Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Wołyń

Kamienie zawilgną od łez, piasek przesiąknie krwią,

pełne będą doły ciał waszych, a ja wam powiadam: wyście zwycięzcy!

Henryk Sienkiewicz, Quo Vadis, 1894

Kolejna rocznica, kolejna, jak to się mawia, okrągła. Organizowane są okolicznościowe konferencje, spotkania, nabożeństwa. Za tą sztafetą narodowej pamięci stoi Ogólnopolski Komitet Społeczny i dziesiątki podobnych mu tzw. oddolnych inicjatyw. Pojedynczy ludzie, lokalne zdarzenia. Ludobójstwo Polaków w województwach południowo-wschodnich II RP datowane od 1939 r. i do 1947 r. także w PRL, nie wpisuje się w żaden rządowy program obchodów. Tak było i tak jest. Jak będzie za rok, za pięć? - pyta na łamach portalu Pch24.pl znany reżyser i publicysta Tomasz A. Żak.

Ani pamiętniki czy świadectwa, ani wydawnictwa naukowe, ani dokumenty filmowe, ani konferencje czy akademie, ani coraz liczniejsze tematyczne strony internetowe nie zmieniły dotąd ignorancji Polaków na temat zbrodniczej depolonizacji Wołynia i Małopolski Wschodniej dokonanej przez ukraińskich nazistów.Nie zmieniły, bo trafiają do przekonanych, do tych, którzy wiedzą. W efekcie tak opowiadana ZAGŁADA sporego kawałka polskości zepchnięta została do niszy, którą od lat się bagatelizuje, ośmiesza, a od niedawna również się nią straszy wedle klucza, że ta pamięć uderza w naszego ukraińskiego „strategicznego partnera”, i najpewniej jest to inspirowane przez „agentów Putina”.

Adekwatne dla tego tematu programy szkolne, których zresztą wciąż nie ma, byłyby na pewno ważne. Ale nie daty i nazwiska wyuczone na klasówkę zbudują więź międzypokoleniową i miłość Ojczyzny. Nie chodzi też o taką edukację, która skorzysta z metody stosowanej przez państwo Izrael, czyli o obowiązkowe wycieczki szkolne, które wysyłalibyśmy na nasze Kresy leżące dzisiaj w granicach Ukrainy, a uczniowie odwiedzaliby tam tylko miejsca masowych ludobójczych mordów dokonanych na Polakach. To nie mieści się w polskiej skali wartości.  Swoją drogą ta ZAGŁADA, owo systemowe zabijanie, to polityka – diabelska, ale polityka. Przeciwstawić się temu mogła także polityka, co się nie stało. Zresztą podobnie było z holocaustem Żydów. I w jednym i w drugim przypadku państwa tzw. koalicji antyniemieckiej miały „oczy szeroko zamknięte”. Dzisiaj okazuje się, że zwykła pamięć o każdym z europejskich ludobójstw jest polityką, począwszy od tego dokonanego przez francuskich masonów na społeczności Wandei. I taką instrumentalną polityką zainfekowano całą współczesną edukację, co jakże gorzko dokładnie dziesięć lat temu podsumował pisarz Stanisław Srokowski mówiąc, że „każde nowe kłamstwo o ludobójstwie to kolejny cios zadany ofiarom. Jakby nowa śmierć”.

