Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

3 na 3 czyli pomiędzy 2 a 3 jest 1825 dni

 Pokaz premierowy „TodMachine” - 3 grudnia, Kino „Marzenie” w Tarnowie.

Kiedy pięć lat temu dwaj panowie – Bogusław Kornaś  i Grzegorz Stokłosa - w zdawać by się mogło niezobowiązującej rozmowie rzucili pomysł nakręcenia filmu, nikt nie podejrzewał, że to „na poważnie”. Pierwsze przymiarki mówiły o tygodniu pracy, a pierwsze pomysły scenariuszowe były tak szalone, że również ich autorzy traktowali je z przymrużeniem oka. Tydzień zamienił się w miesiąc, ten w rok, a potem to już poooszło! W efekcie projekt powstawał  pięć lat i wzięło w nim udział ponad 150 osób  pełniąc, swoją drogą, różne wymienne funkcje w realizacji filmu – od przenoszenia reflektora po bycie aktorem. Praca odbywała się o każdej porze dnia i roku. Były dni zdjęciowe ciągnące się tygodniami i były całe tygodnie, kiedy film „leżakował”. Ekipa realizacyjna przejechała dziesiątki kilometrów po samym Tarnowie i okolicach. Była też w Pilźnie, Nowym Sączu, Kolbuszowej, Parkoszu, Pleśnej oraz w okolicach Dubiecka. Zaliczono dziesiątki plenerów i więcej niż dziesiątki wnętrz. Film rejestrowano w budynkach szkolnych, fabrycznych, kościelnych, zamkowych i prywatnych. W piwnicach i na strychach, w pałacu i w wiejskiej chacie. Zarejestrowano około 500 godzin materiału filmowego, około 50 godzin  materiału muzycznego tła i napisano nie mniej jak 500 słów napisów filmowych. Jednej rzeczy tylko nie rejestrowano – mowy ludzkiej. Co zrozumiałe, bo szaleni twórcy filmu postanowili odrzucić 4D, albo i 44D i zrobić kino nieme. W filmie wykorzystano nie mniej jak 200 różnych kostiumów, a białej farby do charakteryzacji  twarzy zużyto ze dwa worki. Dlaczego 2 i 3 oraz 1825? To proste. Rozszyfrowując te liczby od tyłu: tyle dni liczy sobie pięć lat. 3 dnia grudnia zaplanowano premierę, a 2 to liczba tych, którzy to szaleństwo rozpoczęli, aby mogły to oglądać tysiące! O tym wszystkim rozmawiano podczas czwartkowej /1 grudzień/ konferencji prasowej, jaką organizatorzy projektu: reżyser Bogusław Kornaś i odtwórcy głównych ról Małgorzata Stankowska i Mateusz Żelazo zwołali w TCK.  Szkoda tylko, że prawie zupełnie zbojkotowały ją lokalne media, przybyło ledwie troje dziennikarzy… Tak więc było 3 na 3. Zauważalny był także brak kogokolwiek ze Stowarzyszenia Teatr Nie Teraz – opiekuna i koordynatora projektu.   

Czytaj więcej...

Czarno-białe kino nieme i jego nowe życie w Tarnowie

Zdawać by się mogło, że w dzisiejszej kinematografii królują efekty specjalne, krew i nagość, a bez tych elementów, mieszanych w różnych proporcjach, nie może współcześnie powstać żaden film. Nic bardziej mylnego! W ramach Stowarzyszenia Nie Teraz doprowadzono do finału Projekt TodMachine, którego autorami są Bogusław Kornaś, współpracujący z Teatrem Nie Teraz fotografik, filmowiec i dokumentalista oraz aktor TNT Grzegorz Stokłosa. „To wyjątkowa propozycja powrotu do kina niemego, do jakże ekskluzywnej czerni i bieli, do niespokojnego ducha niemieckiego ekspresjonizmu lat dwudziestych ubiegłego wieku, ale również do twórczych polskich osiągnieć pierwszych lat po odzyskaniu niepodległości” – przekonują twórcy niezwykłego filmu. Czarno-biały film powstawa Udział w projekcie, oprócz aktorów, wzięli również wolontariusze. W sumie ponad 150 osób. Wszystko po to, by pokazać nam w niepowtarzalny i wręcz nieznany wielu widzom sposób interesującą historię z wątkiem wojennym, miłosnym i kryminalnym w tle oraz wymykającą się ludziom spod kontroli maszyną.

Czytaj więcej...

Żył, aby robić filmy

Pogrzeb zmarłego w niedzielę 9 października  Andrzeja Wajdy - jednego z najwybitniejszych polskich reżyserów i ludzi kultury, odbył się dziś w środę, 19 października, na cmentarzu Salwatorskim w Krakowie. Uroczystości pogrzebowe poprzedziła msza św. w kościele  Ojców Dominikanów, podczas której wystawiono urnę z prochami reżysera. - Jego śmierć uzmysławia nam, że odszedł człowiek, po którym wyrwa nigdy nie zostanie zasypana. Żegnamy artystę na miarę Mickiewicza i Słowackiego, Chopina i Malczewskiego, Gombrowicza i Miłosza (...). I kto nam będzie teraz o nas opowiadał? Panie Andrzeju, kto? Razem z Wajdą odchodzi do przeszłości nasze "my", nasza nieinfantylna i niemegalomańska opowieść o sobie, mistrzowski obraz, w którym mogliśmy siebie poznawać i siebie kochać, coś, co nas tworzyło i łączyło. Odchodzimy, odchodzimy. Lato się w nas przełamało - mówił podczas odprawionej dzień wcześniej w Warszawie mszy ksiądz Andrzej Luter. Mistrz był kilkakrotnie w  Tarnowie, m.in. na Tarnowskiej Nagrodzie Filmowej oraz na zaproszenie, także już ś.p. Bogusława Wojtowicza w planowanym Młynie Sztuki /dawniej Szncera/.  Polskie kino bez Andrzeja Wajdy nie będzie już takie jak wcześniej...

Czytaj więcej...

Katolickie kino niszowe w mieście Leliwy

Reminiscencje z włoskiego filmu "Jak Bóg da" granego we wrześniu w „Millenium” czyli ateistyczna wizja katolicyzmu - pióra tarnowskiej poetki Justyny Babiarz. Filmowa kreacja pokazuje w jaki sposób katolicyzm widzą ateiści. Ilustruje ona między innymi grupę nazywaną we Włoszech bananowymi radykałami, którzy częstokroć z radością, przyjęliby wiadomość o tym, że ich syn jest homoseksualistą, ponieważ mogliby udowodnić otoczeniu, że są tolerancyjni. Zmartwiliby się natomiast bardzo nowiną o jego kapłańskim powołaniu i nie okazaliby w takiej sytuacji nawet cienia entuzjazmu. Reasumując – zaprezentowana w filmie współczesna, coraz częściej ateistyczna, zamożna klasa w ojczyźnie E. Falconiego woli, żeby ich potomek był gejem niż księdzem. Włochy są krajem o tradycji katolickiej, ale współcześnie zalewanym falą areligijności. Produkcja spotkała się z ciepłym przyjęciem w wielu krajach, również zupełnie różnych kulturowo od Italii czy Polski.

Czytaj więcej...