Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Przegrane powstanie – drogą ku niepodległości 2

czyli
lekcja historii nieobecna w szkołach...
część druga

Upadek powstania był klęską, ale także wielkim doświadczeniem narodu polskiego, wykorzystywanym przez przyszłe pokolenia w walce o niepodległość. Należy pamiętać, że powstanie to miało także międzynarodowe znaczenie. Uratowało ono Francję i Belgię od najazdu wojsk Świętego Przymierza, przyczyniło się do rozwoju wystąpień rewolucyjnych we Włoszech, Niemczech, Czech i Słowacji. Słynne hasło walk wyzwoleńczych powstania listopadowego "Za naszą i waszą wolność" było rozpowszechnione we wszystkich dążeniach rewolucyjnych. Polak stał się symbolem rewolucjonisty walczącego heroicznie o wolność innych narodów. Warto pamiętać także o zapomnianych już dzisiaj patriotach tarnowskich, którzy brali udział w powstańczych walkach powstania listopadowego.

Najbardziej znaną postacią związaną z Tarnowem czasów powstania listopadowego jest oczywiście gen. Józef Bem. Był dowódcą 4-tej baterii artylerii lekkokonnej. To właśnie na jej czele zasłynął szarżą artyleryjską w bitwie pod Iganiami oraz w bitwie pod Ostrołęką ratując armię polską przed całkowita klęską . Otrzymał za to Złoty Krzyż Virtuti Militari i miano "krwawej gwiazdy Ostrołęki ".Jest autorem publikacji pt: "O powstaniu narodowym w Polsce", gdzie dokonał oceny powstania 1831 i dał program przyszłej walki powstańczej.

Drugą nie mniej znaną i przez jakiś czas związaną z Tarnowem osobą jest Kazimierz Brodziński - poeta, żołnierz armii napoleońskiej, historyk i teoretyk literatury, publicysta, tłumacz, profesor  Uniwersytetu Warszawskiego, Powstanie Listopadowe przyjął z radością i wiarą, że nastąpi wypędzenie Moskali z Warszawy. Napisał wiersz " Do Boga", w którym jak w poetyckiej modlitwie zawierzył losy powstania. Brał udział w walkach na ulicach Warszawy, sypał szańce na Pradze w styczniu 1831 r. Przez cały okres powstania był członkiem Towarzystwa Patriotycznego. W swoich licznych wierszach, pismach głosił idee narodowościowe. Jest autorem słynnej odezwy do narodu , wzywającej do pospolitego ruszenia podczas walk o stolicę. Upadek powstania przyjął z wielkim bólem, czego wyrazem jest wiersz "Więzienie Warszawy".

W 1844 roku przed gmachem szkoły, do której uczęszczał w Tarnowie, wzniesiony został pomnik z napisem: "Kazimierzowi Brodzińskiemu, uczniowie tarnowskiego gimnazjum, żołnierzowi za sprawę ojczystą, nauczycielowi, poecie - wdzięczni ziomkowie".

W 1896 roku pamięć Brodzińskiego uczczono w Tarnowie nadając jednej z ulic jego imię, a w roku 1921 Minister Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego nadał obecnemu I Liceum Ogólnokształcącemu nazwę: Państwowe Gimnazjum im. Kazimierza Brodzińskiego.

Warto przypomnieć na koniec o mało znanych większości współczesnych tarnowian, epizodach powstańczych w biografii dwóch braci Sanguszków. Starszy z braci - książę Roman Lubartowicz Sanguszko zaraz po wybuchu powstania opuścił Tarnów i zgłosił się do walki do samego generała Chłopickiego. Należy zaznaczyć, że książę był poddanym rosyjskim i byłym żołnierzem carskim. W razie pojmania przez Rosjan - ryzykował życiem. Brał udział w bitwach pod Stoczkiem, Wawrem i słynnej bitwie grochowskiej. Został mianowany w randze kapitana adiutantem przybocznym gen. Skrzyneckiego, zastępując samego Chłopickiego. Wkrótce zostaje pojmany przez wojska rosyjskie. W Kijowie stanął przed sądem wojennym, na którym przekupieni przez rodzinę księcia sędziowie mieli zadać tylko jedno pytanie: z jakiego powodu przystąpił do powstania? Oczekiwali odpowiedzi, iż jest to choroba umysłowa po śmierci młodej żony. Sanguszko udzielił odpowiedzi: "z przekonania" . Za te słowa książę został skazany na Sybir , konfiskatę majątku i utratę szlachectwa. Na miejsce zesłania książę dotarł pieszo, przeszedł w sumie ok 2,5 tyś. km. Przebywał tam przez 9 lat. Przebywał najpierw w Tobolsku a później na Kaukazie .Taka była kara za patriotyzm księcia Romana Sanguszki.

