Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Otulone ciszą

Takie mocno romantyczne i klimatyczne są oryginalne prace tarnowskiej artystki Oliwi Smoleń, jakie od soboty 27 lutego można oglądać w Pałacyku BWA w Parku Strzeleckim. Wtedy włąsnie miał miejsce ich wirtualny wernisaż -  relacje dostępne są na fanpage’u BWA, ich kanale YouTube oraz w telewizji Starnowa.TV. Obecna wystawa jest nagrodą  VII Salonu BWA Tarnów 2020, na którym Oliwia zdobyła Nagrodę Publiczności za pracę “Wiosna”, zaś wcześniej została laureatką Nagrody Prezydenta Miasta Tarnowa. Młoda artystka, absolwentka Ogólnokształcącej Szkoły Sztuk Pięknych w Tarnowie, obecnie jest studentką 4 roku Wydziału Malarstwa w pracowni prof. Mirosława Sikorskiego krakowskiej ASP w Krakowie. Artystyczną dominantą jej twórczości są na obecnym etapie głównie portrety i autoportrety i to one wypełniają obecną tarnowską ekspozycję. "W mojej twórczości – mówi Oliwia Smoleń, wiodącym tematem jest człowiek. Prócz tego inspirację stanowi dla mnie malarstwo dawnych mistrzów oraz sztuka XIX wieku. W ostatnich pracach odnosiłam się między innymi do Prerafaelitów i angielskiego ruchu Arts and Crafts i Williama Morrisa, w tym także do wanitatywnej symboliki baroku, ale mimo nawiązywania do czasów minionych staram się zawrzeć w moich obrazach pierwiastek współczesności." Aktualnie artystka współpracuje z galerią Zofii Weiss oraz galerią Dystans w Krakowie.

O swoich pracach mówi: Odkąd pamiętam uwielbiam otaczać się pięknymi przedmiotami i największą satysfakcję daje mi oglądanie obrazów, które pozwalają mi się zachwycić. Nie muszą być one „ładne” w konwencjonalny sposób, ale najczęściej to właśnie realizm robi na mnie ogromne wrażenie. Sposób wykonania, czasochłonna technika, bogactwo kolorów lub wręcz odwrotnie, (…) ograniczenie palety, oddanie faktury za pomocą kilku pociągnięć pędzla – to wszystko mnie zachwyca, jako malarkę i jako obserwatorkę.


Poniżej fragmenty wywiadu z Oliwią Smoleń przeprowadzonego 13 sierpnia, 2020 przez Katarzynę Joanna.

Opowiedz mi o swoich artystycznych początkach- czy malowałaś od najmłodszych lat? Kiedy zrozumiałaś, że to jest „to” i że chcesz wiązać z malarstwem swoją przyszłość zawodową?

