Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Zakłamana historia

Czyli temat na dobry fabularyzowany film dokumentalny.

Wprawdzie kolejna, 79. rocznica wyruszenia z Tarnowa pierwszego transportu polskich więźniów politycznych do KL Auschwitz przypada dzisiaj 14 czerwca ale w naszym galicyjskim miasteczku postanowiono obchodzić ją dzień wcześniej czyli we czwartek 13. Uroczystości odbyły się przy Pomniku I Transportu do KL Auschwitz zlokalizowanym na placu Więźniów KL Auschwitz, między ulicami Bóżnic i Dębową, znajdującego się przed mykwą na terenie byłej dzielnicy żydowskiej oraz getta utworzonego przez Niemców podczas II wojny światowej. Wygłoszono okolicznościowe przemówienia złożono wieńce i zapalone znicze. A oto podstawowe fakty: rankiem 14 czerwca 1940 roku hitlerowcy przewieźli 728 więźniów z Tarnowa na rampę kolejową przy ul. Warsztatowej (obozową gehennę przeżyło 239). Stamtąd ruszył I transport do obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Tak rozpoczął się jeden z najtragiczniejszych okresów w historii Polski. Przez trzy kolejne lata, o czym mało kto wie, takich pociągów – transportów wyekspediowano z Tarnowa co najmniej pięćdziesiąt. Z Tarnowa wyruszył też pierwszy transport kobiet do Auschwitz. Obecnie, dzień 14 czerwca, decyzją Sejmu RP, jest Narodowym Dniem Pamięci o Ofiarach Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady. Tyle, że od lat o I Transporcie trwa dziwna cisza w całej Polsce. Odbywają się jedynie lokalne obchody. W tym roku nie pojawił się na nich nawet włodarz miasta prezydent Ciepiela. Mówi się, że powodem tego wymownego przemilczania ma być fakt, iż w I Transporcie nie było ani jednego Żyda. A nie wolno ponoć burzyć mitu, że w Auschwitz ginęli tylko Żydzi... Panowie politycy i historycy - czas najwyższy odkłamać tę szkodliwa dla Polski i Tarnowa narrację.

 

 

Siedemdziesiąt dziewięć lat temu, wczesnym rankiem ulicami Tarnowa, pod eskortą Niemców, kilkuset więźniów tarnowskiego więzienia przeszło na dworzec kolejowy. Tam, wpędzeni do przygotowanych uprzednio wagonów, ruszyli w kierunku Krakowa. Większość z nich była przekonana, że jedzie do Rzeszy na roboty przymusowe. Trudno licytować się na tragiczne wydarzenia – a takich II wojna światowa była pełna. Jednakże 14 czerwca 1940 roku rozpoczął, można powiedzieć, oficjalne funkcjonowanie Konzentrationslager Auschwitz–Obóz Koncentracyjny w Oświęcimiu, stworzony w celu planowej eksterminacji ludności polskiej, rdzennych Polaków, jak i przedstawicieli mniejszości narodowych, wśród których najliczniejsi byli Żydzi. Z Tarnowa wyruszył pierwszy masowy transport więźniów, którzy w obozowej nomenklaturze stali się numerami, wytatuowanymi na przedramieniu, od 31 do 758. Niższe numery, pierwsze trzydzieści, otrzymali zaś niemieccy kryminaliści z obozu Sachsenhausen, którzy awansowali na kapo.

 

„(...)ranek 14 czerwca 1940 r. był słoneczny. Z tym widokiem kontrastował pochód skazańców przesuwający się w milczeniu wyludnionymi ulicami Tarnowa. Głucho dudniły podkute buty żandarmów na ulicach Tarnowa. Jeszcze do dziś stoi mi jak żywy przed oczami obraz matki usiłującej podać mi przez kordon żołdaków spod znaku SS paczkę z żywnością. Pamiętam pięści zaciskające się bezsilnie na widok brutalnego odpędzania kolbą drogiej mi istoty

(...)– wspominał Eugeniusz Niedojadło, obozowy nr 213.

