Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Co wydarzyło się 17 września 1939 roku?

Niestety, zaledwie co drugi Polak wie, co wydarzyło się 79. lat temu - tak przynajmniej wynika z sondażu GFK Polonia dla "Rzeczpospolitej". Tylu ankietowanych wybrało odpowiedź, że tego dnia Rosja Sowiecka zaatakowała nasz kraj. 19% badanych sądzi jednak, że to dzień niemieckiego ataku. Inni twierdzili, że to dzień wybuchu Powstania Warszawskiego albo dokonania mordu w Katyniu. Dobitnie świadczy to o katastrofalnym poziomie nauczania historii w naszych szkołach. Być może powinien, wzorem "Wołynia", powstać film fabularny lub serial. Wszak wydarzenia wydarzenia 17 września to temat na prawdziwie antyczny dramat... 79 lat temu, 17 września 1939 roku, Armia Czerwona bez wypowiedzenia wojny zaatakowała Polskę. Zgodnie z radziecko-niemieckim porozumieniem zawartym w tajnym protokole paktu Ribbentrop-Mołotow, Armia Czerwona przekroczyła granice Polski. Związek Radziecki złamał pakt o nieagresji, który miał obowiązywać do końca 1945 roku. Rosjanie zaatakowali o 6.00 rano. Wprowadzili do Polski ponad 4 tysiące czołgów, 1800 samolotów i prawie 2 miliony żołnierzy, którym Polacy mogli przeciwstawić jedynie ponad 300 tysięcy żołnierzy. Polska była całkowicie zaskoczona agresją Armii Czerwonej.  Atak na wschodzie pozbawił armię polską podstawowego zaplecza do organizowania wojska na front walki z Niemcami. Konsekwencje agresji sowieckiej z 17 września 1939 roku ponosimy do dziś. Te wydarzenia ukształtowały bowiem obecną granicę Polski. Propaganda sowiecka określała agresję na Polskę jako "wyprawę wyzwoleńczą" w obronie "ludności zachodniej Ukrainy i zachodniej Białorusi". W konsekwencji ataku do niewoli sowieckiej trafiło ponad pół miliona polskich żołnierzy. Nastąpiły także masowe deportacje ludności, które według różnych źródeł, objęły od kilkuset tysięcy do miliona obywateli polskich. Poniżej przypominamy, napisany kilka lat temu, znakomity i ciągle aktualny felieton, nieżyjącego już prof. Józefa Szaniawskiego opublikowany na łamach Naszego Dziennika.

Drugie dno pojednania

17 września 1939 roku odwieczny wróg napadł zdradziecko na Polskę bez wypowiadania wojny, zadając cios w plecy. Agresja Rosji zwanej wtedy Związkiem Sowieckim była skoordynowana z agresją Niemiec nazywanych wówczas III Rzeszą, która uderzyła w nas 1 września. Już od 1 września trwała współpraca Niemców i Rosjan przeciwko Polsce: sowieckie stacje radiolokacyjne naprowadzały naloty bombowców Luftwaffe na Lwów, Białystok, Wilno, Przemyśl oraz na jednostki Wojska Polskiego na wschód od Wisły. Dlatego jest historycznym fałszerstwem używanie takich eufemizmów jak "Armia Radziecka przekroczyła granicę polską" albo "Armia Radziecka wkroczyła". Nie - nie mówimy przecież, że Wehrmacht wkroczył do Polski, tylko że to Niemcy na Polskę napadły. Tak samo należy określać atak z 17 września: Rosja napadła na Polskę! I nie "radziecka", tylko "sowiecka", bo taka była nazwa tego zbrodniczego, totalitarnego i ludobójczego państwa. Autorem planu agresji z 17 września był marszałek Borys Szaposznikow - szef sowieckiego sztabu generalnego. W dwóch rzutach strategicznych uderzyło na Polskę w sumie półtora miliona sołdatów.

Pierwsze uderzenie Armii Sowieckiej spadło 17 września 1939 roku o trzeciej nad ranem na Podwołoczyska, Czortków, Skałę i Husiatyń. Pułk Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP Czortków) był najdalej na wschód wysuniętą placówką obronną Rzeczypospolitej. Nieliczni i słabo uzbrojeni żołnierze dowodzeni przez podpułkownika Marcelego Kotarbę podjęli natychmiast pełną determinacji walkę w obronie napadniętej Ojczyzny. Stawili czoło całemu korpusowi sowieckiemu złożonemu z czołgów brygady i dwóch brygad kawalerii. Bohaterstwo tych kilkuset żołnierzy KOP ppłk. Kotarby porównywalne jest z bohaterstwem żołnierzy majora Sucharskiego broniących Westerplatte. Jeżeli o Westerplatte napisano tysiące publikacji, książek i filmów, to w przypadku żołnierzy KOP Czortków trwa zmowa milczenia. Wojsko Polskie podjęło walkę z Armią Czerwoną m.in. w obronie Grodna, Wilna, Podola.

