytą w Poznaniu rzucił iskrę do wybuchu Powstania Wielkopolskiego.

Uważany za ponadpartyjny autorytet  został premierem rządu RP. W dniu 28 czerwca 1919 r. razem z Romanem Dmowskim, jako delegat zwycięskiego państwa, złożył podpis pod kończącym I wojnę światową traktatem wersalskim.

Krytykował zamach majowy a dekadę później w swej szwajcarskiej posiadłości patronował utworzeniu antysanacyjnego Frontu Morges oraz chadeckiego Stronnictwa Pracy. Po klęsce wrześniowej 1939 r. stanął na czele Rady Narodowej - polskiego parlamentu na uchodźstwie. 

Zmarł w Nowym Jorku, podczas kolejnej misji dla Polski, kiedy skutecznie zabiegał o uzyskanie przez rząd Sikorskiego kredytów na uzbrojenie Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.

Warszawska wystawa, to dobra okazja do przypomnienia historii dworku w Kąśnej Dolnej, co czynimy piórem Jerzego Reutera, znanego tarnowskiego prozaika I publicysty.

Bardzo trudno jest odtworzyć pełną historię Kąśnej, bowiem do zakupienia jej przez Ignacego Jana Paderewskiego , miejscowość owa nie miała żadnego większego znaczenia dla ciężkowickiego regionu. Jak twierdzi gospodarz Muzeum I. J. Paderewskiego w Kąśnej, pan Witold Baran, wielki zbiór dokumentów historycznych uległ zniszczeniu w czasie II wojny, a po wyzwoleniu nowe władze zdewastowały dwór i jego okolice, pozbawiając historię Kąśnej z większości pamiątek. Około 1728-66 roku prawdopodobnym właścicielem Kąśnej był Andrzej de Reklewski (herbu Nerko?), lecz nic nie wiadomo o ówczesnej historii wsi. Dopiero z początkiem XIX wieku, gdy Kąśna przechodzi na własność rodziny Gostkowskich rozpoczyna się bardziej opisany okres w dziejach Kąśnej. Za czasów Gostkowskich zostaje wybudowany obecny dworek, który w tamtych czasach zapewne pełnił rolę folwarku rolniczego z zabudowaniami gospodarczymi, stajniami, oborami i mieszkaniami dla służby. „Podróżnik podążający na Tarnów, Nowy Sącz do Krynicy, Szczawnicy lub Zakopanego, minąwszy stację drogi żelaznej Ciężkowice, z okien wagonu widzi opodal ładny, wytworny nawet dworek wiejski z pięknemi zabudowaniami gospodarskiemi, otulony wieńcem drzew starych, otoczony wielkim parkiem i urodzajnemi polami; w pobliżu ciągną się także łańcuchem rozrzucone na pagórkach chaty wieśniacze” – pisał w 1899 roku dziennikarz lwowski Adam Boruta. Dworek został wybudowany w 1833 roku, ale Gostkowscy, nie wiadomo z jakich przyczyn, odsprzedali majątek ziemski w Kąśnej pod koniec XIX wieku I. J. Paderewskiemu. Zakupu w imieniu mistrza dokonał jego przedstawiciel Stanisław Roszkowski, a rodzinę Gostkowskich reprezentowała Barbara Jordan Stojowska. Majątek liczył sobie w tym czasie ponad tysiąc hektarów ziemi i miał być przeznaczony na letnią rezydencję Paderewskiego i jednocześnie gniazdem rodzinnym, w którym zamieszkał ze swoją drugą żoną Heleną.

