Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Suplement do rocznicy Pierwszego Transportu

czyli kłamstwa oświęcimskie

Za niecałe trzy lata minie 80 lat od ucieczki rotmistrza Witolda Pileckiego z Auschwitz - pisze Tomasz A. Żak, znany reżyser, twórca Teatru Nie Teraz i uznany publicysta. Czy świat skorzysta z okazji, by wówczas godnie uhonorować tego Polaka, jednego z największych bohaterów II wojny światowej? I piszący i czytający te słowa wiedzą, że tak się nie stanie. Wątpliwym jest również, aby u nas w kraju ta data prawdziwego zwycięstwa Nieba nad piekłem uzyskała godną tegoż rangę. Na razie, z uporem godnym zdecydowanie lepszej sprawy, kultywujemy osiemdziesiątą rocznicę rozpoczęcia działalności tego niemieckiego obozu śmierci, zbudowanego w okupowanej Rzeczpospolitej w mieście Oświęcim.

Kłamstwo numer 1

Kultywowanie przegranych musi wcześniej czy później doprowadzić do psychicznego „rozbrojenia” tak czyniącej nacji. Prostą tego konsekwencją jest nie tylko fałszywy dogmat pacyfizmu i to realizowanego za wszelką cenę, ale tegoż nieodwracalny ciąg dalszy, czyli wytworzenie w ludziach postawy niewolniczej. Na nic zdadzą się wtedy piękne przemówienia polityków i okolicznościowe narracje, które poległych w przegranych bitwach, czy ludobójczo pomordowanych w łagrach i lagrach nazywać będą en bloc – bohaterami.

Jeżeli szukamy bohaterów w Auschwitz-Birkenau, w tej „anus mundi”, jak to miejsce tytułem swej książki nazwał Wiesław Kielar, więzień tegoż obozu, to mówmy o ojcu Maksymilianie Kolbe czy wspomnianym na wstępie rotmistrzu Pileckim albo o Jerzym Bieleckim, który z obozu uciekł w mundurze Rottenführera SS, a na dodatek jeszcze wyprowadził ze sobą swą ukochaną, Cylę Cybulską.

Przywołujmy również tych, którzy ten „przedsionek piekła” potrafili opisać poprzez sztukę. A mówmy o nich dlatego, że nic tak nie utrwala prawdy jak dzieła artystyczne. Cóż byśmy dzisiaj wiedzieli o istocie greckich polis, gdyby nie antyczne dramaty Eurupidesa, Ajschylosa czy Sofoklesa… A w naszej historii?

Jak wytłumaczyć polski paradygmat niepodległościowy bez dzieł wielkich romantyków? Jak opowiedzieć sybirskie zesłania bez płócien Malczewskiego czy jeszcze lepiej Centomirskiego, a czas powstań narodowych bez grafik Grottgera? Koncentrationslager Auschwitz też najlepiej, najprawdziwiej zrozumiemy poprzez dzieła artystyczne; na przykład muzykę Józefa Kropińskiego, pisarstwo Tadeusza Borowskiego, teatr Józefa Szajny, dzieła plastyczne Mariana Kołodzieja.

Teraz, w 80-rocznicę pierwszego transportu więźniów do Auschwitz, nikt nie przypomina związanych z tym miejscem artystów i bohaterów. W komentarzach, jakoś płaczliwych, dominuje z jednej strony mówienie o postawie dyrekcji Muzeum Oświęcimskiego wrogiej kultywowaniu niezakłamanej pamięci tego miejsca, a z drugiej jakby bezsilne oburzenie, że władze miasta Oświęcim zakazały organizacji upamiętniającego wspomniany transport przemarszu w dniu 14 czerwca. Dobrze pamiętam ubiegłoroczny Marsz Polaków w Oświęcimiu, zorganizowany przez red. Witolda Gadowskiego. Polacy w asyście bacznie ich monitorującej polskiej policji, w polskim mieście, szli polskimi ulicami do polskiego muzeum, w którym polscy pracownicy tej państwowej instytucji traktowali uczestników marszu jak potencjalnych terrorystów. Smutne to wszystko bardzo, ale przecież nie wzięło się z „morowego powietrza”.

Puenta: Bohaterowie to nie ofiary.

Kłamstwo numer 2

A teraz myśl, która, mam nadzieję, nikogo nie zaskoczy. Otóż współczesne niemieckie biznesy w naszym kraju to na pewno coś zupełnie innego niż niemieckie obozy koncentracyjne budowane przez III Rzeszę na terenach okupowanej Polski. Niemniej warto uświadomić sobie, że w tych wszystkich firmach, które swe centrale mają za Odrą, pracują dzisiaj przede wszystkim polscy obywatele, bez względu na ich narodowość czy pochodzenie. Także więźniami obozów koncentracyjnych na naszych ziemiach byli przede wszystkim polscy obywatele, bez względu na ich pochodzenie czy narodowość.

Celem wszystkich działań gospodarczych jest oczywiście zysk, zarabianie, tak tych współczesnych właścicieli firm, jak i – zgodnie z zawartymi umowami - ich pracowników. Obóz Auschwitz-Birkenau oprócz ideowych założeń mających na celu eksterminację Polaków, również był „biznesem” i to państwowym, ale dochód tej niemieckiej „firmy” oparty był na pracy niewolniczej i na grabieży, a z grabionymi i wykorzystywanymi pracowniczo więźniami nikt się nie umawiał. No chyba, że za taką umowę uznać hasło z bramy obozu, że „praca czyni wolnym”.

