Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Wiersz z biało czerwoną opaską

Przeglądając internet w kontekście przypadającej właśnie 40 rocznicy powstania "Solidarności" natknąłem się na zupełnie unikalny tekst znanego tarnowskiego działacza społecznego, twórcy Festiwalu Niepodległości i cenionego badacza najnowszej historii Tarnowa Piotra Dziży, przypominający cichych bohaterów tamtych wydarzeń w naszym mieście., m.in. plastyka Wacława Mojka i poety Jerzego Barczyńskiego. Obecnie całkowicie zapomnianych i rugowanych z pamięci, szczególnie młodego pokolenia. Z pierwszym, jednym z założycieli legendarnego KOR-u, przez kilka lat pracowałem w tarnowskim teatrze, gdzie permanentnie inwigilowany  i represjonowany znalazł, dzięki odwadze dyr. R. Smożewskiego, miejsce w pracowni plastycznej. Z drugim połączyła nas przyjaźń, poezja i właśnie solidarnościowa konspira - zeznawałem jako świadek obrony w jego tarnowskim procesie. Obaj już nie żyją, odeszli  nie zauważani i nie doceniani, dożywając swoich dni w biedzie i samotności... Ten haniebny grzech zaniechania poprzednich i obecnych władz Tarnowa, to jeden z większych skandali najnowszej historii, nic to że w wydaniu lokalnym.  Do tej gorzkiej konstatacji upoważnia mnie okrągła 40  rocznica „Solidarności”, która niestety mija w Tarnowie bez większego echa. 

Wacław Stefan Mojek

Postanowieniem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej , sygnowanym datą 3 września 2008, został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej, za działalność na rzecz przemian demokratycznych w Polsce.
Pod Kartą Praw Robotniczych Komitetu Samoobrony Społecznej KOR, opublikowaną w drugim obiegu w sierpniu 1979 znajdują się podpisy dwóch mieszkańców Tarnowa. Jednym z nich był Wacław Mojek, nieżyjący już artysta - plastyk. Jego nazwisko zapisane jest też komunikatach KOR i KSS KOR, podających nazwiska osób represjonowanych w latach 1976-1980. Nazwisko Wacława Mojka znalazło się również w kontekście podpisywanych porozumień sierpniowych 1980 roku w Gdańskiej Stoczni.

Wacław Mojek urodził się 7 listopada 1958 roku w Tarnowie, zmarł zapomniany i odrzucony czterdzieści dziewięć lat później, 26 listopada 2007 i został pochowany na cmentarzu w Mościcach. Był synem Jana, żołnierza Armii Krajowej, ps. „Smok” i Antoniny Kuldanek. Nauki pobierał u „Kościuszki”, w Szkole Muzycznej i w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych w Tarnowie, na meblarstwie artystycznym. Mieszkał w małym domku przy ulicy Kościuszki. Jako dziewiętnastoletni uczeń zaangażował się w działalność opozycji antykomunistycznej. Był jednym z działaczy Komitetu Obrony Robotników , potem KSS KOR , obok Jerzego Andrzejewskiego, Stanisława Barańczaka, Jacka Kuronia i Jana Józefa Lipskiego czy Leszka Kołakowskiego.
Wiedząc, że myśl wolna musi mieć dostęp do umysłów, podjął próbę stworzenia w Tarnowie pierwszej biblioteki wydawnictw niezależnych. Od początku powstania „Wiadomości Tarnowskich” – nie tylko je redagował, ale przede wszystkim je tworzył. Współpracował także z ogólnopolskim pismem „Robotnik”.
Zainicjował powstanie Komitetu Przeciw Przemocy. Na początku lat osiemdziesiątych czynnie włączył się    w działalność wolnych związków zawodowych i Solidarności. Prowadził też rozmowy z Lechem Wałęsą. Uzyskawszy mandat zaufania z regionu tarnowskiego, uczestniczył w I Krajowym Zjeździe Delegatów Solidarności w Gdańsku.

Po wprowadzeniu stanu wojennego, na podstawie decyzji numer 3/81, został internowany. Początkowo razem  z kolegami przebywał w tarnowskim więzieniu, a po kilku dniach przewieziony został do zakładu karnego w Załężu koło Rzeszowa, by potem - 28 września 1982 znaleźć się w obozie dla internowanych Kielce-Piaski. Zwolniony z internowania 15 października 1982, podjął działania w podziemnej Solidarności, za co również i jego bliscy byli nieustannie prześladowani. Zajmował się drukowaniem ulotek, rozprowadzaniem prasy podziemnej oraz wielu wydawnictw drugiego obiegu: książek, plakatów, pocztówek i fotografii, kopert z nadrukami, znaczków poczty podziemnej, kalendarzy i rysunków satyrycznych.

