Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

T. Koniarz dla zakochanych, i nie tylko...

Świetną okazją dla nietypowego uczczenia obchodzonych właśnie (14 luty) Walentynek może być znakomita wystawa mistrzowskich fotografii Tadeusza Koniarza, jaką od 10 lutego można oglądać w Tarnowskim Centrum Kultury – zatytułowana „Paryż dla dwojga”, uzupełniona suplementem „Bez Pardonu”, pokazującym, że Live is brutal i człowiek powinien być zawsze przygotowany na różne, często zaskakujące scenariusze. Tak się bowiem zdarzyło, że ostatni pobyt autora nad Sekwaną zbiegł się z zamachami terrorystycznymi, które miały tam miejsce 13 listopada ub. r.. Tadeusz Koniarz, jako jedyny polski fotoreporter, stał się nieoczekiwanie świadkiem tamtych wydarzeń. Zdjęcia wykonane bezpośrednio po zamachach oraz kilka dni później złożyły się na wystawę „Bez Pardonu”. Ze względu na znaczenie wydarzeń i ich wpływ na życie Paryża, prezentacja dwóch wystaw ‘Paryż dla dwojga’ i „ Bez Pardonu” stanowi wymowną liczą 70 fotogramów (w formacie 50x70) ekspozycyjną jedność. Szczególnie druga licząca 40 zdjęć część ekspozycji „Bez Pardonu” spotkała się z dużym uznaniem podczas grudniowej prezentacji w Teatrze Polskim w Warszawie. O warunkach swojej pracy i przeżyciach z nią związanych, nasz mistrz miał okazję opowiedzieć w telewizyjnej audycji Halo Polonia w TVP Polonia w dniu 15.12.2015 r. Otwarciu tarnowskiej wystawy towarzyszyło interesujące spotkanie z autorem, które poprowadził historyk sztuki i fotoedytor Gazety Wyborczej Marek Grygiel. Środowy wernisaż zgromadził prawdziwy tłum znakomitych gości, koneserów dobrej fotografii, przyjaciół i wychowanków tego powszechnie lubianego i cenionego twórcy, prawdziwego ambasadora Tarnowa.

- Pod niebem Paryża spacerują zakochani” tak śpiewali w latach pięćdziesiątych Edith Piaf i Ives Montand. Motyw ten przewija się w twórczości wielu artystów. Tadeusz Koniarz wychodzi poza ramy tego tematu, a w jego fotograficznym paryskim rendez-vous biorą udział pary w różnym wieku, konfiguracjach i sytuacjach. Są wśród nich młodsi i starsi, połączeni gestem, spojrzeniem, pocałunkiem, ci, którzy przeżywają pierwsze miłosne uniesienia i ci, dla których podróż do Paryża stała się być może urzeczywistnieniem życiowych marzeń. Zakochani otoczeni wielkomiejskim pejzażem wydają się o nim zapominać - pisze o wystawie Marta Garcia-Darowska. - Fotograf prowadzi nas śladem swoich anonimowych bohaterów, którzy pojawiają się nie tylko na tle słynnych zabytków, ale także w zaułkach mniej znanych, czasami już nieistniejących. Towarzysząc autorowi w jego spacerze napotykamy pary promieniujące radością, pary pogrążone w dyskusji, inne spieszące w nieznanym celu, pary oczekujące w paryskim metrze, odpoczywające w parku, nad brzegiem Sekwany, na moście zakochanych. Są też te, powstałe w wyobraźni fotografa, domniemane, zrodzone z sytuacji, których ulotność zatrzymać mógł jedynie kadr obiektywu. Tarnowski fotoreporter nawiązuje do tematu, który inspirował już wielu artystów ukazując własne spojrzenie na Paryż, jako miasto zakochanych słynące z wolności i tolerancji. Ostatni, listopadowy pobyt autora nad Sekwaną zaplanowany był jako końcowy etap w przygotowaniach do ekspozycji.

 

Tadeusz Koniarz jest tarnowianinem, urodził się w roku 1959. Pracował jako fotoreporter - m. in. w Czasie Krakowskim, Galicyjskim Magazynie Informacyjnym „TEMI”, Gazecie Krakowskiej, „Poznaniaku”, Polskiej Agencji Prasowej. Aktualnie jest fotoreporterem Agencji Fotograficznej REPORTER. Jest także nauczycielem fotografii i filmu w Pałacu Młodzieży w Tarnowie. Jego zdjęcia zdobyły szereg nagród i wyróżnień w konkursach fotograficznych. Jest autorem 13 wystaw indywidualnych oraz współautorem kilkudziesięciu wystaw zbiorowych. Brał też udział w wystawach pokonkursowych zarówno w kraju jak i zagranicą. Twórca tarnowskiej edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego „Dozwolone do lat  21” i jego dyrektor w latach 1997, 2005, 2006.

