Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

7 marca 690 lat temu…

W tym roku, po raz pierwszy nie odbędzie się prezydencka uroczystość na tarnowskiej Starówce, z udziałem głównie najmłodszych tarnowian. Jak informuje magistrat, ze względu na zwiększoną zachorowalność na grypę i liczne nieobecności dzieci w przedszkolach, władze miasta zdecydowały o odwołaniu „słodkich urodzin”. Impreza odbędzie się w innym terminie. Mieszkańcom o okrągłej rocznicy nadania praw miejskich przypominają okazjonalne materiały graficzne prezentowane w publicznych miejscach i na autobusie MPK. Dodajmy, że w najbliższym czasie, na placu Kazimierza, pojawi się wielkoformatowa wystawa dedykowania historii Tarnowa. Zorganizowany zostanie także konkurs wiedzy o mieście. Aliści, sprawa ma też drugie dno… rozgrzebany rynek z przyległościami i dramatyczna zapaść miejskich finansów. Tym bardziej  warto przypomnieć Tarnów z pierwszych lat jego istnienia... 

Niezmierzone bory, ciągnące się na zachód, aż do krakowskiego grodu stołecznego, i stąd na wschód, kto wie jak daleko, pokrywały niezbyt urodzajne tu ziemie. Niewielu było tu mieszkańców – garść ukrytych pomiędzy lasami wsi i przysiółków. Jedna z większych osad uplasowała się u podnóża niewysokiego wzniesienia, z którego wszakże można było doskonale, patrząc na północ i zachód, zobaczyć lesistą równinę. Wzgórze to było niczym strażnik szeregu kolejnych wzgórz, które coraz dalej i wyżej spiętrzały się w łuk Karpat. Wieś zwano Tarnowem... 

Jej właścicielem był Spycimir herbu Leliwa, któremu zawdzięczamy rozpoczęcie budowy zamku na Górze św. Marcina. W okazałej warowni gościły wybitne i sławne osobistości, takie jak Kazimierz Wielki, Władysław Jagiełło, Zygmunt Stary, królowa Bona, król Węgierski Jan Zapolya, Jan Kochanowski czy Mikołaj Rej.

Dużo wcześniej, na tyle dawno, że nie mówią nam o tym żadne źródła pisane, a jedynie świadectwa archeologiczne, istniały tu osady, a nawet gród! W XII i XIII wieku, dobra te należały do benedyktynów tynieckich. Stary kościółek w dzisiejszej Zawadzie, jest „potomkiem” XII-wiecznej świątyni, wystawionej tam właśnie przez zakonników. Zaraz z początkiem XIV wieku, ziemie tarnowskie stają się królewszczyzną–Władysław Łokietek odbiera je mieszczanom krakowskim, zbuntowanym przeciwko niemu. To jednak nie Tarnów Mały, zwany teraz Tarnowcem staje się miastem i trwa przez kolejne wieki. Zadanie to wykona pobliski Tarnów Wielki.

To dla niego Spycimir Leliwita, doskonały rycerz, zaufany króla Łokietka, pozyskał 7 marca 1330 roku dyplom lokacyjny, na mocy którego pod energicznym zarządem Spytka, ze skromnej osady, zacznie wzrastać miasto.

 Wraz z nadaniem praw miejskich Tarnów stał się ważnym ośrodkiem w regionie. Drewniana zabudowa miejska zaczęła być wypierana przez budynki murowane, których budowa powiązana była z powstaniem pierwszej cegielni w 1378 r.

Co pozostało nam z tego pierwotnego Tarnowa?

Czy w dzisiejszej, gęstej zabudowie miejskiej możemy odgadnąć, jak wyglądał młody Tarnów? Historia, na szczęście, nie obeszła się zbyt drastycznie z naszym miastem. Wciąż widoczny jest jego pierwotny układ, a jeśli do tego dodamy odrobinę wyobraźni, zobaczymy średniowieczny gród położony na wzniesieniu, z rynkiem w centralnej części, otoczony obronnymi murami. – Zasadniczą miarą długości, jaką posłużono się przy rozmierzaniu terenu był sznur liczący 44,73 metra, czyli 75 stóp polskich, po około 0,298 metra. Rozmierzony obszar miał by około 75 sznurów szerokości w linii wschód-zachód i około 120 sznurów długości w linii północ- południe, tzn. 9000 sznurów kwadratowych, czyli 100 łanów – wyjaśnia zawiłości średniowiecznych miar historyk, Marek Trusz.– Plan miasta został wytyczony w oparciu o tę samą miarę długości. Ogólny obszar, wyznaczony zasięgiem linii obronnej, mieścił się w granicach 6 2/3 sznurawliniiwschód-zachódi4 2/3sznurawliniipółnoc-południe, zajmując powierzchnię 1/3 łana.

Tak wymierzone miasto zajęło cały obszar wzgórza, na który chciano je ulokować. Kolejnym krokiem było wytyczenie planu placów i ulic. Sercem grodu miał być rynek. Z jego narożników wybiegały po dwie ulice, a więc w sumie osiem traktów. Wzdłuż rynku i ulic wymierzono działki siedliskowe, pozostawiając jedną, największą pod budowę kościoła i przyległego doń cmentarza.


