Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Biblia Tarnowianina

 czyli "Mój Tarnów" Antonego Sypka

To także Tarnów każdego z nas, każdego z jego mieszkańców. Ta sercem pisana monografia rodzinnego miasta autorstwa jednego z najznamienitszych jego obywateli doczekała się właśnie trzeciego już wydania. Ta niezwkle cenna dla historii miast monografia ujrzała światło dzienne w 2005 roku i jej oficjalna premiera,  23 września, była znaczacym wydarzeniem kulturalnym i towarzyskim, gromadząc w Sali Lustrzanej prawdziwe tłumy. Jej autor Antoni Sypek, to ceniony historyk i pisarz oraz powszechnie szanowany społecznik. Wielki Strażnik Tarnowskich Powązek - prezes Komitetu Opieki nad Starym Cmentarzem i znakomity jego biograf. Sypek to człowiek – instytucja. Jego dorobek wydawniczy mógłby wystarczyć na kilka habilitacji. Od lat szpera w tarnowskich archiwach, bibliotekach, dokumentach różnych instytucji, publikuje artykuły i  książki poświęcone szkołom, zakładom, znanym rodzinom tarnowskim. Ktoś powiedział, że gdyby w nocy, jakimś cudem zniknęła cegła w murze miejskim, starszym niż 20 lat, pierwszym, który by to zauważył, byłby z pewnością Antoni Sypek. Niektórzy żartują, że herb Tarnowa można by zamienić na twarz Sypka... . Nasz Cicerone jak nie pisze, to albo jeździ na rowerze po tarnowskich uliczkach, albo stoi w deszczu i śniegu na Starym Cmentarzu i zbiera pieniądze na odnowienie zabytkowych nagrobków. Niedawno wyczerpało się drugie już wydanie (oba w nakładzie po 1500 egz.) jego dzieła, uzupełnione o nowe rozdziały, m.in. Żydzi w Tarnowie, Diecezja tarnowska, Życie muzyczne Tarnowa, Plastycy w Tarnowie, Muzeum w Tarnowie. I tak oto po 12 latach doczekaliśmy się kolejnego wydania dzieła życia, jak sam mówi o swojej monumentalnej pracy Antoni Sypek.-  Nie często autor, żyjący i wydający w prowincjonalnym, jakby nie było mieście, dożywa III wydania swojej książki, która przecież nie jest ani kryminałem, ani łzawym romansem, ani książką akcji czy fantazji. To rzecz o ukochanym mieście. Dlatego nie mogłem dostać lepszego prezentu od Wydawcy (i młodego grafika Łukasza Olszewskiego) na swoje 70-te urodziny niż właśnie edycja III wydanie Mojego Tarnowa, w tym szczególnym dla mnie roku. A tym wydawcą i możnym protektorem Antoniego Sypka jest wielki miłośnik historii Tarnowa Zbigniew Proć, prezes Izby Przemysłowo – Handlowej, znany w mieście i regionie społecznik i filantrop. On też w piątek 9 czerwca otworzył krótką laudacją w Sali Pospólstwa tarnowskiego Ratusza wieczór promujący kolejne wydanie "Mojego Tarnowa" A. Sypka. A zgromdziało się tam zgoła nie pospolite towarzystwo... . Śmietanka towarzyska i kulturalna miasta, z jego prezydentem na czele. Stawili się intelektualiści i biznesmeni, liczni wielbiciele talentu i osoby mistrza, ludzie różnych stanów i zawodów oraz jego najbliższa rodzina z ukochanymi wnuczkami. Książka o Tarnowie to spełnienie moich pragnień - mówił wzruszony autor. Od dawna o niej marzyłem, chciałem napisać o moim mieście tak, jak kiedyś zrobił to Jan Bielatowicz. Pamiętam, jak wszyscy słuchaliśmy Radia Wolna Europa, gdzie były czytane fragmenty jego „Książeczki”. Najpiękniejszej o Tarnowie, napisanej z tęsknoty za miastem. Mam nadzieję, że „Mój Tarnów” choć w części będzie cieszył się takim zainteresowaniem, jak prace innych wybitnych tarnowskich historyków, moich mistrzów: Anieli Piszowej, prof. Wróbla czy Staszka Potempy... . Kolejny sukces znakomitego autora, którego przyjaźnią się szczycę, najdobitniej świadczy o tym, że w osobie Antoniego Sypka znaleźli oni godnego swoich osiągnięć kontynuatora.     