Jego młodszy brat - książę Władysław Sanguszko z Gumnisk także wsławił się w powstaniu listopadowym. W archiwum rodzinnym Sanguszków, które znajduje się obecnie na Wawelu jest kilka bardzo interesujących dokumentów z czasów powstańczych księcia. W Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Tarnowie zachowało się kilka listów pisanych do księcia, m. in. od generałów Chłopickiego, Skrzyneckiego, Morawskiego czy Romarino. Książę Władysław od 6 lutego 1831 roku pełnił rolę podporucznika w sztabie przybocznym naczelnego wodza, księcia Michała Radziwiłła , a od 6 kwietnia tego roku adiutantem polowym generała Skrzyneckiego. Wsławił się w bitwie pod Olszanką Grochowską. Od września 1831 roku oddelegowany kolejnym rozkazem do sztabu generalnego generała Małachowskiego. Za udział w powstaniu odznaczony został Krzyżem Virtuti Militari. Po jego upadku powrócił do rodzinnych Gumnisk. Jego przyjaciel - Ludwik Dębickie wiele lat później odnalazł listy, w których książę szczegółowo opisywał przebieg jednej ze słynniejszych powstańczych batalii - wspomnianej już bitwy po Olszynka Grochowską. Pierwsze spotkanie z żoną księżną Izabellą z Lubomirskich Sanguszkową po upadku powstania, opisywał następującymi słowami: "byłem tak obdarty, taki zabiedzony, tak zaczerniały, że mnie zrazu poznać nie mogła". Swoim dzieciom opowiadał tę historię i "zalecał, by nie zapomniały".

Ps. Na Starym Cmentarzu w Tarnowie – pisze  ceniony tarnowski historyk Antoni Sypek,  spoczywa najsłynniejszy w swoim czasie powstaniec listopadowy, uczestnik rzezi na Woli, jaką nam sprawili Moskale w 1831 r. Mówię o Rufinie Piotrowskim, tym, który zachwycił całą Europę swoją jedyną w historii zesłań Polaków na Sybir udaną ucieczką. Jego książka na tej ucieczce była bestsellerem w Europie w I połowie XIX w. Przełożona nawet na język szwedzki, czy japoński. Tyle razy o nim pisałem. Dziś o jego ślubie, króciutko. Zatwardziały stary kawaler powrócił do Galicji z Paryża i osiadł w Tarnowie. Przyjazd do Tarnowa w 1868 r. serdecznie fetowali tarnowianie. I ożenili starego piernika. W 1870 r. na kobiercu w katedrze tarnowskiej stanął nasz Rufin (62 lata) i panna Aniela Zaborowska (45), szlachcianka z Królestwa Polskiego. Świadkami byli dr Karol Kaczkowski i prof. Gustaw Piotrowski sława medyczna, rektor UJ. Tak staremu kawalerowi umili tarnowianie życie. Dwa lata później zmarł w Tarnowie żegnany przez całe miasto, tarnowianie postawili mu najbogatszy i najpyszniejszy pomnika nagrobny nie tylko na Starym Cmentarzu, ale i w całej chyba Galicji. Gdy podczas wycieczek opisuję symbolikę tego grobu młodzi łykają pospiesznie ślinę, a starsi nie wstydzą się łez. Mówię o Ojczyźnie Matce, która tuli w objęciach swego syna Bohatera. I są pęknięte kajdany i jest głowa na książce spoczywająca i są listki wawrzynu z kamienia świadczące o męstwie. Ale gest Kobiety Ojczyzny jest niesamowity.

Przygotował - Ryszard Zaprzałka