Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Filmowe Dionizje wg Magdy Zbylut - cz 5

30. Tarnowska Nagroda Filmowa | Dzień czwarty, 27 kwietnia 2016

Półmetek festiwalowych atrakcji za nami. Czwarty dzień był okazją do obejrzenia kolejnych projekcji konkursowych: „Ekscentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy” Janusza Majewskiego, „Obce niebo” Dariusza Gajewskiego i „Letnie przesilenie” Michała Rogalskiego. Można było również wysłuchać koncertu w namiocie festiwalowym zespołu The Cuts i Sayes. Ciekawym elementem była debata dotycząca specyfiki filmowego rynku dystrybucyjnego w Polsce. (ciąg dalszy poniżej)

Ach, muzyka...

o „Ekscentrykach, czyli po słonecznej stronie ulicy” Janusza Majewskiego (2015)

Film ten to znakomita opowieść o końcu lat 50., w której dominuje tęsknota światem Zachodu. Osią są perypetie jazzowego big-bandu założonego przez Fabiana. Zespół składa się z barwnych osobowości, samych ekscentryków pielęgnujących swoje dziwności i z szacunkiem znoszących dziwności innych.

Oczywiście pojawia się wątek miłosny Fabiana i Modesty. Piękna nauczycielka angielskiego z talentem wokalnym nieoczekiwanie znika, kiedy jej tajemnicza misja szpiegowska zostaje wykonana. Cóż, miłość jak miłość, zwyczajnie kolejna kobieta. Ważniejsza jest przecież muzyka, a uczucie do niej niezmienne.

Prawdziwie doborowa obsada. Ucztą było zobaczyć na ekranie Wojciecha Pszoniaka, Adama Ferencego, Wiktora Zborowskiego, Mariana Dziędziela, Macieja Stuhra, Sonię Bohosiewicz, Annę Dymną czy delikatnie już zapomnianego Zbigniewa Buczkowskiego. Film więcej niż przyjemny w odbiorze.

 

Machina systemowa

o „Obcym niebie” Dariusza Gajewskiego (2015)

„Obce niebo” to kolejna koprodukcja polsko-skandynawska, realizująca przygnębiającą historię. Tym razem mamy machinę systemową, dziesiątki procedur i nieugięte prawo, a do tego bezdusznych urzędników, dla których chwilowe problemy w domu są już pretekstem do tego, aby rodziców wysłać na terapię, a dziecko do zawodowej rodziny zastępczej.

Na ekranie śledzimy wzajemną walkę rodziców ze sobą i ich walkę o przywrócenie im dziecka. Decydują się na działanie poza prawem, ponieważ z punktu widzenia szwedzkiego zaplecza legislacyjnego porywają dziewczynkę.

Zachwyca Agnieszka Grochowska, która oszczędnymi środkami opowiada sobą historię matki, która podobnie jak córka, zupełnie nie odnajduje się w nowym miejscu zamieszkania. Świetnie też prezentuje się Basia Kubiak, filmowa 9-latka, która zostaje odebrana swoim rodzicom. Film bardzo dobry i bardzo ważny.

Wojna po raz enty

o „Letnim przesileniu” Mariusza Rogalskiego (2014)

Film „Letnie przesilenie” nie jest kolejną realizacją eksploatującą mit bohaterów czy mit wielkich zbrodniarzy. Ta opowieść jest o zwykłych ludziach, dwóch chłopcach czy już prawie mężczyznach, którzy mają po 17 lat, ale jeden jest niemieckim żandarmem, a drugi Polakiem, który pracuje jako pomocnik maszynisty. Możemy się domyślać, że gdyby nie ta różnica między nimi i wojna, to istnieje prawdopodobieństwo, że mogliby być przyjaciółmi.

Plusem filmu jest to, że nie ma w nim jednoznacznych postaci, wszystkie mają swoją wrażliwość i ciemne instynkty, które dochodzą do głosu w obliczu zagrożenia. Aktorskim atutem jest bez wątpienia Bartłomiej Topa i Agnieszka Krukówna.