     

Antoni Sypek zapytany, który okres w dziejach Tarnowa lubi najbardziej – odpowiedział bez wahania: Zdecydowanie czasy Autonomii Galicyjskiej, bo wtedy miasto zaczęło się intensywnie rozwijać. Powstawały nowe kamienice, szkoły, kościoły, fabryki. Tarnów końca XIX i początku XX wieku dosłownie rósł w oczach i piękniał, a jednocześnie mieszkały tutaj bardzo barwne postacie.. Ten okres to prawdziwa skarbnica tematów dla historyka, do której staram się cały czas sięgać. Miałem to szczęście, że mogłem rozmawiać jeszcze z ludźmi, którzy pamiętają Tarnów z czasów Franciszka Józefa. Niestety jest ich coraz mniej... A indagowany w sprawie warsztatu naukowego pisarza historycznego, dodał: „Mój Tarnów” nie posiada takowego, opisywany jest na gorąco, sercem a nie naukowym „szkiełkiem i okiem”.

Ale najpiękniej wyraził swoją ideę w słowie wstępnym: „Mój Tarnów” jest hołdem w stronę historii rodzinnego miasta, zawarłem w nim osobisty stosunek do miejsc i ludzi, zabytków, ulic, krajobrazów, które tak bardzo ukochałem i które towarzyszą mi przez całe życie. Wielu będzie miało inne wspomnienia, inną pamięć, inną nostalgię...

Tyle autor. Sama książka składa się z trzech części. Część I pt. „Pejzaże tarnowskie” czyli opowieści o miejscach najbardziej drogich tarnowianom, ukazywały się w latach 1994 – 1997 w lokalnym dodatku „Gazety Wyborczej” – jest ich 157. Część II to publikowane na przestrzeni lat 1999 – 2001 w nieistniejącym już, niestety, tygodniku „Echo Tarnowa” – „Ulice i place Tarnowa”, autor opisał ich 77, głównie ze Śródmieścia. Część III to „Czasy i ludzie” poświęcone wybitnym postaciom naszego miasta oraz wydarzeniom, które wywarły znaczący wpływ na jego historię. Całość liczy blisko 700 stron, bogato ilustrowanych kolorowymi fotografiami Pawła Topolskiego i Witolda Pazery. Tę wyjątkowo starannie wydaną /nie klejoną ale szytą/ książkę, zdobi na twardych okładkach znana reprodukcja obrazu Edwarda Dwurnika przedstawiająca tarnowską Starówkę.

III wydanie książki pt. Mój Tarnów w  porównaniu do II jest zaledwie kosmetycznie zmienione. Poprawiłem kilka błędów, dodałem jeden esej i kilka-kilkanaście zdań w paru rozdziałach. Tym esejem jest rzecz o pomniku króla Władysława Łokietka. Od pomysłu do realizacji dzieła Czesława Dźwigaja droga była długa, najeżona, o dziwo, sprzeciwem, kontestacją pomysłu Zbigniewa Procia, nie tylko przez poszczególnych polityków samorządowców, ale także przez niektórych tarnowskich historyków. Ogólnie rzecz biorąc krytyka sprowadzała się do tego, że pomnik króla jest niepotrzebny, a jeżeli już, to pomysłodawca winien wyłożyć pieniądze na pomnik założyciela miasta Spytki z Melsztyna, ewentualnie dla najświetniejszego z Leliwitów Tarnowskich - hetmana Jana Tarnowskiego. Chciano więc rękoma fundatorów zrobić coś, co dawno temu powinny zrobić kolejne magistraty tarnowskie, począwszy od odzyskania Niepodległości do czasów najnowszych.

Poniżej, dzięki uprzejmości autora "Mojego Tarnowa", prezentujemy fragment jego dzieła.

