Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Szepty Tarnowa

Pamiętamy. Upamiętniamy. Nie zapomnimy. Także o tym, że II wojna śwuatowa rozpoczęła się  w Tarnowie...

 

 

Już po raz czwarty z inicjatywy Fundacji Impuls Rozwoju, na dworcu PKP w Tarnowie upamiętniono rocznicę wybuchu bomby zegarowej z 28 sierpnia 1939 roku, który dla Tarnowa i jego mieszkańców rozpoczął tragiczny czas okupacji. Tamtego pamiętnego dnia późnym wieczorem, o godzinie 23.18 na dworcu kolejowym w Tarnowie doszło do zamachu bombowego. Pod gruzami zniszczonego dworca zginęło 24 osoby, a 35 zostało rannych. Wczoraj, w niedzielę 26 sierpnia o godzinie 19.30, pod pamiątkową tablicą na tarnowskim dworcu zgromadziło się liczne grono tarnowian, złożone zostały kwiaty i zapalone znicze. Znany i ceniony tarnowski historyk i filantrop Antoni Sypek poprowadził gawędę historyczną, a uroczystość zwieńczył koncert i wspólne ścpiewanie pieśni patriotycznych. Przypominamy, że II wojna światowa rozpoczęła się dla wielu tarnowian już kilka dni przed 1 września, a zabici i ranni w wyniku podłożonej bomby zegarowej w poczekalni dworcowej i restauracji, byli pierwszymi jej ofiarami. Została ona podłożona przez Antona Johabena Guzy z Bielska, członka niemieckiej siatki szpiegowsko - dywersyjnej.

Atak miał na celu uderzenie w oddziały wojska polskiego przemieszczające się na miejsca koncentracji w rejonie Pszczyny. Tarnowski 16 Pułk Piechoty wyjechał wcześniej (już od pierwszych godzin wojny toczył walki w tamtym rejonie), dlatego wybuch bomby dotknął ludność cywilną. Nastąpił on dosłownie kilka minut po odjeździe z Tarnowa transportu wojskowego z żołnierzami, a tuż przed przyjazdem składu osobowego z Krakowa. Jego pasażerowie uniknęli niebezpieczeństwa, bowiem pociąg spóźnił się o 8 minut. Na tablicy umiejscowionej przy wejściu do budynku dworca PKP widnieją znane z nazwiska 24 ofiary tego zamachu.

Zdaniem historyków zamach był jednym z hitlerowskich działań dywersyjnych, które bezpośrednio poprzedziły niemiecką agresję na Polskę. - Można strawestować funkcjonujące w literaturze powiedzenie, że 'wojna zaczęła się w Tarnowie', albowiem ta bomba wybuchła w czasie polskiej mobilizacji, kiedy pociągi wiozły żołnierzy do ich jednostek - powiedział kustosz Muzeum Okręgowego w Tarnowie Kazimierz Bańburski.

Jak przypomniał, 28 sierpnia 1939 roku na tarnowskiej stacji kolejowej pojawił się pochodzący z polsko-niemieckiej rodziny, bezrobotny mieszkaniec Bielska, Antoni Guzy. Przyjechał z Krakowa taksówką, bowiem spóźnił się na pociąg. Przywiózł ze sobą dwie walizki z materiałami wybuchowymi i zapalnikiem zegarowym, które zdeponował w dworcowej przechowalni bagażu. Zamachowiec udał się na spacer, po czym wrócił na peron kolejowy, skąd miał odjechać w drogę powrotną do Krakowa.

Nerwowe zachowanie Guzego na peronie kolejowym zostało zauważone przez policjantów. Po eksplozji został on aresztowany, a następnie przesłuchany.

Mirosław Biedroń, który na stronie Tarnowskiego Centrum Informacji opisuje zeznania zamachowca znajdujące się w Archiwum Państwowym w Tarnowie pisze, że w czasie śledztwa przyznał on, że za tym aktem terrorystycznym stała grupa kolonistów z bielskiego i mieleckiego. Byli to ludzie przeszkoleni w Niemczech, zaopatrzeni przez hitlerowców w materiały wybuchowe. Jego bezpośrednim zleceniodawcą był Neuman ze Skoczowa, który przekazał mu walizki z bombami w Krakowie i nakazał pozostawienie ich w przechowalni bagażu tarnowskiego dworca. Zamachowiec jeszcze tego samego dnia miał wrócić pociągiem do Krakowa i spotkać się ze swoim przełożonym.

Guzy miał świadomość, że uczestniczy w akcjach dywersyjnych w Polsce polegających na podkładaniu bomb. Jak zeznawał, wcześniej był już we Lwowie, gdzie także miał odebrać walizy z materiałami wybuchowymi, te jednak nie dotarły na miejsce. "Nie było mowy o jakimkolwiek wynagrodzeniu za to, co robiłem (...) czynu przystępnego jakiego dokonałem dopuściłem się dlatego, że czuje się Niemcem" - zeznał po aresztowaniu.

Jak ocenił Kazimierz Bańburski, zamach bombowy w Tarnowie miał cel psychologiczny, sterroryzowania ludności cywilnej i mobilizowanych żołnierzy udających się pociągami do swoich jednostek. - Miał zadziałać psychologicznie na ludność na bardzo głębokim zapleczu, bo front od strony zachodniej miał się ukształtować kilkaset kilometrów od Tarnowa - wyjaśnił.

