Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Przegrane powstanie – drogą ku niepodległości 1

czyli
lekcja historii nieobecna w szkołach…
część pierwsza

Mowa o Powstaniu Listopadowym,  jednym z trzech najważniejszych powstań stanowiących kamienie milowe polskiej drogi do niepodległości. Także  tarnowianie mieli w nich znaczący udział…  Właśnie  mija 189 lat od jego wybuchu.  29 listopada 1830 r. słońce zaszło o 15.32. Po pogodnym, krótkim, jesiennym dniu szybko nadeszła przeszywająco chłodna noc. Warszawa była jednym z najgorzej oświetlonych miast świata. Mimo że latarnie gazowe już od 17 lat rozpraszały mroki londyńskich zaułków, stolica Królestwa Kongresowego, niczym przed wiekami, tonęła w ponurych ciemnościach. Liche światło słabych lamp łojowych oświetlało jedynie bramę Zamku Królewskiego i wjazdy do kilku warszawskich rezydencji. Nocny spacer po ówczesnej stolicy Królestwa Kongresowego przypominał przeprawę przez ciemny las. Nielicznym przechodniom drogę oświetlali latarnicy – chłopcy lub weterani wojenni, którzy za symboliczną opłatą szli przed przechodniem, oświetlając mu zabłoconą drogę latarenką olejową. Ale ciemność w mieście miała też swoje zalety: była sprzymierzeńcem spiskowców, którzy pod jej czarnym welonem już od kilku miesięcy przemykali przez miejskie zaułki na zebrania konspiracyjne w różnych zakątkach stolicy.  Niczym w greckiej tragedii na scenie pojawił się bohater, którego historia wcześniej nie znała. Otulony w wojskowy płaszcz bez lęku zmierzał ku swemu przeznaczeniu...

Jego zadanie wydawało się proste. Miał jedynie dać sygnał do walki. Tak mało i tak wiele. Mijając ciemne kontury pustego pałacu Na Wyspie, układał sobie słowa, które za kilka chwil miały przejść do historii jako proklamacja insurekcji narodowej. Kiedy dotarł do warszawskiej Szkoły Podchorążych, wziął głęboki oddech i zamaszyście otworzył drzwi wejściowe. Stanowczym wojskowym krokiem przeszedł korytarz i wszedł do sali, w której właśnie odbywały się zajęcia z taktyki wojskowej. To wezwanie ćwiczył w myślach wiele razy. Teraz nareszcie mógł je wypowiedzieć głośno, przyjmując przy tym dramatyczną postawę. „Polacy! Wybiła godzina zemsty!”. Po tych słowach czas na ułamek sekundy się zatrzymał. Wysocki zdążył dostrzec w oczach swoich przyjaciół płomień i oczekiwanie na dalsze słowa. „Dziś umrzeć lub zwyciężyć potrzeba! Idźmy, a piersi wasze niech będą Termopilami dla wrogów”.


Historia wyznacza nam różne role. Czasami mimo usilnych starań nie zyskujemy jej poklasku. Są też tacy wśród nas, jak 33-letni podporucznik Piotr Wysocki, których fala dziejów samowolnie wynosi na piedestał. Te trzy zdania rozpoczęły 189 lat temu powstanie listopadowe – jedyną insurekcję narodową, która miała szansę zakończyć się zwycięstwem i powrotem Polski na mapę Europy. Piotr Wysocki wkrótce został kapitanem, a w czasie powstania dosłużył się stopnia pułkownika. Nie odegrał już nigdy więcej większej roli w historii Polski, mimo że przez pewien czas był nawet adiutantem naczelnego wodza Michała Radziwiłła.

Mimowolnie Wysocki stał się symbolem listopadowej insurekcji, choć w rzeczywistości był tylko jednym z 200 członków Sprzysiężenia, które szykowało zbrojne wystąpienie przeciw sprawującemu rządy w imieniu cara Mikołaja I gubernatorowi wojskowemu Królestwa Polskiego, wielkiemu księciu Konstantemu Pawłowiczowi Romanowowi. Spiskowcom nie udało się aresztować znienawidzonego satrapy. Konstantemu w ucieczce pomogła jego polska żona, księżna Joanna Grudzińska. Wielki książę przebrany w jej suknię kazał się wywieźć, prawdopodobnie w kierunku folwarku sieleckiego. Pogoda, która kilka godzin wcześniej sprzyjała spiskowcom, teraz stała się sprzymierzeńcem znienawidzonego przez Polaków rosyjskiego satrapy. Silna śnieżyca spowodowała, że nawet oficerowie eskortujący powóz księcia pogubili się wśród zawieruchy.

Tej samej nocy Wysocki i jego kompani zdobyli Arsenał i tym samym postawili wszystkie środowiska polityczne przed wyborem: walka albo niewola. Teraz nie było już odwrotu.

