Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Rozświetlony Jerzy Martynów

Ci, co byli w poniedziałek 7 września w muzealnej Galerii „Piwnica pod Trójką” w Rynku, z pewnością przyznają mi rację – takiego wernisażu nie było w Tarnowie od lat. Mowa o obchodzącym jubileusz 30-lecia pracy artystycznej Jerzym Martynowie – wybitnym malarzu ale też rzeźbiarzu, grafiku i wziętym architekcie wnętrz. Takich tłumów, tylu znakomitych gości, artystów-autochtonów i z różnych stron Polski, m.in. z Łodzi i Gdańska oraz z zagranicy dawno tam nie widziano. Tylu laudacji, oracji oraz toastów nie pamiętam z żadnego z wernisaży na przestrzeni ostatnich kilku lat. Zaskoczony ale i mocno wzruszony był sam dostojny jubilat, który retrospektywnie wspominał swój Tarnów, m.in. cenioną polonistkę z plastyka prof. B. Wiatr oraz próbował wyjaśnić klucz, którym kierował się przy wyborze 30 prac na swoje 30-lecie, aliści wyraźnie widać było, że kierował się sercem i intuicją, a nie mędrca szkiełkiem i okiem. Liczba 30. to jak się okazało niejedyna acz najmniejsza, jaka padła tego magicznego wieczora – doliczono się jeszcze 40. wystaw zbiorowych i 50. Indywidualnych mistrza. - Pana malarstwo, mistrzowskie pod względem technicznym i zachwycające kolorystyką, zaspokaja tkwiącą w ludziach tęsknotę do piękna – podkreśliła Krystyna Latała, pełnomocnik prezydenta ds. kultury.- Jest Pan artystą wpisanym od lat w pejzaż kulturalny naszego miasta, powszechnie znanym, cenionym i lubianym, z którego wszyscy jesteśmy dumni… . Poza słowami uznania jubilata uhonorowano okolicznościowym dyplomem oraz Tarnowskim Dukatem – nagrodą wręczaną postaciom wybitnym, za szczególne zasługi dla miasta. Były piękne kobiety, kwiaty i dobre wino…

Bohater ostatniej edycji muzealnego cyklu „Tarnowscy Artyści w Galerii Muzealnej” maestro Jerzy Martynów  urodził się w Tarnowie w 1956 roku. Edukację artystyczną rozpoczął w tarnowskim Liceum Sztuk Plastycznych, a następnie kontynuował w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, na Wydziale Malarstwa i Architektury Wnętrz.  Dyplom uzyskał w 1985 roku w pracowni prof. Włodzimierza Buczka. Po ukończeniu studiów wrócił do Tarnowa, gdzie zamieszkał na stałe i zajął się działalnością artystyczną. W roku 1988 założył Grupę TA (Tarnowscy Artyści), która skupiała młodych tarnowskich artystów. Przez kilka lat wspólnie organizowali wystawy zbiorowe i indywidualne w Towarzystwie Przyjaciół Ziemi Tarnowskiej, mającym wtedy siedzibę w przy ul. Wałowej 10.

Na co dzień zajmuje się malarstwem, rzeźbą, grafiką użytkową i architekturą wnętrz, tworzy również małe formy architektoniczne. Na swoim koncie posiada ogromny dorobek zarówno w dziedzinie malarstwa jak i innych dziedzin sztuki.  Zorganizował ponad 50 wystaw indywidualnych, uczestniczył w ponad 40 zbiorowych. Swoje prace pokazywał nie tylko w kraju (m.in. w Tarnowie, Warszawie, Miechowie, Gdańsku, Gdyni, Zakopanem, Poznaniu, Kruszwicy, Inowrocławiu), ale również za granicą, m.in. we Francji, Danii, Niemczech, Kanadzie,  Belgii, Chinach i na Litwie.

   

Jako architekt wnętrz jest autorem wielu zrealizowanych stylowych i nowoczesnych projektów wnętrz. Znajdują się one w Tarnowie, Krakowie, Zakopanem, Warszawie, Gdańsku i Poznaniu, oraz za granicą: we Frankfurcie, Paryżu, Chartres.

W roku 2011i 2012 swoje prace pokazywał w Siedzibie Stałego Przedstawicielstwa RP przy Radzie Europy w Strasburgu. Pierwszy raz wspólnie ze Stanisławem Westwalewiczem, a drugi z dr Januszem Orzechem, debiutującym w świecie sztuki, cenionym tarnowskim fizjoterapeutą, doktorem - rehabilitantem w Szpitalu Wojewódzkim im. Św. Łukasza. Obu połączył  wręcz mistyczny stosunek do koloru i światła oraz… groźny wypadek, jakiemu uległ Jerzy Martynów podczas narciarskiej eskapady w Alpach. Rehabilitacyjna relacja fizjoterapeuty z pacjentem szybko zamieniła się w artystyczną przyjaźń, której pięknym zwieńczeniem był strasburski wernisaż.

Ta tarnowska Victoria  naszych artystów w Strasburgu, to głównie zasługa międzynarodowej renomy malarstwa Jerzego Martynowa , który więcej czasu spędza na plenerach i artystycznych podróżach po południu Europy – dopiero co wrócił z Toskanii i Rzymu,, niż w naszym galicyjskim miasteczku. Na palcach jednej ręki można wyliczyć wystawy Jerzego Martynowa, jakie odbyły się w ostatnich latach w Tarnowie: Restauracja „Pasaż”, Galeria „Hortar”,  Muzeum Okręgowe… . Każda z nich była wydarzeniem gromadząc tłumy miłośników dobrego malarstwa, sztuki w ogóle.

