Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Helena Marusarz

100 rocznica urodzin tej wybitnej sportsmenki i patriotki, utalentowanej narciarki, członkini WZW i kurierki tatrzańskiej, rozstrzelanej 12 września 1941 r. przez Niemców w Pogórskiej Woli - połączone z 100 rocznica Odzyskania Niepodległości stały się okazją do zorganizowania przez tamtejszą szkołę podstawową uroczystego święta patronki szkoły - W ten sposób oddajemy hołd pomordowanym w czasie II wojny światowej, a szczególnie tym, którzy do końca wierni sprawie, za którą walczyli, oddali jej swoje życie. A na pewno taką postacią jest patronka naszej szkoły Helena Marusarzówna – mówiła pod pomnikiem upamiętniającym tamte tragiczne wydarzenia Regina Kiwior, dyrektor Szkoły Podstawowej im. Heleny Marusarzówny w Pogórskiej Woli. Na urodziny została zaproszona rodzina patronki oraz placówki, które noszą jej imię. Bohaterska narciarka i kurierka zginęła dokładnie 77 lat temu i żal, że od kilkunastu lat pomnik Ofiar Hitleryzmu w Pogórskiej Woli niszczeje, a wokół rosną drzewa i krzaki. Kierowcy mówią, że był on kiedyś doskonale widoczny z krajowej czwórki (odcinek Tarnów - Pilzno), a teraz jest mocno zarośnięty i przynosi wstyd gospodarzom Gminy Skrzyszów. - Ten pomnik nie jest zniszczony - twierdzi miejscowy wójt Marcin Kiwior, tylko jest z piaskowca i się skruszył. Druga sprawa to teren wokół pomnika – jest to grunt prywatny. Spotkań ze spadkobiercami było ostatnio sporo. Liczę, że w ciągu dwóch czy trzech lat uda się uregulować stan prawny tego terenu. Wtedy będziemy mogli rozpocząć prace wokół pomnika. Jest to piękne miejsce i chcemy je odpowiednio zagospodarować. Mamy sponsora, który chciałby się zaangażować i zapłacić za wszystkie prace, związane z odnową, bądź też dobudową odpowiedniej infrastruktury wokół pomnika – deklaruje gospodarz gminy. To ambitne plany na przyszłość, a teraz wystarczyłoby tylko skrzyknąć miejscowych harcerzy i młodzież aby uporządkowała choć trochę otoczenie pomnika  swojej bohaterki i patronki... Byłaby to przy okazji znakomita lekcja historii i wychowania patriotycznego.

Helena Marusarzówna  w chwili śmierci miała zaledwie 23 lata (urodziła się 11 listopada 1918 r.), a już była mistrzynią Polski w slalomie i kombinacji alpejskiej, a także kurierką na szlaku tatrzańskim i żołnierzem ZWZ-AK. Bohaterska kurierka została pojmana przez żandarmerię słowacką 25 marca 1940 roku, gdy przenosiła meldunki. Słowacy przekazali ją funkcjonariuszom Gestapo. Była przetrzymywana w Muszynie, Nowym Sączu, w zakopiańskiej siedzibie gestapo „Palace”, w Tarnowie i Krakowie. Katowana wiele miesięcy, nie zdradziła żadnej informacji. Niemcy skazali ją na śmierć za działalność na szkodę Rzeszy niemieckiej. Pośmiertnie odznaczono ją Orderem Virtuti Militari oraz Krzyżem Walecznych.

   

Był jesienny, pogodny dzień. Słonce grzało, ale na przywiędłej trawie rano błyszczała zimna rosa. Pracująca samotnie w polu kobieta z niepokojem rozglądała się za nadjeżdżającym samochodem. Mieszkanka Pogórskiej Woli miała poważny powód do niepokoju: pobliski lasek oddalony zaledwie kilkadziesiąt metrów od jej roli hitlerowcy wybrali na miejsce egzekucji skazańców z tarnowskiego wiezienia. Idąc rano w pole, zauważyła w lasku świeżo wykopany dół. Wiedziała co to oznacza – będzie egzekucja. Dół był tym razem większy... Kiedy przybyli Niemcy, zobaczyła sześć wyprowadzanych z samochodu kobiet. Ustawione dwójkami ruszyły. Odeszły śpiewając maryjną pieśń. Za chwilę rozległ się tępy terkot serii z karabinów maszynowych. Pośród zamordowanych 12 września 1941 roku kobiet, była Helena Marusarzówna. Ostatnich kilka miesięcy życia spędziła w celi śmierci tarnowskiego wiezienia.

Była podhalańska góralka z krwi i kości. Oboje rodzice wywodzili się ze sławnych rodów: Jan Marusarz i Helena Tatar, córka Szymona, jednego z pierwszych członków Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Helena była piątym z kolei z sześciorga dzieci małżeństwa – miała dwóch braci i trzy siostry. Chłopcy – Stasiek i Janek, od najmłodszych lat pokochali dwie deski i tą miłością zarazili resztę rodzeństwa. Z talentu i pasji, którymi już obdarzona przyszła na świat, narodziła się wspaniała zawodniczka.