W tej sytuacji jedynym sposobem na wyprowadzenie ze zła dobra jest prawda ubrana w artystyczną kreację. A że jest to skuteczne, mogliśmy się przekonać dzięki filmowi Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń”. A że jest to skuteczne, przekonuję się przy każdej kolejnej prezentacji spektaklu „Ballada o Wołyniu” mojego Teatru Nie Teraz. Skala tych dwóch dzieł artystycznych zdaje się być nieporównywalna - z jednej strony kino potrafiące rządzić masową wyobraźnią, a z drugiej przedstawienie teatralne, niejako z definicji oglądane przez niewielu, ukierunkowane na elitę. Rzecz jednak nie w ilości, ale w fakcie, że historia dopiero wtedy może czegoś nauczyć, gdy zostanie poddana tzw. estetyzacji przez sztukę. Oczywiście, wiedza o takich możliwościach działa artystycznego jest znana człowiekowi od wieków. I od wieków wiedza ta w ramach tzw. polityki kulturalnej może służyć formowaniu człowieka dla dobra i piękna, ale też do indoktrynacji mającej na celu ogłupienie i odczłowieczenie. Można przed bitwą śpiewać „Marsyliankę”, ale można i „Bogurodzicę”. Można poprzez znak plastyczny definiujący państwo oddać honory Chrystusowemu krzyżowi, a można też morderczemu pogańskiemu tryzubowi.

 

Rzecz w tym, iż dla wielu rządzących dzisiaj światem, prawda o ZAGŁADZIE Polaków dokonanej rękami ukraińskich nacjonalistów jest niewygodna, czyli nieopłacalna. W efekcie polska racja stanu w tej sprawie przegrywa z dominującym materializmem. W efekcie nie ma tego tematu w szkołach, a nauka wstydliwie ukrywa go w bibliofilskich nakładach prac tych nielicznych historyków, którzy zajmując się banderowskim ludobójstwem ryzykują swoją karierę. W efekcie prawie nie ma również dzieł artystycznych, które by dawały nam szansę na prawdę i wyzwolenie się z traumy zła. A jeżeli są, to w głębokim undergroundzie.

W literaturze pięknej, oprócz książek cytowanego wyżej Stanisława Srokowskiego ( „Strach. Opowiadania kresowe”, „Nienawiść”), tak naprawdę mamy tylko jedno, skądinąd wielkie dzieło pt. „Zasypie wszystko, zawieje” autorstwa Włodzimierza Odojewskiego. W sztukach plastycznych znam jedynie cykl malarski (skądinąd piękny) Bogny Lewtak-Baczyńskiej. Oprócz tego są oczywiście liczne prace pomnikowe, ale to przede wszystkim tablice pamiątkowe czy pomniczki „poukrywane” w kościelnych kruchtach czy na cmentarzach.A jeżeli już powstaje projekt, który wymaga jednoznacznej ekspozycji w przestrzeni publicznej, to jest od lewa do prawa dyskwalifikowany „za dosłowność”, jak to się dzieje na przykład z pomnikiem „Rzeź wołyńska” Andrzeja Pityńskiego, polskiego artysty mieszkającego na stałe w USA. O Wołyniu śpiewa bard Andrzej Kołakowski, a syn rodziny wołyńskiej, muzyk Krzesimir Dębski, skomponował niezwykłą „Litanię wołyńską”, która swą premierę miała we wsi Radymno w roku 2013 podczas zrealizowanej tam uteatralnionej rekonstrukcji rzezi wołyńskiej. Jest epos filmowy Smorzewskiego, na który jeszcze przed premierą nałożono swoiste embargo poprawności politycznej, a na scenie teatralnej jest tylko ten jeden spektakl, którego prezentacje przez lata napotykały opór i trudności. I tyle.

Światopogląd stojący w sprzeczności z prawem naturalnym prowadzi do zdziczenia, do antycywilizacji. W przypadku wołyńskiego holocaustu również do czynów opętańczych.  I nie ma takiej polityki, która usprawiedliwiałaby kłamstwo na ten temat. To zawsze wyjdzie, a im dłużej jest ukrywane, tym większe szkody czyni. Społeczeństwo w kłamstwie rakowacieje, degeneruje się, wynaradawia. Krew, jak wiemy, ma wielką siłę, szczególnie krew męczenników, o czym doskonale wiedzą chrześcijanie. Sztuka oparta na dekalogowych wartościach jest w stanie edukować. Gdy artysta zadba o warsztat i otrzyma dar talentu, to może „stworzyć” dobrego człowieka, a opowiedziana krew da potrzebną siłę narodowi. Aż tyle.

Tomasz A. Żak (www.pch24.pl)