Filmowe Dionizje wg Magdy Zbylut - cz.4

30. Tarnowska Nagroda Filmowa | Dzień trzeci, 26 kwietnia 2016

Trzeci dzień festiwalowy to kolejne projekcje konkursowe: „Na granicy” Wojciecha Kasperskiego, „Moje córki krowy” Kingi Dębskiej i „Czerwony Pająk” Marcina Koszałki. Prócz tego, widzowie mieli okazję wzięcia udziału w spotkaniu prowadzonym przez Ryszarda Jaźwińskiego z Marcinem Dorocińskim, Marianem Dziędzielem i Adamem Woronowiczem. /Ciąg dalszy poniżej/

Próba charakteru

o „Na granicy” Wojciecha Kasperskiego (2016)

Już na samym początku filmu jesteśmy świadkami istotnej sceny, w której bohaterowie potrącają sarnę i pojawia się konieczność dobicia zwierzęcia. Starszy syn przyjmuje z niechęcią naukę ojca, nie chce wiedzieć jak się robi. „Synek, bądź mężczyzną” – zwraca się do niego ojciec i jest to niejako kontrapunktem dla tego, co stanie się później, gdy do bazy dotrze były pogranicznik, a obecnie przemytnik.

Górskie odludzie miało być tym miejscem, gdzie ojciec i dwaj synowie na nowo ułożą swoje relacje. Reżyser zestawił dwa różne charaktery: młodszy z braci jest zadziorny, pewny siebie, odważny w swojej dziecięcej niewiedzy, starszy natomiast jest tchórzliwy, jakby za mało męski jak na surowość bieszczadzkiej natury. Obaj dojrzewają, przekraczają granicę, ponieważ konfrontują się z czymś nieznanym, a jednoznacznie złym.

Ciekawą postać wykreował Bartosz Bielenia. Nieco inaczej, niż w znanych nam do tej pory produkcjach zaprezentował się Marcin Dorociński. Na uwagę zasługują również zdjęcia Łukasza Żala.

Górska szczelina

O „Moich córkach krowach” Kingi Dębskiej (2015)

Kinga Dębska wzięła na warsztat relacje rodzinne w kontekście umierania. Mamy więc dwie siostry – jedna jest gwiazdą serialową, pewną siebie, trzymającą w garści swoje życie, druga dla odmiany jest rozchwiana emocjonalnie, nazbyt wrażliwa i w dodatku u progu choroby alkoholowej. Nie potrafią ze sobą rozmawiać. Ich wzajemne komunikowanie się to kronika tragikomicznych przypadków.

Wszystkie z ukazanych postaci są skoncentrowane głównie na sobie i swoich małych i wielkich problemach, chcą zawęzić swoje pole widzenia wyłącznie do przedmiotów swoich zainteresowań. Co ciekawe, w ich niby to poukładanym świecie wszystkim brakuje bliskości rodziny.

W filmie można zobaczyć brawurową rolę Mariana Dziędziela i Agaty Kuleszy. Niemniej ciekawa jest Gabriela Muskała. Zaskoczeniem jest zupełnie inna odsłona Marcina Dorocińskiego. Warto wspomnieć o spontanicznej reakcji tarnowskiej publiczności po projekcji, film otrzymał długie oklaski.

Zło wypłaszczone

o „Czerwonym Pająku” Marcina Koszałki (2015)

 

„Czerwony pająk” to kolejny obraz, który stanowi analizę zła w czystej postaci. Zaniedbana została niestety całkowicie psychologiczna strona i umotywowanie działań poszczególnych bohaterów. Historia inspirowana postacią Karola Kota niestety nie przeraża. Z perspektywy widza, taką historię przenosi się raczej w sferę abstrakcji, z którą nikt nie chce się konfrontować.

Film jest debiutem reżyserskim Marcina Koszałki, który do tej pory realizował się jako operator i dokumentalista.

 

Filmowe Dionizje wg Magdy Zbylut - cz. 3

30. Tarnowska Nagroda Filmowa | Dzień drugi, 25 kwietnia 2016

Festiwal rozpoczął się na dobre. Poniedziałek był szansą na obejrzenie 3 projekcji konkursowych, ale również szansą na wysłuchanie świetnego koncertu Piotra Zioły w namiocie festiwalowym na Rynku. Drugi dzień festiwalu dał także okazję na spotkanie z Janem Nowickim i Filipem Bajonem.