Gdyby jeszcze kilka lat temu ktoś powiedział mi, że będę zajmować się malarstwem – nie uwierzyłabym mu i na pewno bardzo bym się z tego śmiała. Przez większość swojego życia bardzo nie lubiłam malować, chociaż dziś może się to wydawać zabawne. Oczywiście od dziecka zajmowałam się rzeczami związanymi ze sztukami plastycznymi, bardzo lubiłam rysować. Jak większość dzieci tworzyłam coś, co trudno nazwać sztuką. Później, przez większość mojego bardziej świadomego życia, kiedy wiedziałam, że chcę się rozwijać twórczo, zdecydowanie bardziej niż malarstwo, interesował mnie rysunek i inne techniki. Chodziłam do ogólnokształcącej szkoły sztuk pięknych w Tarnowie i tam przez 3 lata uczęszczałam na zajęcia z reklamy wizualnej i byłam właściwie pewna, że pójdę na grafikę. Jednak w ciągu tych trzech lat zobaczyłam, że nie odnajduję się za bardzo w programach graficznych i przez to zaczęłam ostatecznie wątpić w swój plan dotyczący pójścia na ten kierunek, bo wiedziałam, że prócz grafiki warsztatowej będę musiała sprawdzić się również w pracy w takich programach. Wciąż nie myślałam wtedy o malarstwie w kategoriach „zawodu”. Wtedy za „zawód” uważałam takie profesje jak grafik, projektant, a wszystkie pozostałe twórcze zajęcia definiowałam raczej jako pasję. W związku z tym, że nie bardzo byłam w stanie się odnaleźć po liceum i nie wiedziałam, co dokładnie chciałabym robić w życiu, postanowiłam zrobić sobie rok przerwy. Potrzebowałam czasu na przemyślenie sprawy, nie chciałam podejmować studiów artystycznych na siłę. Był to dla mnie czas poszukiwań. Zdarzało mi się robić różne małe projekty, na przykład projektowałam okładki płyt dla znajomych, ale nie czułam, żebym była w tym bardzo dobra. Jestem dość ambitną osobą i wolę skupiać się tylko na tych rzeczach, które robię naprawdę dobrze. Miałam w życiu epizody z innymi dziedzinami sztuki- grałam na instrumencie, zajmowałam się też tańcem, ale wciąż czułam, że to nie jest „to”. W końcu trafiłam do prywatnej pracowni Grafor, prowadzonej przez absolwentów krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, głównie przez grafików, ale nie tylko. W pracowni próbowałam odnaleźć się na nowo, szukałam rzeczy, które naprawdę mnie interesują. Właśnie tam ktoś zauważył we mnie potencjał malarski, przy okazji pracy nad martwą naturą. Bardzo utkwiło mi to wtedy w pamięci i zaczęłam zastanawiać się wtedy nad malarstwem. Zaczęłam wtedy dużo więcej malować. Było to dla mnie z początku trudne, bo w liceum plastycznym namalowałam mało obrazów, myślę, że można by je policzyć na palcach jednej ręki. Początki były więc dla mnie niełatwe, a prace, które powstawały były chaotyczne i bardzo się różniły od tych, które tworzę teraz. Dopiero wtedy poznałam tak naprawdę czym jest malarstwo olejne, w jaki sposób używać tych farb, jak mieszać je z medium i tak dalej. Gdy już poznałam te podstawy okazało się, że te farby nie są wcale aż tak straszne. Nie dostałam się na malarstwo za pierwszym razem, ale przyznam, że wtedy nadal nie byłam w stu procentach pewna, czy chcę to robić. Na egzaminie nie walczyłam za bardzo o siebie i nie byłam nastawiona na to, że pójdę tam na studia. W tym okresie bardzo interesowała mnie teoria i postanowiłam pójść na historię sztuki. Jednak po pół roku stwierdziłam, że nie jestem w stanie wyobrazić sobie siebie jako historyka sztuki. To wtedy nastąpił moment, w którym stwierdziłam, że chcę podejść na poważnie do kolejnych egzaminów na malarstwo i przygotowałam ciekawą teczkę. Wiedziałam też czego mogę się spodziewać na egzaminie. Przez pół roku ćwiczyłam zadania, które mogły się na nim pojawić. Dostałam się wtedy z drugą lokatą.

Czy szybko odnalazłaś się na Akademii?

Pierwszy rok był dla mnie trochę trudny. Czułam się dziwnie z tym, że na roku ze mną były osoby młodsze ode mnie i że tak szybko udało im się znaleźć własną drogę, a ja nadal byłam dość zagubiona. Nie wiedziałam wtedy co chcę malować, nie miałam jeszcze określonego stylu, w którym dobrze bym się czuła. Na szczęście po pierwszym roku zrozumiałam co chcę w sobie rozwijać. Przede wszystkim postanowiłam iść w technikę. Uważam, że jest to klucz do tego, żeby być dobrym artystą malarzem. Z tradycyjnego malarstwa figuratywnego zawsze można zrezygnować na rzecz czegoś innego. Wystarczy spojrzeć na wczesne prace Picassa. Gdy wie się o tym, że potrafił on malować w sposób realistyczny, zupełnie inaczej patrzy się na jego późniejsze prace. Właśnie dlatego tak bardzo zależy mi na dobrym warsztacie. W razie gdybym kiedyś z jakiegoś powodu zapragnęła robić coś innego, to mogłabym to robić z pełnym przekonaniem, że jest to mój wybór. Mam jednak świadomość, że nie każdy ma taką potrzebę i być może inni artyści wcześniej odkrywają, że nie jest im po drodze z klasycznym malarstwem. Dla mnie dobry warsztat jest jednak niezwykle istotny.

