Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

"Tylko zwykłość jest ciekawa"

Taki tytuł nosi najnowsza ekspozycja malarska w Biurze Wystaw Artystycznych w Parku Strzeleckim, autorstwa młodej tarnowskiej artystki Agaty Głogowskiej, której wernisaż odbył się we czwartek 9 lutego, tradycyjnie gromadząc całkiem spore grono bywalców i koneserów dobrej stuki. Agata Głogowska urodziła się w 1981 w Tarnowie. Swoją twórczość artystyczną rozpoczęła w Pracowni Plastycznej Witolda i Elżbiety Pazerów. W latach 2001–2006 studiowała na Wydziale Grafiki ASP w Krakowie. Dyplom uzyskała w pracowni druku wklęsłego pod kierunkiem prof. Henryka Ożoga. Na co dzień zajmuje się grafiką, grafiką projektową i malarstwem, co nie jest znowu tak częste. Graficy rzadko są dobrymi malarzami i odwrotnie. Mówili o tym kuratorzy wystawy Piotr Kukla i Miłosz Onak. A malarstwo to wysokiej próby, poetycko odrealnione, uduchowione i cielesne. Co tylko potwierdza dobrą passę tarnowskich galerników, o czym świadczy chociażby fakt zajęcia dziewiątego miejsca w rankingu najlepszych polskich galerii sztuki, przygotowanym przez tygodnik "Polityka”. A dyrektor placówki została nomnowana do tytułu Osobowość Roku 2016 w Plebiscycie Gazety Krakowskiej, w kategorii "Kultura". Jeszcze raz się okazuje, że również zwykłość może być ciekawa... .

"Tylko zwykłość jest ciekawa" - tytuł wystawy malarstwa Agaty Głogowskiej w lapidarny sposób naprowadza na ideę przewodnią i motywacje stojące u podstaw wykonanych w ostatnim czasie obrazów. Ta figura retoryczna buduje swoje napięcie na sprzeczności, intuicyjne jej rozwiązanie nie powinno jednak sprawiać większego kłopotu. Obrazowanie codzienności, banalnych, wydawałoby się, motywów „niegodnych” wnikliwej obserwacji, a tym bardziej niezrozumiałego wysiłku zatrzymania i uwiecznienia na płótnie, stało się polem szczególnego zainteresowania współczesnych artystów. Polem, w którym wyrażają niezgodę na władzę widzenia pragmatycznego, usuwającego z pola codziennej uwagi wszelkie metafizyczne „zaburzenia”.

Z drugiej strony, czy łowienie takich metafizycznych momentów nie było odwieczną domeną malarstwa, absolutnie esencjonalną, niezbywalną przyczyną, sięgającą korzeniami chwili szczególnej percepcji, zachwytu niepozornym zjawiskiem? Co takiego dostrzegł Jan Vermeer van Delf w obrazie kobiety nalewającej mleko, chcąc później odtworzyć to w swoim dziele?

Ta tajemnicza percepcja pielęgnowana przez „wybrańców” stała się, dzięki wynalazkowi fotografii i współczesnej, wspaniałej technice, dobrem społecznym. Nie będzie przesadą powiedzieć, że praktycznie każdy z nas, wielokrotnie w ciągu dnia stając się autorem jakiegoś zdjęcia, ma szansę uzmysławiać sobie, czym jest taki szczególny moment percepcji. Możemy dostrzec we wszechobecnej zwykłości coś szczególnego, poznawać spojrzenie i wrażliwość innych, wymieniać się, dzielić „chwilami”, inspirować.

Powszechna dostępność tego doświadczenia doprowadziła do niebotycznego podniesienia poprzeczki w sztuce obrazowania „szczególnej chwili”, sytuacji czy gestu. Stało się tak nie tylko w przestrzeni fotografii, ale wszelkich sztuk wizualnych. Nieskończona, kreatywna rzeka wspaniałych zdjęć, robionych zarówno przez specjalistów, jak i zupełnych amatorów, paraliżuje poważniejsze aspiracje dodania własnego widzenia do tego, co już zostało zobaczone. W nieunikniony sposób wpływa także na malarstwo.

Zimna woda - olej na płótnie

Paradoksalnie fotografia, która miała przynieść koniec malarstwa, została zaprzęgnięta do wszelkiej możliwej współpracy, stała się kołem napędowym nowych formalnych rozwiązań i artystycznych postaw. Można powiedzieć, że zamiast końca przyniosła nową motywację. Fotograficzny przesyt przywrócił malarstwu wartość unikatu. Poza tym stało się jasne, że podjęcie się malarskiego obrazowania musi przynieść próbę pokazania rzeczywistości w sposób, który umyka fotografii, profitując jednocześnie z jej osiągnięć.

Tak też się dzieje w przypadku malarstwa Agaty Głogowskiej. Patrząc na jej obrazy, przychodzi mi na myśl zdanie napisane przez Susan Sontag: „Fotografia jest wieloznaczna: zobaczyć coś w postaci zdjęcia - to znaczy znaleźć potencjalny przedmiot fascynacji”. Głogowska należy do artystów eksplorujących napięcia pomiędzy obrazem fotograficznym i malarskim. W fotografii znajduje obiekty swoich fascynacji. Można powiedzieć, że jest owładnięta chęcią zobrazowania czegoś, co wydaje się ukrywać na granicy tych dwóch światów. Równie często jej inspiracją staje się bezpośrednie doświadczenie natury. Pociąga ją chwila zatrzymana, wyjęta z czasoprzestrzeni w sposób, w jaki robi to fotografia, jednocześnie jej obsesja dotyczy przedmiotu, przestrzeni czy powierzchni, która posiada swoje strukturalne, namacalne jakości. Stąd zapewne we wcześniejszych obrazach można dostrzec motywy i tęsknoty bliskie poetyckiemu, zdumiewająco szczegółowemu malarstwu Andrew Wyetha (1917-2009). Artystka wspomina tego malarza jako kogoś, kto czuje podobnie, choć idzie „za daleko” w swojej manierze. Świat „wyciszonego” malarstwa Głogowskiej nie pominął zapewne doświadczenia ciszy jaką oferuje Edward Hopper, by przejść do fascynacji bardziej aktualnych, jak zaskakujący i niepokojący Victor Man."