Ponownie znalazł się w więzieniu dwa lata później. Dom przy Kościuszki 16 w Tarnowie był pod stałą obserwacją - szykany, represje, inwigilacja, ciągłe rewizje i śledzenie stały się codziennym porządkiem. To przecież punkt kontaktowy dla wielu działaczy podziemia niepodległościowego, nie tylko z regionu tarnowskiego, ale też z Rzeszowa, Krakowa, Nowego Sącza i Bochni. To tu spotykali się między innymi: Ryszard Strach, Wacław Niemirski, Ryszard Kacer i Stefan Jurczak, który w wolnej już Polsce pełnił funkcję Wicemarszałka Senatu Rzeczypospolitej Polskiej.
A sam Wacław Mojek miał trudności ze znalezieniem pracy. Ryzyko jego zatrudnienia podjął dyrektor tarnowskiego Teatru, gdzie przepracował ostatnie pięć lat ósmej dekady minionego wieku. Był wielokrotnie zatrzymywany na 48 godzin, aresztowany, śledzony i wzywany na przesłuchania.

Wacław Mojek do końca lat osiemdziesiątych czynnie uczestniczył w ruchu niepodległościowym, odmówił jednak propozycji kandydowania do Senatu z listy OKP. Oddalił się od polityki, odsunął w cień. W darze przekazał Muzeum Okręgowemu w Tarnowie kolekcję odznak i plakietek solidarnościowych z lat 80-tych.

Ten niewątpliwie najaktywniejszy z działaczy małopolskiej opozycji, nie zrobił kariery politycznej, nie dostąpił zaszczytów. Po przemianach ustrojowych nie umiał odnaleźć się w nowej rzeczywistości, i stało się to jego osobistym dramatem…
Miał rodzinę: żonę Martę poznaną jeszcze w plastyku, i dwoje dzieci - Wacława i Natalię. 

W połowie 2009 roku Sąd Okręgowy w Tarnowie uchylił, w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej, wszystkie wydane na niego w PRL wyroki, uznając tym samym moralne racje jego postępowania.

Mój wiersz
 nie będzie poezją zachwytu
 mój wiersz
 w naszą ziemię wrośnięty
 z biało czerwoną
opaską
podczas dźwięku syren
 milczy.

Jerzy Barczyński, ur. 1948 r. w Tarnowie. Jako poeta debiutował w 1968 r. w Polskim Radiu. Udzielał się w nielegalnych strukturach antykomunistycznych, był wielokrotnie inwigilowany i represjonowany. Po demonstracjach marcowych w 1968 r. w Tarnowie przebywał w więzieniu na Montelupich w Krakowie i w tarnowskim więzieniu (październik 1968 – kwiecień 1970 r.). Od roku 1977 sympatyzował z KSS KOR. W roku 1980 – 1981 był współredaktorem „Wiadomości Tarnowskich”, pisma drugiego obiegu. W stanie wojennym internowany 14 grudnia 1981 r. – decyzja 56/81, Załęże, zwolniony 22 marca 1982 r. W 1980 r. wydał tomik poezji „Dezerter”. Od roku 1982 pisał do szuflady. Dopiero po przełomie 1989 r. jego wiersze mogły ujrzeć światło dzienne. Otrzymał nagrodę specjalną na II Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „Pod jednym słońcem żyjemy”. W 1989 r. wystąpił w cyklicznym spotkaniu „Goście p. Jerzego Kołodzieja”, muzyka pracującego w Tarnowskim Teatrze. W 1992 r. wydał tomik poezji pt. „Noc Refleksji”. W październiku otrzymał nagrodę Redakcji Radia „Dobra Nowina” za dotychczasową twórczość. Jerzy Barczyński zamieszczał swoje wiersze m.in. w „Magazynie Kulturalnym”, „Przewodniku Katolickim”, „TEMI”, „Tarninach” oraz w almanachach poezji m.in. w „Białym autobusie” (1996), „Jesienne skrzydła”, „Wszystkie nasze liście| (2004), „Antologia poezji zapomnianej” (2006). W 2009 r. wydał kolejny tom wierszy pt.” Wyspy życia”.

Jurek był zawsze typem samotnika, nigdy też nie założył rodziny... Był za to wierny w przyjaźni, która trwała przez wiele lat naszej znajomości. Dopóki pozwalało mu zdrowie (od zawsze chorował na serce), uczestniczył w życiu literackim Tarnowa, którego animatorem był w tamtych latach także poeta i redaktor tygodnika TEMI Józef Komarewicz.  

  
 Trzy dekady wolnej Polski - pisze na swoim profilu Piotr Dziża, nie wystarczyły też, aby w ogólnodostępnej przestrzeni  publicznej miasta  pojawiło się choćby jedno miejsce pamięci, poświęcone zmaganiom tarnowian, zaangażowanych w działalność opozycji demokratycznej w latach 70 i 80, w tym w budowę ruchu „Solidarność”. Po tegorocznych „obchodach” także nic takiego nie zostanie.
Najbardziej jednak oburzający jest stosunek decydentów do odchodzących bohaterów owych  zmagań sprzed kilku dekad, które doprowadziły do odzyskania wolności. Ta niewdzięczność jest karygodna.

