Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Historyjki wakacyjne Antoniego Sypka

Dawno mnie nie było w tym miejscu...
 
Tyle już lat Ogród Miejski zwany także Parkiem Strzeleckim, zachwyca tarnowian. 100 lat temu zaliczał się do piękniejszych w Galicji. Magistrat zatrudniał ogrodnika miejskiego, w radzie miasta działała Komisja parkowa, wszystko po to, aby Park był piękny, aby tarnowianie mogli na chwilę opuścić smrodliwe miasto (centrum dzisiejsze), gdzie dwa potoki Wątok i szczególnie Młynówka czyniły powietrze miejskie nie do zniesienie. Przemieszczano się tamże za pomocą fiakrów czyli popularnych dorożek, które cieszyły się na pocz. XX wieku zła sławą nie tylko w Tarnowie, ale daleko poza granicami miasta. Nie chodziło nawet o zawyżanie ceny za kurs, za kluczenie po mieście w celu większej taksy, skąd my to znamy w dobie taxi. Fiakrzy tarnowscy zajmowali się, niestety, także sutenerstwem. Dowozili siłą na meliny, czy do klientów, przybyłe do Tarnowa wiejskie dziewczęta. Nie znały one miasta, ani czyhających tutaj niebezpieczeństw z reguły natury moralnej nazwijmy to, seksualnej po prostu. To było na porządku dziennym owo czyhanie na niewinne dziewuszki.

Parkowe fotografie sprzed 100 i więcej lat są ze zbiorów znanego kolekcjonera Marka Tomaszewskiego. Na jednej z nich wysepka na stawie z pięknym klonem czy jesionem. Kiedy w 1889 r. ogrodnik zlikwidował ową wysepkę burza w Tarnowie była tak wielka, że o mało, co burmistrz nie podał się do dymisji. Tarnowianie a szczególnie dzieci i zakochani ukochali Ogród Miejski. 5-6 pokoleń dorastało w pięknym parku. 5-6 pokoleń miało swoja inicjale seksualne na ławkach parku i niepotrzebne była jakieś lekcje z seksuologii i kontestacja swojej płci, jak naszym małym brzdącom się wmawia.

120 lat temu nasz Ogród Miejski wyglądał o wiele piękniej niż obecnie. Sami zobaczcie. Wystarczyło pół wieku i Ogród Miejski jest dzisiaj nędznym ogrodem w porównaniu z dawnym. Wszystko, cokolwiek współczesność tknie, psuje od razu. Wszystko. A nam się wydaje, że żyjemy w pięknych czasach. Czy tylko moja nostalgia i wspomnienia dzieciństwa i młodości powodują moje gderanie staruszka? Wszystkim dzieciom, moim wnukom, dedykuję obraz Ogrodu Miejskiego takim, jakim ja go jeszcze widziałem i takim, w którym ja i moi synowie zostali wychowani.

Zdarzało się często, że sami fiakrzy bawili się w „donżuanów”, jak nazywała ich miejscowa prasa. Głośny proces przed tarnowskim sądem miał miejsce na wiosnę 1903 r. Oskarżonego fiakra Michała Stogę bronił sam dr Eliasz Goldhammer, znakomity adwokat znany ze swych obrończych mów nawet w Wiedniu. O co prokurator Mossor oskarżał Stogę i jego kompana fiakra Jana Machowicza? Oskarżał o to, że dwie dziewczyny jadące na saksy do Ameryki: Annę P. i Helenę Sz. tak skutecznie obałamucili podczas kursu do hoteliku, że zawieźli je do podmiejskiego podłego szynku, a tam napoili do nieprzytomności piwem zmieszanym z rumem. Stoga pijaną do nieprzytomności Annę zgwałcił. Wykazali to dwaj lekarze miejscy dr Ozimek i dr Dzikowski. Proces był głośny. Stoga dostał 2 lata ciężkiego więzienie z jednodniowym ścisłym postem w ciągu tygodnia. Mimo brawurowej obrony dra Goldhammera, tarnowski „donżuan” został skazany dla przestrogi innych fiakrów.

Takie to niebezpieczeństwa czyhały na nasze babki, które w końcu XIX w. i przed I wojną opuszczały przeludnione wsie tarnowskie w poszukiwaniu lepszego losu. Niejednej się to udało i dlatego wielu z nas może czytać to, co piszę. Ale wiele dziewcząt nie wytrzymywało ciśnienia i schodziło na złą drogę. Wniosek jest jeden, Na cnotę niewieścią zawsze dybano. Trochę się to zmieniło na początku XXI wieku. Po prostu „donżuanów” coraz mniej, a i fiakrów już nie ma, i dorożek. Foto. 1 i 2 ze zbiorów Marka Tomaszewskiego.

Źródło: profil A. Sypka na FB – znakomitego historyka i filantropa, wieloletniego strażnika tarnowskich Powązek,  animatora kultury i niezrównanego gawędziarza.