Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Kle Mens czyli wiele hałasu o nic

Na jednym z lokalnych portali pojawił się dzisiaj sensacyjny tytuł:Środowiska katolickie i prawicowe protestowały, minister z PiS nagrodził. A dalej mogliśmy przeczytać, że tego działacze Akcji Katolickiej i miejscowi narodowcy chyba się nie spodziewali. Oprotestowana przez nich wystawa obrazów Klementyny Stępniewskiej, która była pokazywana wiosną w BWA a - według protestujących - obrażała uczucia katolików została nagrodzona przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. No cóż, tarnowską kulturą zajmuję się od lat i wystawę Kle Mens oczywiście oglądałem i opisałem /fragmenty przytaczam poniżej/, aliści wbrew oczekiwaniom organizatorów i mediów, żadna pikieta rzeczonych środowisk nie miała miejsca. Tak było przynajmniej podczas wernisażu wystawy w Pałacyku BWA w Ogrodzie Strzelecim /17.03.16/. Również w dniach przed jej otwarciem i w trakciej trwania tej kuriozalnej ekspozycji nigdzie nie spotkałem się z jakimkolwiek protestem - medialnym: papierowym, internetowym, radiowym, więc o co chodzi. Po co w takim razie, w kontekście nagrody dla autorki przypomina się wiosenny strzał przysłowiową kulą w płot... Czyżby po raz kolejny raz próbowano zainteresować opinię publiczną kulturalnym Tarnowem poprzez skandal, choćby tylko wyimaginowany?  Ps. Dla mnie prawdziwym skandalem był brak zdecydowanej reakcji mojego Kościoła wobec tej ewidentnej prowokacji. Wtedy i teraz.

A tak o nagrodzie poinformowało wczoraj BWA: Miło nam przekazać wiadomość, że Kle Mens (Klementyna Stępniewska) autorka obrazów prezentowanych wiosną w BWA Tarnów wygrała Konkurs Gepperta otrzymując główną nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Do finału zakwalifikowało się 19 artystów zgłoszonych przez radę ekspercką, spośród których 5-osobowe jury wybrało zwycięzców.

Konkurs odbywa się we Wrocławiu nieprzerwanie od 1989 roku, jest obecnie jednym z najważniejszych przeglądów młodej sztuki w Polsce. Długa historia Konkursu Gepperta pokazuje, że malarstwo niezmiennie stanowi interesujące pole działań młodych artystów. Jako medium bywa przez nich negowane, niekiedy pełni rolę punktu wyjścia, czasem etapu przejściowego czy finalnego, lub też po prostu jest. W tym ostatnim przypadku skupia zarówno twórców pielęgnujących tradycyjną formę, ale też stanowi teren intensywnej eksploracji nowości i dążeń do rozwoju dziedziny

Klementyna Stępniewska wygrała Konkurs obrazami premierowo pokazywanymi w BWA Tarnów. Tarnowianie mieli okazję zobaczyć je jako pierwsi.

W tekście nominującym artystkę do Konkursu Wojciech Kozłowski napisał: Najnowsze prace artystki eksplorują obszar ikonografii i przesłania malarstwa religijnego. Aktywne odniesienie do tej wielkiej tradycji sztuki europejskiej to dziś rzadkość, jeśli nie liczyć kopii i bezrefleksyjnych powtórzeń, które nie wnoszą nic istotnego do współczesnego Muzeum Wyobraźni. (…) Nowa droga artystki wydaje się być niezmiernie obiecująca. Odwołując się do wielu wątków historii malarstwa, opowiada jednocześnie historię osobistą. Czyni to w sposób na tyle uniwersalny, że elementy autobiograficzne, choć istotne, nie stają się nadrzędne wobec całości. Medytacyjność tych obrazów, ich zatrzymany ruch, perfekcja przedstawienia pokazują także realność mitu o malarstwie jako medium ciągle żywym, świeżym, zaskakującym swoimi bezustannie na nowo odkrywanymi możliwościami.

Nagroda Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego poza dużym prestiżem ma także wymiar materialny, to 15 000 zł.

Warto wspomnieć, że wśród nagrodzonych znalazła się także Karolina Jabłońska (Nagroda Dolnośląskiego Klubu Kapitału) – artystka pochodząca z Niedomic, absolwentka III LO w Tarnowie, której indywidualną wystawę „Maronka” BWA Tarnów prezentowało jesienią 2015 roku.

