Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Co wydarzyło się 17 września 1939 roku?

 "Było dla nas jasne, że dostaliśmy podstępny cios w plecy, który przesądzał o losach kampanii"

Niestety zaledwie co drugi Polak wie, co wydarzyło się 81. lat temu - tak przynajmniej wynika z publikowanych sondaży. Tylu ankietowanych wybrało odpowiedź, że tego dnia Rosja Sowiecka zaatakowała nasz kraj. 19% badanych sądzi jednak, że to dzień niemieckiego ataku. Inni twierdzili, że to dzień wybuchu Powstania Warszawskiego albo dokonania mordu w Katyniu. Dobitnie świadczy to o katastrofalnym poziomie nauczania historii w naszych szkołach. Być może powinien, wzorem "Wołynia", powstać film fabularny lub serial. Wszak wydarzenia 17 września to temat na prawdziwie antyczny dramat... Dokładnie 81 lat temu, 17 września 1939 roku, Armia Czerwona bez wypowiedzenia wojny zaatakowała Polskę.  O godz. 3.00 nad ranem zastępca ministra spraw zagranicznych ZSRS Włodzimierz Potiemkin odczytał ambasadorowi polskiemu Moskwie Wacławowi Grzybowskiemu notę informującą o upadku państwa polskiego i konieczności wzięcia przez ZSRS pod ochronę ludności Zachodniej Ukrainy i Białorusi. Zgodnie z radziecko-niemieckim porozumieniem zawartym w tajnym protokole paktu Ribbentrop-Mołotow, Armia Czerwona przekroczyła granice Polski. Związek Sowiecki złamał pakt o nieagresji, który miał obowiązywać do końca 1945 roku. Rosjanie zaatakowali o 6.00 rano. Wprowadzili do Polski ponad 4 tysiące czołgów, 1800 samolotów i prawie 2 miliony żołnierzy, którym Polacy mogli przeciwstawić jedynie ponad 300 tysięcy żołnierzy. Polska była całkowicie zaskoczona agresją Armii Czerwonej.  Atak na wschodzie pozbawił armię polską podstawowego zaplecza do organizowania wojska na front walki z Niemcami. Konsekwencją sojuszu dwóch totalitaryzmów był kolejny rozbiór osamotnionej Polski.

Konsekwencje agresji sowieckiej z 17 września 1939 roku ponosimy do dziś. Te wydarzenia ukształtowały bowiem obecną granicę Polski. Propaganda sowiecka określała agresję na Polskę jako "wyprawę wyzwoleńczą" w obronie "ludności zachodniej Ukrainy i zachodniej Białorusi". W konsekwencji ataku do niewoli sowieckiej trafiło ponad pół miliona polskich żołnierzy. Nastąpiły także masowe deportacje ludności, które według różnych źródeł, objęły od kilkuset tysięcy do miliona obywateli polskich. To dobra okazja aby przypomnieć znakomite i ciągle aktualne teksty, nieżyjącego już prof. Józefa Szaniawskiego, publikowane na łamach Naszego Dziennika.

17 września 1939 roku odwieczny wróg napadł zdradziecko na Polskę bez wypowiadania wojny, zadając cios w plecy. Agresja Rosji zwanej wtedy Związkiem Sowieckim była skoordynowana z agresją Niemiec nazywanych wówczas III Rzeszą, która uderzyła w nas 1 września. Już od 1 września trwała współpraca Niemców i Rosjan przeciwko Polsce: sowieckie stacje radiolokacyjne naprowadzały naloty bombowców Luftwaffe na Lwów, Białystok, Wilno, Przemyśl oraz na jednostki Wojska Polskiego na wschód od Wisły. Dlatego jest historycznym fałszerstwem używanie takich eufemizmów jak "Armia Radziecka przekroczyła granicę polską" albo "Armia Radziecka wkroczyła". Nie - nie mówimy przecież, że Wehrmacht wkroczył do Polski, tylko że to Niemcy na Polskę napadły. Tak samo należy określać atak z 17 września: Rosja napadła na Polskę! I nie "radziecka", tylko "sowiecka", bo taka była nazwa tego zbrodniczego, totalitarnego i ludobójczego państwa. Autorem planu agresji z 17 września był marszałek Borys Szaposznikow - szef sowieckiego sztabu generalnego. W dwóch rzutach strategicznych uderzyło na Polskę w sumie półtora miliona sołdatów.