 

 

 

Przed domkiem mojej babci Lachowej - wspomina znany tarnowski historyk i filantrop Antoni Sypek - przeszedł ten pochód. Domek babci mieścił się tuż przed wiaduktem kolejowy, tam gdzie dzisiaj ostatnie stanowisku PKS. Wśród spoglądających na ludzi w pochodzie, oglądających ukradkiem, była Pani Helena Steinowa. W 1934 r. wyszła za mąż za Mieczysława Steina, urzędnika magistratu. W 1935 urodziła synka Stanisława. Z małych chłopczykiem na ręku ukryta za parkanem ich domku, przy Krakowskiej, za wiaduktem, tam gdzie rampa pamiętna, zlikwidowana niedawno mimo naszych protestów. Żegnała męża, a 5-letni synek żegnał ojca. Nigdy więcej go nie zobaczyli. W 1972 r. w Szkole Odzieżowej uczyłem historii i byłem wychowawcą w internacie. Pani Helena była już na emeryturze, dorabiała jako wychowawca, matkowała mi, jako początkującemu nauczycielowi. Opowiadała o tym straszliwym dniu. O pochodzie. Mąż od początku okupacji w ZWZ, aresztowany w 1940 r. wraz z elitą tarnowskiej inteligencji, z kapłanami, i odesłany I Transportem. Pani Helena wiele lat później przeżyła śmierć jedynaka, oficera Marynarki. Sama zmarła w 2005 roku w Domu Starców w Mościcach, tam ją odwiedzałem. To, co dziś piszę, opowiedziałem nad Jej grobem na Starym Cmentarzu.

 

 

Zanim więźniowie ruszyli w drogę, dzień wcześniej Sicherheitspolizei przeprowadziła ich z budynku więzienia do żydowskiej mykwy łaźni. Po nocy tam spędzonej, rankiem sformowano kolumnę. Znaleźli się w niej w większości ludzie złapani na próbie przekroczenia granicy „wrogiej” działalności, a nawet uczniowie gimnazjum. Jednym słowem – więźniowie polityczni. Większość z nich nie była stąd, jednakże głównie z Polski południowo-wschodniej: Krakowa, Rzeszowa, Zakopanego, Jarosławia, Przemyśla, Sanoka, Nowego Sącza.

 

„(...)Pochód wił się wśród ulic jak długi wąż – robił przy tym nieodparte wrażenie gnanego do rzeźni stada. Krzyki żandarmów przycichły, lecz nie ustały. Szliśmy poważni i przygnębieni. Byli wśród nas miejscowi, tarnowianie - im chyba było najtrudniej. Choć trasa naszego marszu wciąż była pusta... mimo to gdzieniegdzie w oknach dało się dostrzec ukryte za firankami twarze. Spłoszone znikały szybko, aby za chwilę znów się ukazać. To oszołomione terrorem miasto w dwójnasób przeżywało wyjazd tak ogromnego transportu... W pewnym momencie, rzucona niewidzialną ręką, upadła wiązanka czerwonych kwiatów, zdeptana wściekle butem idącego żandarma. Tak żegnał swoich więźniów poczciwy Tarnów: cicho... tajemnie... serdecznie” – wspominał Jerzy Bielecki, obozowy nr 243. „(...) Ponury ten pochód przesunął się z Placu pod Dębem ulicą Wałową, Krakowską na rampę kolejową, gdzie w pośpiechu wtłoczono więźniów do przygotowanych wagonów (...) – pisał Edward Wrona, obozowy nr 206.