Janusz Janczy, fragment tekstu "Zwykłe obiekty fascynacji" z katalogu wystawy

Akt I - olej na płótnie

 

Wywiad z malarką.

Z Agatą Głogowską rozmawia Miłosz Onak

Jak wygląda Pani „zwykły” dzień?

Opiszę dzień, w którym maluję. Moim rytuałem przed rozpoczęciem malowania jest uporządkowanie przestrzeni wokół siebie. Tak właśnie zaczynam dzień, w którym pracuję twórczo. Po tym siadam przed płótnem. Kilka przerw na herbatę, jedna na jakiś symboliczny obiad i maluję dopóki się nie ściemni. Nauczyłam się odpuszczać pracę wieczorami, bo wtedy
zaczynam psuć to, co zrobiłam w ciągu dnia.

Malarstwo jest dla Pani ucieczką czy odreagowaniem?

Malarstwo daje mi dystans, dzięki któremu nie muszę ani uciekać, ani odreagowywać.

Co Panią inspiruje?

Szukam inspiracji w najbliższym otoczeniu, w zwyczajnych, codziennych sytuacjach.

Jakie były początki Pani przygody z malarstwem, i dlaczego stało się ono Pani pasją?

Studiowałam grafikę warsztatową i przez większy okres studiów nie myślałam, że będę malować. Będąc już na piątym roku, zaczęłam eksperymentować z malarstwem. Przez następne dwa lata zmagałam się z tą materią na własną rękę i muszę przyznać, że był to czas bardzo twórczy, ale i frustrujący. Najlepiej świadczy o tym fakt, że nie przetrwało żadne płótno z tego okresu. Byłam dla siebie bardzo rygorystyczna - gdy nie byłam zadowolona z pracy, od razu zamalowywałam lub ściągałam płótno. I tak w kółko. Nie poddawałam się, bo wiedziałam, że aby odnaleźć najbliższą mi formę ekspresji malarskiej, najpierw muszę wypracować warsztat.

Co jest największą przeszkodą na twórczej drodze i jakie Pani napotkała lub napotyka?

Na co dzień pracuję w agencji reklamowej, więc największą przeszkodą jest życie na stałym niedoczasie. Do malowania potrzebuję wyciszenia i poczucia, że wszystko mam pod kontrolą, że mogę się skupić i nie mam żadnych ograniczeń czasowych. Takich dni nie mam zbyt wielu.

Jak według Pani odróżnić marną sztukę od tej dobrej? Jeżeli istnieje takowy podział?

Chciałabym móc odpowiedzieć, że sercem, ale to chyba zbyt ckliwy sędzia. Tym bardziej nie wierzę rozumowi, ale może razem coś zdziałają?

Jak Pani sądzi, dlaczego w Polsce często nie docenia się sztuki oraz wysiłku artysty, jaki wkłada w stworzenie dzieła? Dlaczego obrazy produkowane „taśmowo” sprzedają się szybciej? Czy decyduje o tym ich niska cena?

Wiąże to ze specyficznymi warunkami ekonomicznymi w naszym kraju. Jest to czas, kiedy dopiero tworzy się aspirująca klasa średnia, którą stać na dobra luksusowe, jakimi są dzieła sztuki. Pierwszym impulsem często jest snobizm, ale w ten sposób rozpoczyna się pewien proces edukacji estetycznej. W każdej branży istnieje półka masowa, półka średnia oraz tzw. półka premium. To są prawa rynku, sztuka nie jest tu odstępstwem.

Jaką rolę pełni sztuka w życiu człowieka?

Myślę, że odsetek ludzi, dla których sztuka jest ważna dla indywidualnych potrzeb, szukających w niej szczerych wzruszeń i inspiracji jest stosunkowo niewielki. Ale już w szerszym kontekście, mniej oczywistym, sztuka kształtuje estetykę swoich czasów, inspirując węższą grupę ludzi kreatywnych, uczestników procesu wytwarzania dóbr - architektów, projektantów etc. 

Czy kolor i faktura mogą stanowić przekaźnik emocji w obrazie?

Wszystkie środki plastyczne są przekaźnikami emocji w sztuce. Osobiście preferuję, gdy obraz działa na mnie spod swojej powierzchni, z głębi, ale to nie znaczy, że nie doceniam faktury. Podobnie jest z kolorem. Uwielbiam kolor w malarstwie, ale sama komunikuję się wąską, wyciszoną gamą.

Ekspresjonizm czy hiperrealizm?

Z tych dwojga wybieram ekspresjonizm. Hiperrealizm budzi we mnie podziw dla cierpliwości twórcy, ale nie porusza moich emocji.

Gdyby nie malarstwo…?

Uprawiałabym grafikę projektową i sport :)
www.tarnow.net.pl

Przemysłowa - olej na płótnie

Program towarzyszący wystawie:

niedziela 12.02, g. 14:00 / warsztaty dla dzieci / prowadzenie Agata Głogowska i Aleksandra Kubisztal / udział bezpłatny, obowiązują zapisy: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

niedziela 12.02, g. 15:00 / artystka oprowadza po wystawie/

Przygotował - Ryszard Zaprzałka