 

Jako architekt wnętrz jest autorem wielu zrealizowanych stylowych i nowoczesnych projektów wnętrz. Znajdują się one w Tarnowie, Krakowie, Zakopanem, Warszawie, Gdańsku i Poznaniu, oraz za granicą: we Frankfurcie, Paryżu, Chartres, wprowadzając doń elementy inspirowane historią sztuki, głównie epoką modernizmu. Jak sam mówi: „Sztuka i tzw. działalność komercyjna funkcjonują w moim przypadku dwutorowo. Architektura wnętrz też jest sztuką tyle, że użytkową, ale na etapie koncepcji daje zawsze wiele satysfakcji”.

Twórczość Jerzego Martynowa w tym zakresie ewoluowała od malarstwa bardzo realistycznego i zdyscyplinowanego poprzez eksperymenty poszukiwawcze do wyrafinowanego ekspresjonizmu, aczkolwiek zawsze była to, jest i taką mam nadzieję pozostanie - sztuka prawdziwa. Nic to, że komercyjna, jak mawiają nieliczni malkontenci. Ważne, że prezentuje najwyższy poziom artystyczny i solidne rzemiosło. W Jego malarstwie dominują impresjonistyczne pejzaże świadczące o wręcz nieograniczonych możliwościach warsztatowych artysty. Wydaje się on być pod dużym wpływem impresjonisty Bonnarda, malarza – nabisty. Podobnie, jak on, prowadzi Martynów symultaniczną grę z czasem i światłem, rytmem i kolorem -  utrwalając pędzlem w pamięci obrazów swoje malarskie  iluminacje i wspomnienia.

   

Jerzy Martynów to artysta totalny – malarz i mistrz dla wielu swoich uczniów z tarnowskiego „plastyka”, dla których wymyślił cykl wystaw zatytułowanych „Mistrz i uczeń”. To człowiek obdarzony tzw. iskrą Bożą, naznaczony talentem, wypróbowany przyjaciel wielu, żyjący „po swojemu”, w harmonii z otaczającą go przyrodą i ludźmi. Mimo, iż jest Obywatelem Świata nie wyobraża sobie życia poza Tarnowem, gdzie zbudował znany z gościnności dom wyglądający jak obraz… Zamieszkał w nim z synem Michałem i ukochaną żoną Ewą. Zapał do jego urządzania zgasł nagle wraz z … Ewą. – To był dom dla niej, lubiła go, nie chciało jej się stąd ruszać. Oddałbym wszystko, aby Ewa była – zwierza się w książce „Zwyczajni Niezwykli” Krzysztofy Bik – Jurkow. A malarz Witold Pazera dopowiada -  „Jego malarstwo jest dopełnieniem, dopowiedzeniem obrazu człowieka, który kocha życie, wiosenny plener, słońce Prowansji i jesienny polski deszcz”.

W Galerii „Pod Trójką” w jubileuszowym zestawie pokazał w głównej sali prace typowo tarnowskie, m.in. urokliwy dworek przy ul. Batorego – dziś będący w ostatnim stadium skandaliczną ruiną oraz jedną pracę francuską… W tym miejscu – jak mówił, bywa regularnie co roku i zawsze maluje je od nowa… Zaś w kolejnych piwnicznych salonach zawiesił  kilkadziesiąt  obrazów przedstawiających rozświetlone, słoneczne pejzaże z Włoch, Francji i Grecji. Jego, mistrzowska, realistyczna interpretacja natury wzrusza nastrojowością i zjawiskowością tematycznych ujęć ciepłych pejzaży. Cechuje je dbałość o szczegóły, rytmiczność barwnych plam oraz kontrastowe przedstawienie światła i cienia. Estetyczna, staranna oprawa obrazów podkreśla zamiłowanie do klasycznego kanonu piękna. Artysta określa siebie jako kontynuatora koloryzmu, nurtu nazywanego tez Kapizmem. Jest  to kierunek malarski, który wykształcił się i zdominował polską sztukę w drugiej dekadzie dwudziestolecia międzywojennego. Nazwa pochodzi od skrótu "Komitetu Paryskiego", czyli Komitetu Paryskiej Pomocy dla Wyjeżdżających Studentów na Studia Malarskie do Francji, zawiązanego w 1923 roku przez Józefa Pankiewicza na krakowskiej ASP. Jerzy Martynów identyfikuje się z tym nurtem bardzo głęboko, chętnie malując pejzaże bezpośrednio obcując z naturą. W tym celu wyjeżdża do słonecznych krajów, które inspirowały również pionierów tego kierunku w sztuce.  Kolor był dla nich ważniejszy od konstrukcji, decydował  o nastroju dzieła. Jak sami mawiali – kształtowali formę kolorem. Nie używali czarnej barwy, światło przedstawiali ciepłymi barwami, natomiast cienie zaznaczali chłodnymi odcieniami barwy nieba.  Malowali w sposób prosty, unikając symboliki, dwuznaczności i wpływów historii czy literatury. I Jerzy Martynów jest takim właśnie malarzem, którego twórczość wzrusza wirtuozerią techniczną i olśniewa kolorystycznym rozmachem,  pozytywnie motywując i rozjaśniając nasze życie…

 

Ryszard Zaprzałka

Zdjęcia – Paweł Topolski