Bitwy z rosyjskim najeźdźcą stoczono pod Tomaszowem Lubelskim, pod Szackiem i Wytycznem. Lwów i Brześć oblegali wspólnie Rosjanie i Niemcy. Podobnie pod Kockiem 4 i 5 października grupa operacyjna "Polesie" generała Franciszka Kleeberga stoczyła ostatni bój w obronie Polski otoczona przez dywizje sowieckie i niemieckie. W zdobytych polskich miastach, m.in. w: Białymstoku, Brześciu, Przemyślu, oddziały Armii Czerwonej i Wehrmachtu odbywały wspólne defilady. W Krakowie tuż obok siedziby gubernatora Hansa Franka utworzony został konsulat generalny Związku Sowieckiego. To właśnie tutaj NKWD i gestapo wspólnie ustalały szczegóły ludobójstwa niemieckiego i sowieckiego, w tym eksterminację elit polskiej inteligencji. Do niewoli sowieckiej dostało się około ćwierć miliona podoficerów, oficerów i generałów Wojska Polskiego.

Prawdziwą liczbę ofiar zbrodni sowieckiego ludobójstwa po 17 września 1939 kryją moskiewskie archiwa. I właśnie dlatego Rosjanie konsekwentnie odmawiają nam do nich dostępu. Bowiem prawda o sowieckich zbrodniach jest zapewne jeszcze straszliwsza niż to, co wiemy o nich teraz, a kłamstwa rosyjskiej propagandy tradycyjnie mroczne i oszczercze. Prawda nie powinna podlegać zgniłym kompromisom politycznym w obawie przed gniewem Kremla. Prawda jest niepodzielna! Rosja sowiecka była państwem ludobójczym, które wymordowało kilkadziesiąt milionów ludzi.

Rocznica agresji z 17 września skłania do refleksji na temat stosunków z Rosją, a w szczególności osławionego pojednania, które od 10 kwietnia 2010 roku, od tragicznej katastrofy narodowej pod Smoleńskiem lansują politycznie Bronisław Komorowski, Donald Tusk i redakcja "Gazety Wyborczej". Pojednania nie należy budować na kłamstwie. Do pojednania potrzebna jest dobra wola i ludzie dobrej woli. Tymczasem premier Władimir Putin rok temu na Westerplatte oświadczył, że przyczyną wybuchu II wojny światowej był traktat wersalski! Pojednanie może być budowane wyłącznie na prawdzie, a prawda jest zawsze znakiem sprzeciwu wobec zła. Polska była jego ofiarą m.in. w wyniku agresji sowieckiej 17 września 1939 roku. Pojednanie w sensie politycznym nie może być celem samym w sobie, bo tym są racja stanu i bezpieczeństwo narodowe Rzeczypospolitej. Pojednanie nie może też być ulicą jednokierunkową. Powinny do niego dążyć obydwie strony! Więcej, do pojednania powinna dążyć nie Polska, która od wieków była ofiarą, ale Rosja, która była agresorem, zaborcą, napastnikiem, okupantem, a także katem. Tak jest - katem! Zbrodnicze katowskie konto polityczne Rosji obciąża nie tylko Katyń, ale około trzech milionów polskich ofiar, których kości spoczywają w bezkresach Syberii, Kazachstanu, Workuty, Kołymy, Sachalinu i całego ogromnego terytorium "imperium zła". Pojednanie jest dobrem pożytecznym i uzasadnionym moralnie, ale pojednanie nie może być bezwarunkowe.

Drugie dno pojednania ukazało się zupełnie niedawno, kiedy akurat redakcja "Gazety Wyborczej" udostępniła swoje łamy ministrowi spraw zagranicznych Rosji. Siergiej Ławrow napisał w specjalnym artykule, że partnerstwa i dobrego sąsiedztwa "...oczekuje od przywódców naszych krajów zdecydowana większość obywateli rosyjskich i polskich, bodaj wszystkich Europejczyków". Odkładając na bok oględny język dyplomacji, należy to zdanie moskiewskiego ministra odczytać jako wywieranie presji na Polaków: jeżeli nie pojednacie się z nami, zostaniecie wyizolowani w Unii Europejskiej. I to jest właśnie drugie dno - Rosja i najważniejsze państwa UE uważają, że Polska powinna swoją rację stanu podporządkować interesom Rosji w Europie. To dla nas wyraźny sygnał ostrzegawczy.


Józef Szaniawski (Nasz Dziennik)

 die sofort wirken viagra anwendung cialis 20mg generika online kaufen cialis