„Kato” czyli sado-maso świętych kobiet


Katorga, katoliczka, katować, katolicyzm, katorżniczy. Obsesyjnie dokładne prace Kle Mens odsyłają do świata, w którym cierpienie spotyka się z ekstazą, uległość z siłą, duchowość z cielesnością - piszą o wystawie organizatorzy najnowszej ekspozycji w BWA, której wernisaż odbył się w czwartek 17 marca. Na projekt składa się cykl 3 obrazów i film. Obrazy malowane są na deskach - ich wygląd nawiązuje do ikon - są bardzo pracochłonne i precyzyjne, każdy z nich powstawał przez kilka miesięcy. Artystka maluje w specjalnie stworzonej przez siebie technice, jest to ciężka fizyczna praca. Obrazy przedstawiają święte męczennice i ekstatyczki z tradycyjnymi atrybutami: ukrzyżowaną Kummernis, św. Agatę z obciętą piersią i św. Katarzynę ze Sieny. Kle Mens (Klementyna Stępniewska występująca kiedyś w duecie z Katarzyna Rowską ) - ukończyła malarstwo na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych w 2014 roku, pod kierunkiem profesora Jarosława Modzelewskiego i Igora Przybylskiego. Brała udział w wielu wystawach zbiorowych. „Kato” to solowy debiut artystki. Nie trzeba wierzyć w Boga by malować święte obrazy – mówi ale chyba nie bardzo wie co… . To pseudo artystyczna prowokacja i dewiacyjny bełkot. Anty religijna rebelia, szczególnie w kontekście Wielkiego Tygodnia. O marnotrawstwie publicznego grosza nie wspominając. 
Ostatnio modne jest narzekanie na nudę w sztuce i tarnowska wystawa mogła coś w tej materii zmienić, ale to w założeniu wydarzenie nie stała się skandalem, a jak wiadomo nic tak nie generuje sukcesu jak skandal właśnie. Być może nowy nick artystki Kle Mens miał ułatwić zapamiętanie imienia artystki ewentualnym fanom z Krucjaty Różańcowej. A ci, gdyby zjawili się w dniu wernisażu w Parku Strzeleckim mogliby wywołać niezły raban. Aliści nic takiego się nie stało i tłum wernisażowych, żądnych sensacji i skandalu gości stosunkowo szybko opuścił puste w gruncie rzeczy galernicze salony. No bo ile czasu można oglądać 3 / słownie: trzy/ nagie ciała katolickich męczennic.  Choćby i wykrzywionych w rozkoszy, ekstazie lub bólu, odzwierciedlających zapewne zarówno problemy osobiste, jak i egzystencjalne artystki. A biorąc pod uwagę, że współkuratorem wystawy /obok dyr. Ewy Łączyńskiej-Widz/ jest Krzysztof Pacewicz (niegdysiejszy bloger, organizator warszawskiej edycji orgii i seks-humanista), rezultaty rzeczonych poszukiwań mogłoby być naprawdę gorące. Tym bardziej, że jest on synem jednego z dziennikarskich i lewacko zdefiniowanych filarów Gazety Wyborczej red. Piotra Pacewicza. Ale nie w naszym galicyjskim miasteczku…


 - Sięgając do treści religijnych możemy dowiedzieć się czegoś nie tylko o przeszłości, ale też o teraźniejszości. To podejście jest dla mnie naturalne, ze względu na zagmatwany życiorys: gdy miałam siedem lat umarł mój ojciec, następnie matka zachorowała na schizofrenię i popadła w dewocję. Do czternastego roku życia wychowywałam się w katolickiej wspólnocie religijnej, która skutecznie izolowała mnie od świata rówieśników. Rozwijałam się w śród obrazów dewocyjnych, doszukiwałam się w nich niestandardowych treści i znaczeń, często kojarzyły się mi zmysłowo – pisze autorka. - Dużo później skojarzyłam obrazy przedstawiające męczennice z estetyką sado-maso. Pochylając się nad wątkiem zmysłowości dotarłam do ekstaz świętych kobiet - Doktorów Kościoła, do kontekstu rozkoszy, romantycznej miłości Świętej z Bogiem, aż wreszcie do kontekstu feministycznego: interesuje mnie wypchnięcie, wyparcie, czy marginalizowanie roli kobiet w religii i ich powrót do religijnego dyskursu tylnymi ścieżkami.

Jak pisze autorka prac, każda z ultraprecyzyjnych prac rodziła się w bólu przez wiele miesięcy. W swoich drewnianych autoportretach Kle Mens odwołuje się do dobrze znanych w Polsce motywów religijnych, nadając im osobisty charakter i poszukując w nich kontekstów egzystencjalnych, feministycznych i seksualnych. Nie trzeba wierzyć w Boga by malować święte obrazy; „Kato” jest ćwiczeniem z postsekularnej praktyki artystycznej.  Punktem wyjścia jest dla niej perspektywa postsekularna - nurt we współczesnej humanistyce, zakładający, że wraz z modernistycznym odrzuceniem wiary odrzucone zostały też ważne wytwory kultury. Sięgając do treści religijnych, można w założeniu autorów dowiedzieć się czegoś nie tylko o przeszłości, ale też o teraźniejszości.
Poza obrazami na wystawę w BWA Tarnów składają się rysunek i wyświetlany w wielkim formacie film, w którym artystka wciela się w rolę Matki Boskiej, odgrywając we współczesnej stylizacji pietę.

Ryszard Zaprzałka