Już wtedy I. J. Paderewski był uważany za jednego z najlepszych pianistów na świecie, co przysporzyło mu niemałą fortunę finansową, ale jak każdy artysta nie posiadał umiejętności, a może czasu, na racjonalne zarządzanie swoim majątkiem. Robili to w jego imieniu, nie zawsze uczciwi plenipotenci. Za namową żony Heleny Górskiej, wdowy po przyjacielu Stanisławie, Paderewski oddał zarządzanie swoimi finansami Stanisławowi Roszkowskiemu, który zakupił trzy majątki w Polsce: Biórków, Rozprzę i Kąśną Dolną wraz z Siekierzyną. Z tych trzech posiadłości tylko Kąśna przypadła do gustu mistrza i tam postanowił utworzyć swój dom w ojczyźnie. Dwa pozostałe majątki zostały wystawione do sprzedaży z powodu zbyt wielkiego zadłużenia i deficytu dochodów. „… do Ciężkowic było niedaleko nie tylko z Tatr, ale i z Paryża, 33 godziny jazdy ekspresem, a potem dwie mile na zachód i przez górę skręcić w lewo, następnie w prawo przez most…” – wspominał Paderewski. Po pierwszej wizycie w nowej posiadłości mistrz zlecił pełnomocnikowi Roszkowskiemu generalny remont zabudowań dworskich i inwestycje z tym związane. Po przebudowie dworek stał się rezydencją na skalę europejską. Łazienka z piecem do podgrzewania wody, spłukiwane toalety, elektryczne oświetlenie, telefon i bilard ustawiony w  hallu czyniły z dworku, umiejscowionego gdzieś z boku wielkomiejskiego gwaru, miejsce zacne dla tak wielkiego mistrza. Wraz z remontem dworku nastąpiły inwestycje w całej okolicy. Powstawały stajnie, obory, tartaki, wielkie ogrody warzywne, mleczarnia i wiele innych nowoczesnych obiektów rolnych. Powiększony został obszar parku do 16 hektarów, urządzony w stylu angielskim, który miał być miejscem wyłącznie  przeznaczonym dla mistrza i jego pasji twórczych – wejście na teren parku przez osobę postronną groziło karą pięciu dniówek. W letnie i pogodne dni służba wynosiła fortepian i ustawiała go pomiędzy sześcioma, wyniosłymi świerkami – do dzisiaj pozostał tylko jeden – a Paderewski, właśnie tutaj, tworzył swoje największe dzieło, operę Manru, którą zaczął pisać będąc w Stanach Zjednoczonych. Warto przy tym zaznaczyć, że Manru jest jedyną polską operą wystawioną w Metropolitan Opera. Znawcy twórczości Paderewskiego twierdzą, że na ostateczny kształt dzieła miała właśnie Kąśna Dolna i jej okolice, gdzie ścierały się kultury Romów, górali i podkarpackie klimaty.

Po czterech latach okazało się, że nieuczciwi zarządcy wprowadzili majątek w wielki deficyt. Ponoć okradali Paderewskiego i za zyski kupowali nieruchomości w Krakowie. Podczas pobytu w Warszawie w 1901 roku I. J. Paderewski na koncercie w nowopowstałej filharmonii powiedział: „Mam dość Galicji (…) Miałem zamiar podróżować jeszcze kilka lat, a potem na stałe osiąść wśród swoich, lecz poznałem wkrótce, że jestem za ubogi aby ten cel urzeczywistnić, a może tylko zbyt przyzwyczajony do stosunków europejskich, aby dać sobie radę z krukami swojskimi. To specjalny gatunek, a szczególnie te, co się po wsiach wałęsają, te z mianem poczciwców, z manierami wielkopańskimi i z butą rycerską, dotkliwie dały mi się we znaki. Tak: to wygląda na paradoks, ale proszę mi wierzyć, jam dość bogaty na Szwajcarię, Paryż i Londyn, ale stanowczo za ubogi, aby osiąść na wsi i gospodarzyć w Galicji”. Po sprzedaży majątku w Kąśnej Dolnej mistrz osiadł na stałe w Szwajcarii. Jak pisał Franciszek Pulit w swoim opracowaniu „Dom w ojczyźnie” – „Los sprawił, iż jego dom na emigracji, willa w Rond Bosson koło Mogens w Szwajcarii została zburzona w 1965 roku w związku z budową autostrady, natomiast dom niespełnionych marzeń w ojczyźnie, dworek w Kąśnej Dolnej, przetrwał burze dziejowe, by po latach milczenia, od 1983 roku sławić poetę fortepianu na wzór domu Chopina w Żelazowej Woli.”.

Jerzy Reuter za  Franciszek Pulit – Dom w ojczyźnie” i zasoby Centrum Paderewskiego Tarnów - Kąśna Dolna.
Ryszard Zaprzałka - korzystałem z materiałów Narodowego Centrum Kultury w Warszawie
Fot. Marianna Kulesza (NCK)