Park Strzelecki

Park Strzelecki, zwany także ogrodem miejskim założono w 1866 r. Założono go w północnej części miasta, po obu stronach niewielkiego wzgórza, na dawnym folwarku Dyksonówka. W pobliżu stał już potężny budynek szpitala wojskowego (dziś Pałac Młodzieży), a obok niego budynek kostnicy, także do dziś stojący. Niektórzy malkontenci krytykowali władze autonomicznego już wtedy Tarnowa za wybór miejsca. Dziś widać, że był doskonały. Niedaleko śródmieścia, o parę minut drogi, w części miasta, w której niebawem powstaną liczne szkoły podstawowe i średnie galicyjskiego Tarnowa.
Należy przyznać, że park Strzelecki był i jest dumą Tarnowa i jego władz. Zaliczany był, jak tarnowianie chcieli i wierzyli, do najpiękniejszych parków tej części Galicji. Dla ciekawości nadmienić należy, że osiem lat wcześniej powstał Central Park w Nowym Jorku. Nad pięknem, przyrodą, gospodarką parku czuwał ogrodnik miejski, nieraz fachowiec wysokiej klasy. To dzięki nim możemy dzisiaj patrzeć i podziwiać rzadkie okazy drzew czy krzewów. Także władze miejskie nieprzerwanie od lat przykładają wagę do tego miejsca. Nie znają zapewne mądrego powiedzenia ówczesnego, z pierwszych lat autonomicznych, burmistrza Tarnowa dr. Wojciecha Bandrowskiego. Krytykowany przez opozycję za finanse przeznaczane na rozbudowę parku powiedział na sesji Rady Miejskiej znamienne słowa: Gmina ma obowiązek dbać o płuca mieszkańców miasta, kiedy z nich podatki ciągnie.
Z okien mojego mieszkania patrzę na park już 50 lat. W nim się wychowałem, podobnie jak kilka pokoleń przede mną. Jestem w nim od wieku niemowlęcego, w nim dorastałem randkując często w okresie kawalerskim. Do niego przez lata chadzałem codziennie na spacery wychowując moich trzech synów, dziś chodzę do niego z wnukami. Jest mi park tak bliski, jak może być bliski członek rodziny. Przez te minione lata patrzyłem na spacerujących starszych panów i starsze panie. Zauważałem, że co jakiś czas zmieniali się, jedni umierali, inni w ich miejsce przybywali. Wszyscy spędzali w parku obowiązkowo swoje godziny w ciągu dnia, nie patrząc na porę roku czy pogodę. Codzienne spotkania czy spacery w parku zastępowały im pracę, bez której nie mogli żyć. W parku koegzystowała młodość ze starością. Niemowlaki z młodymi mamami czy ojcami, zakochane pary i owi emeryci. Przez te lata nie przywiązywałem do nich wagi, kłaniałem się im grzecznie, może tylko kilka razy przemknęła mi myśl, dlaczego oni tak codziennie do parku przychodzą. Nie dochodziło do mnie, z braku pokory, że i na mnie przyjdzie pora.
Nagle spostrzegam, że park to jeden wielki ogród botaniczny. Szukam z mapą czy z lornetką w ręce lipy srebrzystej czy krymskiej, korkowca amurskiego, wajgelę cudowną, trzmielinę pospolitą, ajlanta, klona ginnala, wiąza brzosta, ałyczę, berberysa Thunberga, tawułę Van Hautea, tulipanowca amerykańskiego, jesiona pensynwalskiego, oczara wirginijskiego, suchodrzewa Maacka i znajduję. Co za radość. Nie jestem więc biernym emerytem, jestem emerytem szczęśliwym. Park dał mi po raz kolejny wielkie szczęście nic nie żądając w zamian. 5-6 pokoleń tarnowian przez blisko 150 lat odpoczywa, bawi się, kocha, uczy, podziwia ogród miejski. Tarnowianie rodzą się i umierają, a park Strzelecki trwa, oby przez następne 150 lat.
PS. Dopisuję tuż przed drukiem w marcu 2005 r. Zaproponowałem patrona dla parku. Być może będzie nim Józef Cyryl Starkel (1807-1875), pierwszy lekarz miejski, społecznik, powstaniec, naukowiec, honorowy obywatel Tamowa z 1866 r. Godny tej nazwy.

 

I jeszcze znaczący suplement - recenzja poprzedniego wydania "Mojego Tarnowa" pióra Damiana Mazgaja - wtedy jeszcze alumna II roku Wyższego Seminarium Duchownego Księży Pallotynów w Ożarowie Mazowieckim. Jej autor to tarnowianin, wychowany w cieniu klasztoru bernardynów, na ulicy Przesmyk. Absolwent i LO i pasjonat historii Tarnowa.

 
Biblia tarnowianina

Historia w Biblii zapisywana była w specyficzny sposób. Autorom natchnionym nie przyświecał cel faktograficznego przekazu dziejów dawnego Izraela. Księgi Pisma świętego, a zwłaszcza Starego Testamentu, nie są ani notowaną przez naocznego świadka kroniką, ani współczesnym dziennikarskim newsem. Sporządzając tekst często setki lat po opisywanych wydarzeniach, hagiograf musiał je rekonstruować w oparciu o istniejące przekazy ustne i różnego rodzaju materiał literacki. Nie było przy tym jego intencją, by zaprezentować suche fakty. Chciał raczej ukazać ich przesłanie i sens. Nic więc dziwnego, że historyczne wydarzenia wzbogacone są dodatkiem własnej ich interpretacji, spostrzeżeń i… wzruszeń.