Teraz widzimy już, że ten pierwotnie zamierzony układ miasta, przetrwał po dziś dzień. Z rynku wybiegają w cztery strony świata uliczki, tak, jak założono, po dwie z każdego narożnika. Nie został zabudowany również plac kościelny – na miejscu starego kościółka parafialnego stoi bazylika katedralna. Przykościelny plac nie spełnia już roli cmentarza, lecz wciąż pozostaje niezabudowany.

Tym jednak, co dziś najbardziej nas interesuje jest element miasta, dzięki któremu przenosimy się do średniowiecznego Tarnowa – mury obronne. Podobnie, jak rynek i uliczki starego miasta, jak plac kościelny, ich zarys w dużej mierze odpowiada temu najstarszemu. To, co dziś znajdujemy w kilku punktach miasta, to oczywiście nie mury, które pamiętają Spycymira, choć jak przekonują niektóre źródła, Tarnów obwarowany mógł być w krótce po samym akcie lokacji, a więc jeszcze w pierwszej połowie XIV wieku. Na pewno zaś mury miejskie istniały w wieku XV. Linia murów tworzyła wokół zabudowań miejskich pierścień, który przerywały jedynie bramy, zamykane na noc i w razie niebezpieczeństwa.

Prawdopodobnie we wczesnych latach, do Tarnowa można było dostać się dwiema drogami: od zachodu –  bramą krakowską oraz od wschodu – bramą pilzneńską. Z czasem powstały również bramy w miejscu furt: w kierunku północnym  – przy ulicy Rybnej i na południe – Wielkie Schody. Do dziś znajdziemy jeszcze kilka takich miejsc, które stanowiły pomniejsze furty, chociażby Małe Schody czy przejście w okolicy zaułku przy ulicy Żydowskiej. Mury miały jednak w pierwszej kolejności bronić. Dlatego też ich pierwotne założenie nie przewidywało zbędnych bram czy furt, które osłabiałyby ich wartość obronną.

Charakterystyczne dla Tarnowa jest to, że sam plan miasta, jak i obwód murów, budowniczowie wpisali w naturalny kształt terenu. Mur miejski wyrasta więc ze skarpy wzgórza, co szczególnie dobrze widać od strony południowej, zwłaszcza w okolicy Małych Schodów. Wyobraźmy sobie jeszcze, że właśnie od tej strony miasto dodatkowo broniła fosa, wypełniona wodą spiętrzonego Wątoku (od północy również istniała fosa, ale sucha). Tarnów od południa wyglądać musiał groźnie i nie dostępnie. Do konstrukcji muru użyto cegły, ale też występującego lokalnie kamienia. U podstawy grubość muru dochodziła, lub nawet przekraczała, 2 metry szerokości. Trudniej określić, jak wysoki  mógł być mur, nie zachował się bowiem żaden jego „wizerunek” z tak dawnych czasów.

Historycy uważają, że średnia wysokość wynosiła ok. 4m. Co pewne – mur od strony wewnętrznej obiegała droga, tzn. podmurna, która zapewniała wygodną komunikację. Być może u szczytu muru biegły drewniane balkony, przydatne straży i pomocne w razie działań obronnych. Czy mur posiadał inne udogodnienia obronne, chociażby strzelnice – tego nie wiadomo. Wiadomo jednak na pewno, że mur wzmacniały baszty. Lecz znów – ile i jakiego były one typu w najbardziej pierwotnej wersji, stanowi to zagadkę. Dużo wskazuje jednak na to, że baszty obronne były charakterystyczne, zwłaszcza dla północnej części murów. Jak nietrudno się domyślić, było to spowodowane tym, że strona północna nie posiadała tak dobrych naturalnych walorów obronnych, jak strona południowa.

Z czasem, dopóki mur stanowił istotny element obronności miasta, wielokrotnie go przebudowywano. Za czasów hetmana Jana Tarnowskiego, w XVI wieku, Tarnów stał się nawet jednym z lepiej ufortyfikowanych miast Polski południowej. Przyszły jednak czasy, kiedy stał się on barierą przeszkadzającą w terytorialnym rozwoju miasta. W czasach austriackich poprowadzone zostały nowe, szerokie ulice(tzw. trakt cesarski),których powstanie zatarło ślady umocnień obronnych od północnej strony miasta. Od ostatniej dekady XVIII w., po początek XIX, prowadzone były planowe i sukcesywne prace, zmierzające do zlikwidowania starych murów.

W kolejnych dziesięcioleciach tak ząb czasu, jak i naturalny rozwój miasta, powoli zamazywały ślady dawnych fortyfikacji. Pomimo tego do naszych czasów przetrwały fragmenty obwarowań i nie wykluczone, że dzięki zapowiadanym kolejnym pracom zabezpieczającym, przetrwają jeszcze wiele lat.

Za Agata Żak – Ryszard Zaprzałka