Rok temu opisywałem w jakich okolicznościach, dopiero parę miesięcy po fakcie, dowiedziałem się o śmierci jednej z legend tarnowskiej „Solidarności”. Pan Leonard Łącki odszedł w kompletnej ciszy, nikt - jak się potem dowiedziałem -  nie przypomniał jego zasług na pogrzebie, w którym uczestniczyła jedynie garstka  tych, którzy mieli okazję  się o tej śmierci dowiedzieć, a w żadnej z gazet  nie ukazało się choćby wspomnienie o nim. A odchodził człowiek uosabiający ważną część  tarnowskiej walki z komuną, m.in. uczestnik podziemnych, lokalnych władz „Solidarności”, wydawca i redaktor wielu pism opozycyjnych, współtwórca i strażnik słynnego krzyża kwietnego, który przez 5 lat funkcjonował jako symbol oporu wobec zła pod tarnowską Katedrą.
Ta historia niczego nikogo nie nauczyła.

 

Bez docenienia zasług, nawet w obliczu śmierci, odchodzą z tego świata kolejni bohaterowie najnowszej historii Tarnowa i Polski.
Dosłownie kilka tygodni temu, w związku z moimi dociekaniami, dotyczącymi  historii tarnowskiego KOR-u (wyjątkowo chlubnej), poszukując pewnej informacji, wpisałem w wyszukiwarkę nazwisko JERZEGO BARCZYŃSKIEGO (1948 – 2019) i wyskoczyła mi klepsydra z informacją o jego  śmierci 22 grudnia ubiegłego roku. Znowu nic nie wiedziałem ! Wiem, że był to okres świąteczny, ale nie pamiętam, by ktoś szerzej o tej śmierci informował, albo wracał do niej potem, w jakimś wspomnieniu. Na pewno, znowu, nie zareagowała jak należy związkowa „Solidarność”. Tym bardziej uzyskana w internecie wiedza (klepsydra z archiwum MZC)  mnie zszokowała.

A mówimy o postaci absolutnie niezwykłej, dzięki której Tarnów, jako jedyne, obok Radomia, miasto nie-akademickie, wszedł do historii Marca 1968 roku. To on, wówczas uczeń technikum,  wyprodukował i rozniósł ulotki, nawołujące do  protestów w obronie krzywdzonych studentów, doprowadzając do manifestacji, z których  jedna zgromadziła  na placu Kazimierza nawet dwa tysiące osób. Trafił za to do więzienia.


Wrażliwiec, poeta. Od młodości wyczulony na  wszelką niesprawiedliwość i deficyty prawdy w życiu publicznym. Nic dziwnego, że również w 1976 roku zainspirował  powstanie struktur Komitetu Obrony Robotników w Tarnowie i był jednym z ich najaktywniejszych działaczy. Szykanowany przez władze, jak całe środowisko, ale zawsze wykazujący się odwagą,  nigdy nie dał się złamać. Należał też do ścisłego grona tych, którzy w roku 1980 zakładali „Solidarność” w naszym mieście. Był szefem NSSZ „S” w tarnowskim WPHW. W stanie wojennym został internowany w Załężu.
Nie doczekał się uznania  ani w 50. rocznicę Marca, ani  w rocznicę powstania KOR-u, ani w momencie śmierci.

On, któremu, jak zresztą kilku  innym tarnowskim opozycjonistom z czasów PRL należą się Orły Niepodległości, wyróżnienia do niedawna przyznawane przez Prezydenta Tarnowa. Ale ich nie otrzymał, a  inni bohaterowie także ich nie otrzymają, bo pan Prezydent Ciepiela nagle publicznie orzekł w tamtym roku, że już nie będzie, nie ma komu ich przyznawać.

To może przynajmniej jakaś forma pośmiertnego uhonorowania ?

Sądząc po tym, że po kilkunastu latach od śmierci  nie doczekał się  go np. niezłomny Wacław Mojek, kolejny wielki bohater najnowszej historii miasta,  trudno przewidywać by taki zaszczyt szybko spotkał śp. pana Jerzego.
Bohaterowie Tarnowskiej Nocy Niepodległości – Dziadosz, Piasecki, czy Gebel nie doczekali się takiego uhonorowania od stu lat !


 W najbliższych dniach często będziemy słyszeć zapewnienia o tym, że decydenci pamiętają także o genezie lokalnej  „Solidarności” i jej najbardziej zasłużonych działaczach. Nie wierzcie im.
Nie uczynili nic lub uczynili za mało, aby tę pamięć trwale zakorzenić.
Ale wy, pamiętajcie. O panu Jerzym, o panu Leonardzie, o Wacławie Mojku, Antonim Bahrze i wielu, wielu innych. Nie zapominając o legendarnych bohaterach tarnowskiej „Solidarności”, którzy wciąż jeszcze żyją. Ich sylwetki zamierzam przybliżać w najbliższym czasie na stronie naszej grupy, choćby w taki sposób dziękując im za wszystko co dla naszej wolności uczynili.

Za Krystyna Drozd - www.konfrateria.tarnow.pl / www.intarnet.pl  oraz Piotr Dziża‎ - Tarnów Pierwszy Niepodległy
Ryszard Zaprzałka