Obóz Auschwitz, w którym Niemcy postanowili „przemysłowo” i z zyskiem „pozbywać się” Polaków, powstał w roku 1940. W czerwcu zrekrutowano pierwszych „pracowników”. Władze okupacyjne „nabór” prowadziły wśród naszych rodaków głównie z terenów tzw. Generalgouvernement für die besetzten polnischen Gebiete (Generalne Gubernatorstwo dla okupowanych ziem polskich).

Wszystkich skomasowano w więzieniu w Tarnowie, a 14 czerwca 1940 r. z lokalnego dworca kolejowego odjechał specjalny - dziś zwany słusznie historycznym – pierwszy transport Polaków do Auschwitz. Było to 728 mężczyzn. Na miejscu zostali oznakowani (tatuaż numeryczny na przegubie ręki) – od numeru 31 do numeru 758. Numery od 1 do 30 zarezerwowano dla niemieckich kryminalistów z więzienia w Sachsenchausen, sprowadzonych do pełnienia funkcji obozowych kapo.

Wśród tych pierwszych „numerów” (w obozie było się tylko numerem!) byli wspomniani już przeze mnie Polacy: bohater Jerzy Bielecki, lat 19 (numer 243) i artysta Marian Kołodziej, lat 19 (numer 432). Obu przywitała mowa lagerführera Karla Fritscha, z której na pewno zapamiętali dobrze te zdania: „Zdrowi i młodzi mają tu prawo żyć nie dłużej niż trzy miesiące… Wyjście stąd prowadzi tylko przez komin”. Obaj przeżyli, obaj dali świadectwo prawdzie.

Puenta: Obóz - niemiecki i dla Polaków.

Kłamstwo numer 3

Od najdawniejszych czasów krążą wśród ludzi dowcipy, których sens jest zawarty w porównywaniu różnych cech narodowych. Zwykle zaczyna się mniej więcej tak: spotkał się Francuz, Amerykanin i Rosjanin albo do pociągu wsiada Włoch, Czech i Turek itd. itp. A jak mogłaby wybrzmieć anegdota, w której czas II wojny światowej byłby opowiedziany poprzez przypadki życiowe Niemca, Żyda i Polaka? Czy ilustracją losów niemieckich byłby film „Nasze matki, nasi ojcowie”, a konkluzją dla holokaustu amerykańska ustawa JUST, zwana ustawą 447? Co wówczas pozostaje dla Polaka? Czy aby nie współpraca z nazistami-kosmitami i wysysanie mocno skażonego (wiadomo czym) mleka własnej matki? Powiecie, że to kiepski dowcip. A ja odpowiem: żeby to był dowcip!

We wsi Harmęże koło Oświęcimia powstało franciszkańskie Centrum św. Maksymiliana. Tam, pod kościołem, zlokalizowana jest ogromna i genialna edukacyjnie wystawa „Klisze pamięci. Labirynty” więźnia Auschwitz nr 432, czyli Mariana Kołodzieja. Kołodziej mówił tak: W obozie, wśród więźniów, nie ma rozróżnienia na Żyda, Polaka czy Francuza. Los wszystkich jest jednakowy, określony: zagrożony śmiercią w każdym momencie. Tylko po zagładzie – po unicestwieniu tysięcy – pamięć i wyobraźnia przywoływała określone rasy, charakterystyczne znaki oraz symbole – atrybuty tradycji.

Powtórzę za swoim napisanym trzy lata temu tekście o polskim Dürerze (tak postrzegam Mariana Kołodzieja i nie jest to określenie przesadzone), że „jeżeli ktoś chce pojąć sens piekła na ziemi, chce zrozumieć lagier, to niechaj omija muzea obozowe, skansenowe izby tortur czy upomnikowane pola bitew. Niech każda wycieczka szkolna zacznie tę konieczną edukację od wielkiego artysty Kołodzieja, od jego „Labiryntu”. Potem można już kupić bilet i wejść za bramę obozu”.

Rysunki Kołodzieja odkrywają tę prawdę o Polakach, której nie ma nie tylko w dowcipach, ale również w podręcznikach do historii. Powtarzający się motyw cierpiącego Chrystusa w koronie cierniowej, Chrystusa obecnego w tym niemieckim obozie zagłady, to ten krzyk nadziei, który pokonuje bramy piekieł. Na jednym z tych Kołodziejowych wyobrażeń Boga-Człowieka widzimy „zdjęcie ze słupka”, jak zdjęcie z Krzyża. A słupek to była jedna z najstraszliwszych tortur. Na tym rysunku to nie Chrystus jest zdejmowany, ale on w cierniowej koronie z kolczastego drutu zdejmuje z tego męczeńskiego słupka więźnia, strzęp człowieka o numerze 432. I oto mamy prawdę o nas. To prawda człowieczeństwa uratowanego dzięki wierze. A człowieczeństwo to nic innego, jak wygrana bitwa o własną duszę.

Puenta: Polak wierzy w Boga.

Tomasz A. Żak (www.pch24.pl)