Pierwsze uderzenie Armii Sowieckiej spadło 17 września 1939 roku o trzeciej nad ranem na Podwołoczyska, Czortków, Skałę i Husiatyń. Pułk Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP Czortków) był najdalej na wschód wysuniętą placówką obronną Rzeczypospolitej. Nieliczni i słabo uzbrojeni żołnierze dowodzeni przez podpułkownika Marcelego Kotarbę podjęli natychmiast pełną determinacji walkę w obronie napadniętej Ojczyzny. Stawili czoło całemu korpusowi sowieckiemu złożonemu z czołgów brygady i dwóch brygad kawalerii. Bohaterstwo tych kilkuset żołnierzy KOP ppłk. Kotarby porównywalne jest z bohaterstwem żołnierzy majora Sucharskiego broniących Westerplatte. Jeżeli o Westerplatte napisano tysiące publikacji, książek i filmów, to w przypadku żołnierzy KOP Czortków trwa zmowa milczenia. Wojsko Polskie podjęło walkę z Armią Czerwoną m.in. w obronie Grodna, Wilna, Podola.

Bitwy z rosyjskim najeźdźcą stoczono pod Tomaszowem Lubelskim, pod Szackiem i Wytycznem. Lwów i Brześć oblegali wspólnie Rosjanie i Niemcy. Podobnie pod Kockiem 4 i 5 października grupa operacyjna "Polesie" generała Franciszka Kleeberga stoczyła ostatni bój w obronie Polski otoczona przez dywizje sowieckie i niemieckie. W zdobytych polskich miastach, m.in. w: Białymstoku, Brześciu, Przemyślu, oddziały Armii Czerwonej i Wehrmachtu odbywały wspólne defilady. W Krakowie tuż obok siedziby gubernatora Hansa Franka utworzony został konsulat generalny Związku Sowieckiego. To właśnie tutaj NKWD i gestapo wspólnie ustalały szczegóły ludobójstwa niemieckiego i sowieckiego, w tym eksterminację elit polskiej inteligencji. Do niewoli sowieckiej dostało się około ćwierć miliona podoficerów, oficerów i generałów Wojska Polskiego.

Prawdziwą liczbę ofiar zbrodni sowieckiego ludobójstwa po 17 września 1939 kryją moskiewskie archiwa. I właśnie dlatego Rosjanie konsekwentnie odmawiają nam do nich dostępu. Bowiem prawda o sowieckich zbrodniach jest zapewne jeszcze straszliwsza niż to, co wiemy o nich teraz, a kłamstwa rosyjskiej propagandy tradycyjnie mroczne i oszczercze. Prawda nie powinna podlegać zgniłym kompromisom politycznym w obawie przed gniewem Kremla. Prawda jest niepodzielna! Rosja sowiecka była państwem ludobójczym, które wymordowało kilkadziesiąt milionów ludzi.