Najpierw poznało ja Zakopane, a później pokochała cała Polska. Helena była bowiem nie tylko fenomenalną narciarką, ale niezwykłej urody kobietą. Trzeba jednak powiedzieć, że sukces nie wziął się ot tak, znikąd. Podglądając braci wiele się od nich nauczyła już jako kilkulatka, a później wraz z nimi wybierała się na coraz to trudniejsze trasy.

W owym czasie Kornel Makuszyński, pisarz i bywalec Zakopanego, zainicjował narciarskie zawody dla dzieci, podczas których Helcia zdobywała pierwsze zawodnicze szlify. Narty miała wtedy jeszcze bardzo proste, zrobione dla niej przez brata. Kiedy po zakończeniu siedmioklasowej szkoły powszechnej, dzięki braciom, zapisana została w poczet członków Sekcji Narciarskiej Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego, zaskoczyła wszystkich – nie tylko poziomem jaki prezentowała, ale wyrobioną kondycja i wytrwałością w ciężkich treningach.

Tak Marusarzówną wspomina Helena Hajdukiewicz: „Pewnego razu dowiedziałyśmy się, że zakończono budowę kolejki na Kasprowy Wierch. Poszłyśmy wiec z Helcią na zapowiedziane otwarcie. Poszłyśmy – to lekko powiedziane. Od samych Kuźnic z nartami na ramieniu wspinałyśmy się na Kasprowy krok za krokiem. Wiatr gwizdał, jakby się wszystkie górskie złe moce przeciwko nam sprzysięgły. Gdy po trzech godzinach tej jakże morderczej wspinaczki dotarłyśmy na szczyt, spotkało nas rozczarowanie, bo z powodu halnego uroczystość odłożono. Pocieszyłyśmy się natychmiast wspaniałym szusem na niezawodnych nartach, hen w dół, przez Hale Goryczkową”.

Był to rok 1936 i wtedy właśnie rozpocząć się miało największe pasmo sukcesów polskiej zawodniczki. W latach 1935 i 1936 nosiła tytuł mistrzyni Polski w konkurencjach alpejskich, w 1937 roku była najlepsza w biegu zjazdowym. Sukcesy te mogłaby potwierdzić podczas organizowanych w Zakopanem międzynarodowych zawodów FIS. Los nie był jednak wówczas łaskawy ani dla organizatorów – śniegu jak na lekarstwo, ani dla Heleny Marusarzówny, która w 1939 roku leczyła kontuzje.

Ostatnim, jak na ironię, występem Heleny był udział w niemieckich zawodach w Feldbergu. Była doskonała, zajęła drugie miejsce: „Gnała na tych «zubkowych» hickorowych nartach, że tylko kurzyło pomiędzy bramkami. Nie potraciła ani jednej. Jechała pięknie. Burza oklasków, nieustające owacje wśród kibiców wystarczyły już za oficjalną ocenę” – pisał kolega z reprezentacji Jan Kula.

Wszystkich wówczas uderzyło prawdziwe oblicze faszystowskich Niemiec – wspomnienia te były poważnym bodźcem o bezwarunkowym wstąpieniu do konspiracji, kiedy Niemcy zajęli już Zakopane. I rzeczywiście, Hela wraz z kolegami narciarzami i swoim rodzeństwem, rozpoczęła działalność konspiracyjną. Była silna, doskonale znała Tatry – została więc kurierem. Z Polski, przez Słowację, na Węgry, do Budapesztu, gdzie znajdowała się baza kurierska, przeprowadzała żołnierzy, ochotników i wielu innych, którym pozostanie na terenie okupowanego kraju, groziło śmiercią. Z powrotem do Polski trafiały broń, pieniądze, poczta.

1940 roku, z końcem marca, słowaccy żandarmi schwytali Helenę Marusarzównę i jej dwóch towarzyszy. Kurierów przekazano gestapo. Mężczyzn skierowano do Auschwitz, Helena przez półtora roku była przesłuchiwana w kolejnych więzieniach – najpierw w Muszynie, potem w Nowym Sączu, na koniec w Tarnowie. Podczas przesłuchań Niemcy poddawali ją ciężkim torturom – mimo to nie wyjawiła żadnych nazwisk, nikogo nie wsypała. Wyrokiem sądu specjalnego skazana na śmierć, została rozstrzelana w Pogórskiej Woli i pochowana w zborowej mogile. Dziś na tym miejscu stoi pomnik.

Po ekshumacji w 1957 roku jej szczątki spoczęły na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem.

za: Agata Żak - Ryszard Zaprzałka
zdjęcia z uroczystości - Grzegorz Golec (www.rdn.pl)