Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Habi

czyli wystawa, której miało nie być...

Jeszcze tylko przez kilka dni, dokładnie do niedzieli 11 lipca oglądać można w Pałacyku BWA w Parku Strzeleckim niezwykłą wystawę prac znanego i powszechnie lubianego tarnowskiego artysty Tomka Habiniaka (1965-2020). Trwająca od połowy maja, przez cały czerwiec i przedłużona praktycznie do połowy lipca ekspozycja grafik, karykatur, obrazów i pamiątek rodziny oraz przyjaciół tego oryginalnego twórcy cieszyła się sporym zainteresowaniem tarnowian. A mogło jej właściwie nie być z racji polityczno-pandemicznych powodów (prace nad nią zostały wstrzymane na ponad pół roku, początkowo planowano ją na zeszłoroczną Talię). I tylko dzięki determinacji rodziny i przyjaciół Tomka oraz życzliwości dyrekcji BWA, głównie komisarza wystawy Piotra Kukli i przygotowującej katalog Joanny Janik udało się rzecz całą doprowadzić do szczęśliwego finału. Szkoda tylko, że z przyczyn obiektywnych (finanse) dotąd nie ukazał się katalog dokumentujący te wyjątkową, retrospektywną wystawę, aliści potencjalni sponsorzy deklarują, że to tylko drobne opóźnienie i album się pojawi...  

W tym roku skończyłby 57 lat. Miał wielkie serce i mocną głowę oraz równie wielki talent. Był znakomitym rysownikiem i grafikiem ale przede wszystkim karykaturzystą. Jednym z ostatnich, co tak kreską wodził, a raczej uwodził liczną rzeszę odbiorców swoich prac. W Tarnowie był w swojej maestrii bezkonkurencyjny ale przez swoje rodzinne miasto bezapelacyjnie odrzucony i wręcz urzędowo bojkotowany. Wystarczy powiedzieć, że nigdy nie miał w Tarnowie swojej wystawy, a przecież stworzył kilkaset oryginalnych prac plastycznych. Przez lata 2005-2015 Habi był dobrym duchem tarnowskiej bohemy, kolorowym ptakiem lokalnej cyganerii. Nie ukończył żadnej szkoły plastycznej, był absolwentem I LO, imał się różnych zajęć, m.in. był zaopatrzeniowcem w teatrze, prowadził własną agencję reklamową, był barmanem. Miał niesłychaną łatwość tworzenia. Był utalentowanym ilustratorem i grafikiem komputerowym - przez lata co tydzień publikował swoje satyryczne rysunki m.in. w „Echu Tarnowa”, projektował strony internetowe i portale. To dzięki niemu powstał m.in. nasz portal i pierwsze tomiki moich wierszy (3 z 9). Pamiętam jego wakacyjne wypady do Krynicy, gdzie przez letnie miesiące, niczym Nikofor, przesiadywał na krynickim deptaku sprzedając swoje rysunki i portretując chętnych kuracjuszy i turystów. Był wielkim czcicielem Bachusa, nic też dziwnego, że chętnie bywał barmanem w knajpkach na Rynku i wokół Starówki. Bardzo lubili go podobni do niego „popaprańcy”, z wielką wyrozumiałością wysłuchiwał ich zwierzeń, polewał i rozgrzeszał... Umiał słuchać ale też był niezrównanym gawędziarzem i  facecjonistą. Mimo pozornej szorstkości był bardzo wrażliwy - prawdziwy „brat łata”. Żył szybko, bezkompromisowo, nie dbał o siebie i swoje zdrowie. Nigdy nie założył rodziny - był samotnym wilkiem i autsajderem  z wyboru. Był wolny ale nieuleczalnie chory na sztukę, co zaowocowało trwałym defektem jego serca. I to ono zatrzymało się w niedzielę 5 stycznia w szpitalu, gdzie trafił w wigilię 24 grudnia i skąd już nie wrócił do bloku przy ulicy Lwowskiej gdzie mieszkał wraz z matką. Niedawno odszedł jego brat, a teraz w rozpaczy pozostawił mamę,  siostrę i siostrzeńców, którzy go uwielbiali... oraz garstkę przyjaciół. Jak na człowieka orkiestrę przystało uwielbiał bluesa i jazz oraz kochał bezwarunkowo Pink Floyd-ów...

Poznaliśmy się w latach osiemdziesiątych podczas wspólnej pracy w Tarnowskim Teatrze (dyrektorem był tam wówczas Ryszard Smożewski), gdzie on był zaopatrzeniowcem a ja terminowałem na tzw. zapleczu. Później na kilka lat straciliśmy się z oczu aby odnaleźć się w redakcji popularnego i wówczas jedynego w Tarnowie kolorowego tygodnika „Echo Tarnowa” - był jego redaktorem graficznym a ja dziennikarzem zajmującym się kulturą i sztuką. To był dla nas szczęsny czas, to tam zaprzyjaźniliśmy się na dobre i złe... Później były kolejne redakcje: TEMI, „Nowy Tygodnik”, tygodnik „Bez Cenzury”, „Miasto i Ludzie”. Razem też zakładaliśmy i redagowaliśmy dwa kolorowe tarnowskie miesięczniki: „Tratwa” i „Teraz”. Wszystkie te byty prasowe Tomek oprawiał graficznie a ja relacjonowałem na ich łamach wszystko to, co w tarnowskiej kulturalnie trawie piszczało...

Potem przez lata współtworzyliśmy portal www.tarnowskikurierkulturalny.pl , którego wysoki poziom graficzny to zasługa Tomka.
Podobnie, jak graficzna uroda pierwszych tomików moich wierszy, do których wykonał znakomite ilustracje, będące same w sobie dziełami sztuki plastycznej.

W ostatnich latach Tomek zasłynął jako utalentowany karykaturzysta, miał mnóstwo zleceń od miejscowych celebrytów, znanych biznesmenów i przedsiębiorców, polityków i działaczy. Jego kolorowe karykatury robiły prawdziwą furorę, jako prezenty - niespodzianki oraz jubileuszowe suweniry, co pozwalało mu na jakie takie finansowe trwanie a raczej przetrwanie. W sumie stworzył ich grubo ponad setkę.

Projektował również i tworzył wysmakowane plastycznie kalendarze i ilustracje.

Wspólnie także działaliśmy w duszpasterstwie akademickim w Tarnowie, m.in. przy kolejnych edycjach Festiwalu Vitae Valor. Mieliśmy też swój znaczący wkład w pierwsze edycje Festiwalu „Bravo Maestro” w ówczesnym Centrum Paderewskiego Tarnów Kąśna Dolna za czasów dyrekcji nieodżałowanej Ani Knapik.

Tyle razem dróg przebytych, tyle ścieżek wydeptanych, tyle browarów obalonych... A teraz Cię już nie ma!

Tomku! Czy to oznacza, że już nigdy nie wypijemy piwa, nie posprzeczamy się o żaden projekt, mecz, nie spotkamy się pod Kauflandem, nie pośmiejemy się z otaczającego nas świata.
Odszedł szczery furiat, wesoły facet i zarazem wrażliwy artysta. Do końca byłeś sobą! Lubiłeś zaskakiwać... więc i tym razem nie było inaczej!

I takiego Habiniaka będziemy pamiętać.

Ryszard Zaprzalka