Tragiczna rocznica bandyckiej napaści na Polskę 17 września 1939 roku stawia po raz kolejny pod rozwagę problem naszego pojednania z Rosją. Pojednanie jest rzeczą uczciwą, szlachetną, dobrą, ale nie może być ulicą jednokierunkową. Z pojednaniem uczciwym występować mogą jedynie ludzie dobrej woli, a tymczasem ze strony Rosji nie tylko nie ma dobrej woli, ale widać wolę najgorszą, i to w złej wierze. Przecież od czasów bandyty, ludobójcy i komunistycznego dyktatora Stalina aż po dziś dzień nigdy żadne władze rosyjskie nie uznały 17 września za agresję na Polskę! Napad rosyjski był zdradziecki, wiarołomny, bez wypowiedzenia wojny, był dla Polski zbójeckim ciosem nożem w plecy. Dlatego używanie takich wyrażeń, jak "Armia Radziecka przekroczyła granicę polską" albo "Armia Radziecka wkroczyła" - to mijanie się z prawdą. Nie mówimy przecież, że Niemcy wkroczyli na terytorium Polski, tylko że Niemcy na Polskę napadły. Tak samo było 17 września: Rosja napadła na Polskę! A to ludobójcze, totalitarne państwo nazywało się wtedy Związkiem Sowieckim, a nie Radzieckim. Dyktatorzy tego "imperium zła" Stalin wraz z Leninem jeszcze w listopadzie 1918 r. planowali likwidację Państwa polskiego. Zaś autorem samego planu agresji z 17 września 1939 r. był marszałek Borys Szaposznikow - szef sowieckiego sztabu generalnego. Całością sił sowieckich dowodził marszałek Woroszyłow, a wśród generalicji ruszającej na Polskę byli najwybitniejsi sowieccy generałowie: Timoszenko, Czujkow, Batow, Tieliegin. Na Polskę natarła wielka, półtoramilionowa armia.

17 września około trzeciej nad ranem sowieccy żołnierze ruszyli na Podwołoczyska, Czortków, Skałę i Husiatyń. Pułk Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP Czortków) był najdalej na wschód wysuniętą placówką obronną Rzeczypospolitej. Nasi żołnierze dowodzeni przez ppłk. Marcelego Kotarbę podjęli natychmiast pełną determinacji walkę w obronie napadniętej Ojczyzny. Mimo że nieliczni i słabo uzbrojeni, to jednak przeciwstawili się najeźdźcy i walczyli z korpusem sowieckim złożonym z czołgów i kawalerii. To sytuacja bardzo podobna do tej, która rozegrała się w pierwszych dniach września na Westerplatte. Bohaterstwo żołnierzy KOP ppłk. Kotarby porównywalne jest z bohaterstwem żołnierzy mjr. Sucharskiego broniących Westerplatte. Tyle że o Westerplatte wiemy wiele - bo powstały publikacje, wiersze, filmy, a o żołnierzach KOP Czortków trwa zmowa milczenia. Od 17 września toczyliśmy bohaterską, ale nierówną walkę z Armią Czerwoną. Broniliśmy Grodna, Wilna, Podola, a Lwów i Brześć oblegali wspólnie Rosjanie i Niemcy: Armia Czerwona i Wehrmacht!

Ostatni bój w obronie Polski miał miejsce pod Kockiem na początku października. Generał Franciszek Kleeberg dowodzący Samodzielną Grupą Operacyjną "Polesie" stoczył bitwę otoczony przez dywizje sowieckie i niemieckie. To właśnie pod Kockiem był ostatni kawałek wolnej Rzeczypospolitej, broniony bohatersko przez żołnierzy Wojska Polskiego. To właśnie dopiero tutaj po rozpaczliwej walce, po wystrzelaniu ostatnich pocisków, po rozbiciu ostatnich polskich dział żołnierze grupy "Polesie" poddali się wrogowi 6 października 1939 roku. 

W zdobytych polskich miastach - Białymstoku, Brześciu, Przemyślu - Wehrmacht i Armia Czerwona urządzały wspólne defilady. Wspólnym przedsięwzięciem Niemców i Sowietów było także ustalanie szczegółów ludobójstwa, w tym eksterminacji elit polskiej inteligencji. Działo się to w Krakowie tuż obok siedziby gubernatora Hansa Franka, gdzie został utworzony konsulat generalny Związku Sowieckiego.

Józef Szaniawski -  Polska między historia, a geopolityką (Nasz Dziennik)