Mój Tarnów, książka Antoniego Sypka nie jest dziełem naukowym, choć napisanym przez cenionego historyka. Nie pretenduje też do miana syntetycznego wykładu dziejów. Antoni Sypek, podobnie jak autor biblijny, przedstawia historię Tarnowa fragmentarycznie: przez pryzmat czasów, postaci i miejsc. Już tytułowe określenie „mój” wyklucza przyjęcie pozycji chłodnego obserwatora. Nie można pisać obojętnie o tym, co się kocha i co jest nierozłączne z naszym życiem. Z natury rzeczy opowiadanie musi być nasycone osobistym stosunkiem do opisywanego miasta. W książce nie brak więc prywatnych refleksji, spostrzeżeń, czy momentów zatrzymania nad własnymi wspomnieniami. Czasem zdarzy się tarnowskiemu pisarzowi przemawiać prorockim głosem sugestii, a nawet napomnienia. Innym razem, wzorem hagiografa biadającego nad losem Jerozolimy, przyjdzie mu opłakiwać chylące się ku upadkowi kamienice, zapomnianych wielkich ludzi, nieistniejące już urokliwe zakątki. Jak autor starotestamentowy jest przeświadczony, że historia jego praojców powinna być przeżywana wciąż na nowo, tak czasy rodziców, dziadków, znajomych, obrazy dzieciństwa i młodości Antoniego Sypka odkrywają znaczenie teraźniejszości. Mój Tarnów, niczym Biblia, jest słowem (w pewnym sensie) żywym — przenosi nas w przeszłość i sprawia, że odczuwamy atmosferę minionych epok oraz miejsc.

Książka oddziałuje też na czytelnika na sposób podobny do świętych hebrajskich Pism. Przez wieki znajdujący się w rozproszeniu Żydzi czerpali z nich pamięć o własnej tożsamości, a także ze wzruszeniem i nadzieją wspominali cuda, jakie Pan zdziałał dla Izraela. Dziś nie tylko ci, którzy pozostali w Tarnowie mogą doceniać magię tego miasta. Także ci, których los rzucił z dala od rodzinnego grodu, dzięki lekturze tej książki, pielęgnują miłość do niego, a może i nadzieję, że kiedyś jeszcze uda się go ujrzeć.

Autor biblijny nie sporządzał ksiąg tylko na podstawie własnej inwencji. Próbował raczej umieścić na papierze żywą tradycję wiary. Analogiczną inspiracją dla Antoniego Sypka była Książeczka Jana Bielatowicza, który pierwszy pisał w tym duchu o Tarnowie, a także inni ludzie, np. Aniela Piszowa,  redaktorka Pogoni — najlepszej chyba w historii miasta gazety.

Choć Biblia ze względu na Boże natchnienie nieskończenie przerasta wszelkie inne książki, to w ludzkim Jej aspekcie porównania są całkiem zasadne. Takim wydaje mi się nazwanie najobszerniejszej publikacji Antoniego Sypka „biblią tarnowianina”. Podobieństwa co do powstania, sposobu opisywania dziejów i wreszcie oddziaływania na czytelnika nasuwają się same. Ważne, by pokrewny charakter miało także pokłosie lektury. Jak Biblia rozwija w nas osobistą relację z Bogiem, tak książka Antoniego Sypka niech pozwoli pokochać rodzinne miasto i w sercu pisać kolejne rozdziały „Mojego Tarnowa”.

Damian Mazgaj SAC

PS.
Drogi Antoni, Twój Tarnów jest również moim. To także moja pamięć i nostalgia. Opisałeś w swojej wspaniałej książce Tarnów mojego dzieciństwa i młodości, miasto moich rodziców, znajomych i przyjaciół. Wertuję ją tam i z powrotem, przemierzam niczym z „Pegazem po Tarnowie”, zatrzymując się na Twoich i moich postojach pamięci. Rozkoszując się dodatkowo pięknym językiem, nieco anachronicznym /ale to zaleta !/, z iście galicyjską frazą, jakim posługujesz się w swoim serdecznym opisywaniu Tarnowa. Od "zawsze" jesteś dla mnie mistrzem małej formy, w której udaje ci się opisywać wielkie sprawy. Gratuluję i dziękuję.

Ryszard Zaprzałka - za udostępnieni zdjęć dziękuję Stanisławowi Siekierskiemu.

 very cool texts happy birthday to my husband follow this link