Patrząc na Twoje ostatnie prace można chyba powiedzieć, że odnalazłaś już swój styl i swój temat, w którym czujesz się dobrze. Kiedy to nastąpiło?

Myślę, że właśnie po pierwszym roku. Zawsze interesował mnie człowiek, natomiast to się zdecydowanie wzmocniło wraz z pójściem na studia. Wcześniej też zdarzało mi się rysować portrety. Nawet gdy rysowałam inne motywy, to zawsze gdzieś pojawiała się postać. Na studiach obrałam to za główny temat moich prac. Wydaje mi się, że wynika to z tego, że bardzo lubię skupiać swoje kompozycje wokół pojedynczych obiektów czy tematów. Najczęściej stawiam w centrum zainteresowania jedną osobę lub przedmiot. Jak widać, kompozycje moich prac nie są szczególnie rozbudowane. Po pierwszym roku zdałam sobie sprawę z tego, co powinnam ograniczyć, żeby czuć się dobrze z tym, co maluję i żeby malarstwo sprawiało mi przyjemność. Właśnie wtedy doszłam do wniosku, że musi to być portret, że musi to być człowiek. Nic nie fascynuje mnie bardziej niż człowiek. Robię też dużo autoportretów, ale to wynika głównie z tego, że niezbyt często mam innych modeli pod ręką, więc zdecydowały o tym względy praktyczne. Ale nie będę też kłamać- naprawdę lubię malować autoportrety. Dzięki studiom moje zainteresowania stały się dla mnie bardziej klarowne. Dostęp do pracy z modelem i to, że miałam bardzo dużo czasu na eksplorację swoich zainteresowań i na pracę nad obrazami okazały się być kluczem do odnalezienia własnej drogi. Przypuszczam, że portret zawsze będzie stanowił najważniejszą część mojej twórczości, ale nie wykluczam, że jego forma będzie się zmieniać albo w pewnym momencie pójdzie w innym kierunku. Być może sięgnę po rozwiązania, których się wcześniej nie spodziewałam.

Skąd czerpiesz inspiracje do swoich prac? Twój styl jest dość charakterystyczny i zastanawiam się, czy coś konkretnego Cię zainspirowało- na przykład prace innego malarza albo wystawa, która zapadła Ci w pamięć?

Na pewno nie jest to żadna jedna osobowość artystyczna czy wystawa. Ale- jakkolwiek by to nie brzmiało- ja zawsze lubiłam piękne rzeczy. Jestem estetą. Bardzo lubię otaczać się estetycznymi rzeczami. Często zachwycam się pieczołowitością, z jaką są wykonane niektóre przedmioty. Zawsze robiło to na mnie ogromne wrażenie. Bardzo lubiłam takie kierunek jak secesja czy też prace prerafaelitów. Wszystkie ruchy z nimi związane opierały się na sztuce rzemieślniczej- nie tylko na malarstwie, ale także na pięknych przedmiotach. Wydaje mi się, że moje malarstwo wynika właśnie z tego, że lubię otaczać się pięknymi rzeczami, które wzbudzają we mnie jakieś pozytywne emocje, zachwyt. Jednym z moich celów jest robienie czegoś podobnego w stosunku do innych ludzi. Bardzo bym chciała, żeby ludzie mając moje obrazy w domu czuli podobne rzeczy co ja, patrząc na rzeczy, które ja uwielbiam. Chciałabym móc wzbogacać estetycznie doznania innych ludzi i ich domy. Nie jest też tak, że chodzi mi wyłącznie o wygląd tych rzeczy. Mam też pewne inne założenia, jest też klimat, do którego dążę. Zależy mi na określonej atmosferze moich obrazów. Zdarza mi się realizować prace, które nie są takie stereotypowo piękne, mam czasem ochotę przedstawiać różne emocje. Czasem maluję „dziwne” postaci, ale warto zaznaczyć, że zawsze robię to w sposób realistyczny i staram się, by całość miała w sobie coś ciekawego dla odbiorcy, tak aby można było docenić te obrazy również za warsztat. Nie jestem jednak jednym z tych artystów, którzy bronią się przed odbieraniem sztuki jako czegoś, co może być po prostu piękne i co może sprawiać przyjemność. Według mnie może to być celem sztuki. I wręcz do tego dążę, bo sama najbardziej cenię właśnie taką sztukę. Nie wykluczam jednak eksperymentów i czasem trochę uciekam od „pięknej sztuki dla przyjemności”, bo nie zawsze ta forma pozwala mi osiągnąć pożądany efekt – warto jednak podkreślić, że wtedy także myślę o odbiorcach.