 

 

Zaskakującą, zwłaszcza dla obcokrajowców odwiedzających nasze miasto, jest informacja, że ów pierwszy transport więźniów do KL Auschwitz składał się w ogromnej większości z rdzennych Polaków. W grupie znalazło się zaledwie kilka osób narodowości żydowskiej. Niemcy, zanim przystąpili do przeprowadzanego na masową skalę „Endloesung” („ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”), czyli planowych mordów, koncentrowali Żydów w gettach, które tworzone były nawet w mniejszych miasteczkach. Dopiero rok 1942 przyniósł decyzję o„ostatecznym rozwiązaniu”. – Niemcy przystąpili do likwidacji gett (wymordowywania ich żydowskich mieszkańców), również w Tarnowie, wywożenia Żydów do obozów koncentracyjnych. Więźniów umieszczono w kwarantannie, w budynkach Monopolu Tytoniowego. Kiedy tarnowski transport przybywał do Oświęcimia, obóz dopiero się budował. Niemcy zajęli teren dawnych polskich koszar i teraz, wykorzystując do pracy pierwszych więźniów, ich rękami budowali KL Auschwitz. Dopiero na miejscu dowiedzieli się dokąd trafili. Uświadomił im to sam kierownik obozu, Karl Fritzsch, zastępca Rudolfa Hössa. Miał powiedzieć: „Przybyliście tutaj nie do sanatorium, tylko do niemieckiego obozu koncentracyjnego, z którego nie ma innego wyjścia, jak przez komin. Jeśli się to komuś nie podoba, to może iść zaraz na druty. Jeśli są w transporcie Żydzi, to mają prawo żyć nie dłużej niż dwa tygodnie, księża miesiąc, reszta trzy miesiące.”– Tym, którzy wciąż zakłamują historię, mówiąc i pisząc o „polskich obozach zagłady”, śmiało można by przytaczać ten cytat… Powyższe słowa Fritzscha oraz napis, który kazano Polakom sporządzić i umieścić na obozowej bramie: „Arbeit macht frei” (Praca czyni wolnym), były cyniczne i okrutne i nie dawały więźniom żadnej nadziei na przyszłość.

 

Pomimo to, dwustu trzydziestu dziewięciu skazanym, przybyłym do obozu w pierwszym transporcie, udało się przeżyć… Z Tarnowa w ciągu kolejnych trzech lat (1940-43) do KL Auschwitz wyruszyło jeszcze pięćdziesiąt transportów, o czym dokładnie informuje napis na pamiątkowym obelisku na pierwszym peronie tarnowskiego dworca: „14 czerwca 1940 roku z rampy dworca PKP Niemcy deportowali do Konzentrationslager Auschwitz 728 więźniów politycznych przetrzymywanych w tarnowskim więzieniu. Stali się oni pierwszymi ofiarami najtragiczniejszego w dziejach świata obozu zagłady, w którym hitlerowcy zamordowali półtora miliona ludzi różnych narodowości. W latach1940- 43 z Tarnowa do KLAuschwitz wywieziono w 50 transportach 7 tysięcy więźniów (…)”. KLAuschwitz funkcjonował aż do momentu wkroczenia na jego teren z początkiem 1945 roku Armii Czerwonej.

 

 

W tym czasie obóz w porównaniu ze stanem sprzed choćby roku, był „opustoszały”. Niemcy, zdając sobie sprawę ze zbliżającej się porażki, zawczasu przenieśli więźniów nadających się do pracy do innych obozów na zachodzie lub skierowali do prac przymusowych w Rzeszy. Kiedy wiadomo było już, że czerwonoarmiści są blisko, rozpoczęto zacieranie śladów zbrodni – wywieziono część urządzeń, m. in. z krematoriów, niszczono komory gazowe. Kiedy obóz przeszedł pod nadzór Rosjan, pozostałych w nim więźniów, często skrajnie wyczerpanych, skierowano na leczenie – do pomocy zgłosiło się wówczas wielu oświęcimian. Z drugiej strony, w relacjach świadków zsyłanych w tym czasie na Sybir, zachował się obraz współwięźniów w obozowych pasiakach z KL Auschwitz… Rosjanie niemiecki obóz przez kolejne miesiące wykorzystywali do swoich celów. Nadal przebywali w nim więźniowie polityczni oraz jeńcy niemieccy lub podejrzani o sympatie niemieckie. Jeden z oświęcimskich podobozów, Jaworzno, NKWD wykorzystywało wedle „najlepszych hitlerowskich wzorców” aż do połowy lat 50.

 

 

 

 

Ryszard Zaprzałka

 austin.gethcginjections.com