Ponad 25 osób, które uczestniczyły w zajęciach założonej przez Koniarza w 1987 r. Pracowni Filmowej AKF „Szwenk”  Pałacu Młodzieży w Tarnowie pracuje obecnie w branży filmowo-fotograficznej w Polsce i poza granicami, w Londynie czy Nowym Jorku. „To, że tworzyliśmy nasze filmy w Tarnowie – mówił w jednym z wywiadów, nie przeszkodziło nam uczestniczyć w ruchu międzynarodowego kina niezależnego, uzyskać 170 nagród na festiwalach, organizować i brać udział w warsztatach filmowych. Nie brakowało nam nigdy pomysłów na scenariusz, a rzeczywistość ze wszystkimi przemianami społeczno-politycznymi była niewyczerpanym źródłem interesujących tematów, bez względu na położenie geograficzne. W krótkim zresztą czasie po swoim powstaniu Pracownia Filmowa AKF „Szwenk” stała się wizytówką Tarnowa na forum kultury, krajowym i zagranicznym. Wspomnę tylko, ze w 1996 r. za osiągnięcia artystyczne i działalność filmową „Szwenk” został nagrodzony Złotym Medalem UNICA Światowej Unii Filmu Amatorskiego, działającej pod auspicjami UNICEF.

   

Tadeusz Koniarz jest współzałożycielem Międzynarodowej Grupy Twórczej Euroregionu Karpackiego, pełnił funkcję wiceprezesa Tarnowskiego Towarzystwa Fotograficznego. Należy do Klubu Fotografii Prasowej Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Warszawie. Za działalność kulturalną w dziedzinie fotografii i filmu nagrodzony statuetką Uskrzydlony przyznaną przez Tarnowską Fundację Kultury. Posiada Srebrną Odznakę Federacji Niezależnych Twórców Filmowych oraz tytuł Zasłużony Działacz Kultury, otrzymał Brązowy Krzyż Zasługi i Medal KEN. Jest laureatem Nagrody Miasta Tarnowa w dziedzinie upowszechniania kultury.

Warto podkreślić, że ten kolejny fotograficzny wernisaż odbył się w Tarnowskim Centrum Kultury, w placówce która od lat propaguje fotografię m.in. poprzez cykle wystaw i spotkań ze znanymi fotografikami – w ostatnim czasie gośćmi byli Tadeusz Rolke, Tomasz Tomaszewski, Chris Niedenthal i Tomasz Sikora.

Poniżej reportaż na temat paryskich doświadczeń Tadeusza Koniarza, jaki ukazał się w listopadowym numerze tygodnika TEMI.

Dzieci puszczają statki w kanale Saint Martin, a mężczyźni zwyczajowo grają w kule, jednak przerażenie pozostało. – W Paryżu jeszcze długo nie będzie normalnie – mówi Tadeusz Koniarz, tarnowski fotoreporter, który był w stolicy Francji podczas niedawnych zamachów terrorystycznych.

Nic nie zapowiadało tragedii

Paryż 13 listopada, piątek. W mieście widać późną jesień, choć jest znacznie cieplej niż w Polsce. Słoneczny koniec tygodnia nie wróży żadnej tragedii. Wieczorem na paryskich ulicach pojawia się sporo ludzi, siedzą w kawiarniach, jedzą i popijają wino, śmieją się i rozmawiają. Podobnie jest w ulubionej przez młodych, modnej ostatnio 11. dzielnicy, gdzie licznych bywalców przyciągają knajpki położone blisko urokliwego kanału Saint Martin. Życie towarzyskie toczy się nawet na pobliskich murkach, na których paryżanie i turyści piknikują, spoglądając na pływające po wodzie niewielkie statki.

Tadeusz Koniarz, filmowiec i fotoreporter z Tarnowa, jest w Paryżu już kolejny raz, przez cały dzień spaceruje po paryskich ulicach i robi zdjęcia. Wieczorem staje przed oświetloną wieżą Eiffla i nagle słyszy dźwięk telefonu.

Dzwoni ktoś z rodziny, z Polski.

– Co robisz, jesteś cały? Nic nie wiesz? Przecież w Paryżu był zamach! – słyszy w słuchawce.

Od tego momentu wszystko się zmienia. Jedzie do mieszkania swojej przyjaciółki i wymienia baterie w aparacie fotograficznym. Nadal chce robić zdjęcia, ale tam, gdzie dzieje się coś ważnego.

– Wahałem się: może nie jechać, bo jest niebezpiecznie i po co się narażać, ale z drugiej strony doszedłem do wniosku, że jednak powinienem, bo jestem na miejscu i warto zebrać materiał – opowiada.

Pojechał samochodem, ponieważ kilka stacji paryskiego metra było już zamkniętych. Potem okazało się, że zablokowane są również ulice, dlatego wysiadł z auta i poszedł w kierunku miejsca, gdzie do ludzi strzelali terroryści. Kiedy dotarł do wąskiej uliczki rozdzielającej dwie kafejki i pralnię, było około godziny 1.30.