Mieszkałem wtedy, sierpniu 1939 roku na stancji w kamienicy przy Krakowskiej. Naprzeciwko Plant Klejowych. Układaliśmy się do snu, był poniedziałek, tuż po jedenastej w nocy. Nagle usłyszeliśmy ogromny, ogłuszający huk, wydawało się, że kamienica runie. Po podłodze posypało się szkło z rozbitego podmuchem okna. Pamiętam krzyki przerażonych ludzi, uciekających w popłochu z okolic dworca PKP.” Wybuch, wybuch , dworzec rozwalony!”- krzyczeli. Natychmiast ubraliśmy się z kolegami i wybiegliśmy na zewnątrz. Dworzec bardzo szybko otoczony został kordonem policji. Widzieliśmy rozerwany dach i gruzy w zachodniej części budynku. Z różnych stron, mimo późnej pory, nadchodzili gapie. Ludzie z ust do ust przekazywali sobie informację, że na dworcu wybuchła bomba zegarowa.

Tak tamten, późny wieczór 28 sierpnia 1939 roku zapamiętał 18-letni wtedy Józef Bratko z Borzęcina, późniejszy pamiętnikarz i kronikarz rodzinnej wioski. - Wśród zabitych przeważali mieszkańcy Powiśla Dąbrowskiego, głownie Szczucina, którzy w poczekalni 3 klasy oczekiwali na „szczucinkę”. Większość oczekujących to rodziny z dziećmi. Wracali, na kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego, z wakacji w Truskawcu, modnym przed wojną ośrodku wypoczynkowym i uzdrowisku. Przeważały osoby narodowości żydowskiej.

Zamachowiec, bezrobotny ślusarz ze Skoczowa, przyjechał do Tarnowa z dwoma walizami wypełnionymi ładunkami wybuchowymi taksówką, bo w Krakowie spóźnił się na pociąg do Tarnowa. Za kurs zapłacił sporą sumę – okrągłe 80 złotych. Bagażowemu dał 50 groszy i polecił umieścić ciężkie walizy w przechowalni bagażu przy poczekalni 3 klasy.

Sam zaś, choć wiedział, co znajduje się w walizach, spokojnie przechadzał się po Plantach, potem poszedł na piwo do… poczekalni 3 klasy. Tej samej, która ucierpiała najwięcej w wyniku wybuchu bomby zegarowej. Czekał na spóźnioną luks- torpedę ze Lwowa, którą zamierzał pojechać do Krakowa.

Takie zachowanie dało potem powody do przypuszczenia, że niemiecki agent Neumann , który zwerbował Guzego do aktu dywersji, chciał by zamachowiec zginął. Polscy śledczy nie mogliby - zakładano, że Guzy zostanie złapany- wtedy trafić na trop dywersantów. Stąd podobno polecenie, by Guzy czekał na pociąg w tej poczekalni…

Bomba wybuchła, gdy był już na peronie. Tuż po wybuchu pojawili się tu kolejarze, nakazując podróżnym by nie opuszczali dworca. Guzego wraz z paroma innymi zatrzymano. Po spisaniu danych puszczono wolno, ale posterunkowy przed Hotelem Polskim, gdzie Guzy się kręcił, zauważył jego nerwowe zachowanie. Aresztowano go, trafił na policję, do prokuratury, a potem przed sąd.

Zachowywał się hardo. Powiedział co prawda, że żałuje iż zginęli ludzie (początkowo pisano o kilku ofiarach), ale stwierdził też, że nie wziął od agentów niemieckich pieniędzy za dywersje. ”Czynu przestępczego jakiego dokonałem dopuściłem się dlatego, że czuję się Niemcem”.

Jego ojciec był Polakiem, matka Niemką. Ojciec zginął na froncie I wojny, matka wychowywała go w duchu niemieckim. Pisał się „Anton Guza”, z niemiecka.

    

Jaki był los zbrodniarza? Aresztowany, przyznał się do winy. Ale ledwie trzy dni po zamachu Niemcy napadli na Polskę i front szybko przesuwał się w okolice Tarnowa. Jeszcze w nocy z 6 na 7 września trwał sławetny bój pod Biskupicami Radłowskim, a 7 września Niemcy byli już w Tarnowie. Co stało się z Guzym?

W czasie ledwie rozpoczętego procesu przebywał w areszcie, który ewakuowano 4 września wobec zbliżającej się niemieckiej ofensywy. Według świadków, Guzy w konwoju zachowywał się sposób arogancki i prowokacyjny. Strażnicy więzienni przekazali go wojsku, które cofało się na linię Sanu.

Był tam mój ojciec, widział Guzego, wiedział kim jest, słyszał jak się zachowuje .Ojciec opowiadał mi wielokrotnie, że Guzy odgrażał się, że Niemcy wkrótce Polaków dopadną, oswobodzą go, a wtedy on będzie górą i zemści się na tych, którzy go teraz pilnują. Najwyraźniej jakiś wojskowy w stopniu kapitana nie wytrzymał tych pogróżek groźnego aresztanta- zamachowca. Kazał wyprowadzić Guzego z szeregu. Poszli w kierunku lasu. Tam wojskowy kazał wykopać dół i zastrzelił zamachowca - relacjonuje dziś wojenną opowieść swego ojca o ostatnich godzinach Guzego mieszkaniec Tarnowa, Zbigniew Wilczyński.

Według śledztwa niemieckiego, o którego wyniku poinformowano w maju 1941 r. Centralę ds. Grobów Pomordowanych Volksdeutschów w Poznaniu, został on rozstrzelany wraz z kilkoma innymi polskimi Niemcami w okolicach Baranowa Sandomierskiego i tam też pochowany.

Ryszard Zaprzałka

Źródło - https://nowahistoria.interia.pl/polska-walczaca/ oraz www.tarnow.in
Zdjęcia pochodzi z prywatnej kolekcji Marka Tomaszewskiego, autora albumu: Tarnów, okupacja 1939-1945 oraz Paweł Topolski (www.tarnow.pl )