Komendę objął gen. Józef Chłopicki. Zaczęła się wojna z Rosją. Pod Olszynką Grochowską  - nazwana przez poetę Seweryna Goszczyńskiego „polskimi Termopilami” zginęło 9500 żołnierzy zaborcy. Polacy zwyciężyli pod Stoczkiem, Wawrem i Iganiami. W maju 1831 roku ponieśli znaczącą klęskę pod Ostrołęką. We wrześniu Rosjanie byli już w Warszawie. Ostatnie kapitulowały twierdze Modlin i Zamość. Zaczęły się dotkliwe represje. Car Mikołaj I ograniczył autonomię Królestwa, zlikwidował jego konstytucję, polskie wojsko, administrację, sądownictwo i uczelnie. Zaczęła się powszechna i dotkliwa rusyfikacja. Emigranci tłumnie ruszali na Zachód, głównie do Francji. Ponad 10 tysięcy Polaków opuściło kraj. Tyle samo Moskale pognali na Sybir.

Powstanie Listopadowe, jak żadne inne, miało swoją legendę stworzoną m.in. przez naszych wieszczów: Adama Mickiewicza (Reduta Ordona), Juliusza Słowackiego (Sowiński w okopach Woli) oraz geniusza fortepianu Fryderyka Chopina, wielu malarzy i rzeźbiarzy. Wspomniany wyżej Seweryn Goszczyński – poeta i żołnierz,jeden z zesłańców syberyjskich – napisał wiersz „Przy sadzeniu róż” , ukazujący powstanie jako jako sadzenie róż dla przyszłych pokoleń… Taki był sens naszych powstań narodowych: sadzić różę wolności jeśli nie dla nas, to dla naszych dzieci, by nie były niewolnikami. Taki też jest sens wspominania powstańczych rocznic po latach.  

Wystąpienie zbrojne wieczorem 29 listopada 1830 r. stanowiło wypadkową wielu czynników, wśród których dominowały wielki patriotyzm i pogarda połączona z nienawiścią do władz Królestwa Polskiego. Towarzystwo Patriotyczne, które zostało rozbite aresztowaniami znalazło wkrótce swojego następcę. Było nim tajne sprzysiężenie w Szkole Podchorążych w Warszawie, które powstało w 1828 r. z polecenia ppor. Piotra Wysockiego. Celem sprzysiężenia było wywołanie powstania zbrojnego, które miało pomóc w odzyskaniu całkowitej niepodległości Królestwa. Do działalności spiskowców przyłączyło się środowisko studenckie, radykalna inteligencja warszawska i opozycja sejmowa. W listopadzie Sprzysiężenie zostało wykryte, rozpoczęły się aresztowania i przesłuchania. W tej sytuacji Joachim Lelewel z przywódcami spisku wyznaczoną na początek grudnia datę wybuchu powstania przyspieszył i ostatecznie wybuchło ono 29 listopada. Znaczący udział w nim mieli także tarnowianie: Bem, Brodziński, Sanguszkowie… . W czasie bitwy pod Olszynką jednemu z adiutantów naczelnego wodza szrapnel urwał u prawej ręki trzy palce. Składając meldunek, zasalutował dwoma skrwawionymi i potem zemdlał. Odtąd w armii polskiej - w przeciwieństwie do wszystkich armii świata - salutuje się, przykładając do daszka czapki dwa palce.

Tak opisywał tamte dramatyczne wydarzenia w swoim pamiętniku jeden z uczestników powstania Leon Drewnicki. "Bateria artylerii polskiej gwardii została w Warszawie i strzelała do Moskali. Całą noc lud, podchorążowie piesi i akademicy strzelali do Moskali. Ja zaś całą noc u kowali wsi Ząbki i Grodzisko kazałem kuć piki i zebrałem wszystkich strzelców i gajowych leśnych, 500 włościan uzbrojonych w piki, a 80 strzelców z bronią palną. Żona moja w nocy wyszyła na białym płótnie czerwonymi wstążkami napis: "Za wolność i ojczyznę" i przyszyła do wysokiej tyczki".

Stoczona została kilkugodzinna walka między spiskowcami a generałami i pułkownikami o odziały polskie. Ponieważ spiskowcy nie mieli żadnego planu, nie został utworzony ich własny rząd. Za władzę wystąpiła Rada Administracyjna, która rozpoczęła pertraktację z Konstantym. Spiskowcy, którzy oczekiwali bardziej radykalnych działań wobec caratu, zawiązali klub patriotyczny Towarzystwo Patriotyczne z prezesem Joachimem Lelewelem na jego czele. Towarzystwo to zażądało zerwania rokowań z caratem, uderzenia na wojska Konstantego oraz powołania do Rady kilku organizatorów powstania. W wyniku tych żądań powstał Rząd Tymczasowy z Adamem Jerzym Czartoryskim na czele. Naczelna władza została powierzona popularnemu wśród wojska i młodzieży gen. Józefowi Chłopickiemu, znanemu m in. z oporu wobec Konstantego. Ten jednak zawiódł oczekiwania powstańców, ogłosił się sam dyktatorem powstania i postawił sobie za cel doprowadzeni do ugody z carem Mikołajem. Nie uczynił wszystkiego, co było w jego mocy. Armia nie została rozbudowana jak być powinna, odwołał masowo zgłaszających się ochotników do walki. Nie prowadził żadnych działań wojennych , pozostawiając tym samym Rosjanom czas na skoncentrowanie sił przy granicy Królestwa. Wbrew działalności dyktatora sejm uznał powstanie za narodowe. Polityka Chłopickiego poniosła całkowite fiasko, Mikołaj I zażądał bezwarunkowej kapitulacji powstania.

Przygotował - Ryszard Zaprzałka 

Koniec części pierwszej