– Teren ogrodzono na odległość 200 metrów, nie można było dojść do żadnego domu. Stały tam radiowozy i samochody pancerne, były wszystkie służby policyjne, straż pożarna, żandarmeria, ambulanse medyczne. Lekarze, ludzie w kaskach i kamizelkach kuloodpornych, technicy kryminalistyczni w białych uniformach, którzy zbierali ślady. Była noc, większość mieszkańców spała, ale jakaś grupa paryżan wracała z imprezy. Nic nie wiedzieli o zamachach i zastanawiali się, dlaczego nie mogą przejść dalej do swojej dzielnicy. Musieli obchodzić naokoło ogrodzony teren – relacjonuje Tadeusz Koniarz.

Później postanowił jechać pod klub muzyczny Bataclan przy Boulevard Voltaire, również w XI dzielnicy, gdzie – jak następnego dnia podały media – w atakach terrorystycznych zginęło najwięcej ludzi.

– Chcąc zrobić zdjęcia ,musiałem okrążyć teren, bo lewa strona była zastawiona stojącymi w szeregu chyba pięćdziesięcioma autobusami. Jedne dowoziły policjantów, drugie wywoziły ocalałych ludzi z klubu. W sąsiednich kawiarniach opatrywano rannych i rozdawano ocieplające okrycia. Był strach, zamieszanie i niedowierzenie w to, co się stało – mówi.

 

Po nocy przyszło przerażenie

Sobota, 14 listopada. Paryżanie budzą się w zupełnie innej rzeczywistości. W całej Francji jest stan wyjątkowy, co oznacza zamknięcie granic, policyjne przeszukania i zakaz zgromadzeń. Mimo weekendu na paryskie ulice wychodzi mniej niż zwykle mieszkańców i turystów. Ci, którzy się na to decydują, zmierzają wprost do miejsc, gdzie w nocy zginęli ludzie. W ciszy zapalają znicze, składają kwiaty, modlą się. Na ich twarzach widać łzy, smutek i przygnębienie. Wielu jeszcze nie dowierza, inni zastanawiają się, jak do tego doszło, dlaczego właśnie tu, jak w ogóle można coś takiego zrobić.

– Francuzi są bardzo uczuleni na punkcie wolności, zresztą Polacy też pewnie by się buntowali, gdyby ktoś do nich strzelał – zauważa Tadeusz Koniarz.

Może dlatego tak wielu paryżan – mimo zakazu zgromadzeń – zebrało się następnego dnia na Placu Republiki.

– Pojechałem tam po południu – opowiada nasz rozmówca. – Było mnóstwo ludzi, nie tylko Francuzów. Pewien mężczyzna – jak się później okazało dziennikarz z Bangladeszu – wdrapał się na Statuę Republiki, stojącą pośrodku placu, i zawiesił francuską flagę. Jakiś Hiszpan grał na gitarze, tuż obok mnie grupa dziewczyn z Haiti złożyła kwiaty. Ludzie nosili transparenty, ściskali się, śpiewali Marsyliankę i paryskie piosenki. Wieczorem zaczęto palić znicze, dominowała refleksja i zaduma. Jednak w pewnym momencie całe to zgromadzenie przerwały wybuchy, jakby strzelanie snajpera. Był chaos, każdy uciekał lub chował się, gdzie tylko się dało, łącznie z dziennikarzami, którzy pozostawili swoje laptopy i kamery na środku placu.

Na miejscu błyskawicznie pojawili się żandarmi, policjanci, saperzy i antyterroryści w pełnym rynsztunku. Na rozwój sytuacji czekali ludzie ukryci między stojącymi na parkingach samochodami, pod ławkami, za murem, drzewami i przy wejściu do najbliższej stacji metra. Policjanci otoczyli również pobliskie ulice.

– Gdy funkcjonariusze ruszyli w ich kierunku, podążyłem za nimi i przez cały czas robiłem zdjęcia. Doszedłem do placu, skąd dochodziły wybuchy. Okazało się, że ktoś odpalał petardy. Było to trochę dalej od zgromadzonych na placu ludzi, ale na tyle blisko, by ich wystraszyć. W tym samym czasie to samo wydarzyło się w innym miejscu Paryża – opisuje tarnowianin.

Tadeusz Koniarz mówi, że Paryż powoli powraca do dawnego życia: dzieci puszczają statki w kanale Saint Martin, a mężczyźni zwyczajowo grają w kule. Jednak do normalności jeszcze daleko, wozy rozmaitych służb nadal jeżdżą na sygnałach w dzień i w nocy, wzmocniono też posterunki wojskowe przy zabytkach i obiektach żydowskich. Wśród mieszkańców pozostało przerażenie i napięcie. Przybywa zniczy i kwiatów w miejscach, gdzie doszło do tragedii. Pojawiają się tablice z napisami zachęcającymi do walki z przemocą, jednoczenia wszystkich ludzi przeciwko terroryzmowi i pozostawienia Paryża takim, jaki jest.

Za: Kornelia Koba – tygodnik TEMI 25. XI 2015    

Ryszard Zaprzałka

Zdjęcia - Marta Garcia Darowska, Łukasz Kocoł (profil T. Koniarza na FB)