Pytanie, które musi paść- masz swoich ulubionych malarzy?

Trudno wymienić wszystkich. Z takich, którzy od razu przychodzą mi do głowy, muszę na pewno wymienić Dante Gabriela Rosettiego. Bardzo cenię sobie jego portrety. Niezmiernie lubię też Klimta i Muchę. Wiem, że to takie typowe, ale po prostu uwielbiam secesję. Z polskich artystów bardzo lubię Annę Bilińską i niezwykle mi smutno, bo mam wrażenie, że jest niedoceniana. Uważam, że jest ona świetną portrecistką, świetną malarką i w niesamowity sposób potrafi uchwycić emocje. Oczywiście uwielbiam też Caravaggio. Duże wrażenie robi na mnie także malarstwo Estebana Murillo. Z polskich współczesnych malarzy dużą inspiracją jest dla mnie Agnieszka Nienartowicz. Podoba mi się także malarstwo Ewy Juszkiewicz i jej surrealistyczne przedstawianie kobiet. Lubię także Daniela Covesa, jego prace mocno mnie inspirują. Bardzo wielu jest wspaniałych artystów, pewnie nie dam rady wymienić wszystkich. Oczywiście jedną z najważniejszych postaci, które mnie inspirują jest William Morris. Bez niego nie powstałaby większość obrazów, które namalowałam.

Jak to się stało, że zainteresowałaś się Morrisem?

Przez długi czas tła moich obrazów były „puste”. Tak jak mówiłam wcześniej- chętnie skupiam się na jednym obiekcie. Lubiłam i nadal lubię „plakatowy efekt” portretów z jednolitym tłem, ale nie ukrywam, że często też po prostu nie miałam na nie ciekawego pomysłu. Jednak na trzecim roku studiów zmieniłam pracownię i poszłam do innego profesora. Stwierdziłam wtedy, że jednak to trochę niemądre tak zawsze omijać malowanie tła. W ramach ćwiczenia swojej cierpliwości postanowiłam pobawić się trochę w ornamentykę. Chciałam wybrać motywy, które po prostu mi się podobają i które lubię- wtedy pracuje się dużo przyjemniej. Mój wybór padł na Williama Morrisa. Uznałam, że jeśli poradzę sobie z Morissem, to już potem poradzę sobie ze wszystkim. Bardzo wysoko zawiesiłam sobie poprzeczkę. Poradziłam sobie z tym całkiem nieźle i postanowiłam namalować więcej obrazów w tym stylu. Myślę też nad tym, żeby wymyślić swoje ornamentalne wzory, które będą stanowić tło kolejnych prac. Nie ukrywam, że Morris w pewnym sensie zmienił moje życie, bo największe zainteresowanie moimi pracami pojawiło się właśnie po tym, gdy namalowałam swój pierwszy obraz w tym stylu.

Na podstawie materiałów BWA Tarnów oraz FB (profil autorki prac)

Ryszard Zaprzałka
foty- Paweł Topolski (www.tarnow.pl)

Niezwykłe, że to jest fotografia obrazu, a nie tylko fotografia. Tyle szczegółów: powtarzalnych detali materiału bluzki, cieni, załamań jedwabistego materiału tła, kosmyków włosów, pierzastości bazi - jestem pod wrażeniem Pani talentu. (ama Ra)