11 słów

o filmie „11 minut” Jerzego Skolimowskiego (2015)

11 słów to za mało, żeby opowiedzieć o tym, jak bardzo zły jest ten film.\

Dulska w trzech odsłonach

o filmie „Panie Dulskie” Filipa Bajona (2015)

Jedna Dulska to za mało dla Filipa Bajona. Reżyser potrzebował ich aż trzech, żeby pokazać jak ta bohaterka mogłaby się odnaleźć w różnych okresach czasowych. Dulska z 1914 roku to szablonowa, żywcem wyjęta z tekstu Zapolskiej kobieta, której największym zmartwieniem jest poprawność i nieangażowanie się. Jej córka, Dulska z 1954 roku,w dużej mierze powtarza schemat matki, choć istotnie nie charakteryzuje jej taka siła i posłuch całej rodziny. Ostatnia z Dulskich, czyli wnuczka Anieli stanowi całkowite przeciwieństwo swojej babki – chce opowiedzieć swoim własnym filmem historię swojej rodziny, z wydobyciem wszelkich szczegółów, ma to być ekshibicjonistyczne studium na miarę nowych czasów (około 1995 roku).

Film „Dulskie” został całkowicie zdominowany przez kobiety. Celnie obsadzono Krystynę Jandę w roli Anieli Dulskiej; jednocześnie bawi i przeraża. Świetnie zaprezentowała się także Katarzyna Herman, Sonia Bohosiewicz i Marianna Zydek.

„Dulskie” ogląda się z przyjemnością, głównie ze względu na kostiumową magię. Trzeba jednak wspomnieć, że jest to film rwany w narracji. Poza tym, Bajon daje sporo miejsca na uśmiech, ale zupełnie jak u Zapolskiej – wcale to wszystko nie takie zabawne.

Nie czuć nic

o filmie „Intruz” Magnusa von Horna (2015)

Debiut Magnusa von Horna to jeden z najbardziej wyczekiwanych tytułów Tarnowskiej Nagrody Filmowej. Film został doceniony na najważniejszym z polskich festiwali, czyli w Gdyni w ubiegłym roku za reżyserię. Jest to bardzo sprawnie zrealizowana opowieść o młodym chłopaku, który zabił swoją dziewczynę, za co trafił do poprawczaka. Kiedy zostaje zwolniony po dwóch latach z odbywania kary, stara się wrócić do normalnego życia, ale spotyka się z brakiem akceptacji.

Na uwagę zasługuje przede wszystkim Mats Blomgren (Ojciec), ale również Ulrik Munther (John). Polski akcent aktorski, czyli Wiesław Komasa niestety nie urzeka.

Klimat skandynawskiej prowincji, bliskość natury i mała gęstość zaludnienia stanowi dobre tło dla opowieści o wyobcowaniu, jako najbardziej surowej karze. Dla polskiego odbiorcy prawdopodobnie zbyt długo klaruje się historia. Według mnie nie jest to zarzut, że akcja raczej się sączy niż toczy. Dla cierpliwego widza zdecydowanie wart obejrzenia.

Filmowe Dionizje wg Magdy Zbylut cz.2

30. Tarnowska Nagroda Filmowa | Dzień pierwszy, 24 kwietnia 2016

Pierwszy dzień festiwalu to przede wszystkim inaugurujący koncert muzyki filmowej w wykonaniu Włodka Pawlika z udziałem Ewy Bem, Piotra Machalicy i Piotra Zioły w Centrum Sztuki Mościce. Wybrzmiały standardy filmowe i serialowe m.in. Krzysztofa Komedy, Henryka Warsa, Władysława Szpilmana czy Jerzego „Dudusia” Matuszkiewicza i – co naturalne – samego Włodka Pawlika. Najmłodsi widzowie mieli okazję obejrzeć „Proszę słonia” w reżyserii Witolda Giersza. Dla dorosłych przygotowano pierwszą konkursową projekcję – „Anatomię zła” Jacka Bromskiego. Wyświetlono też „Śpiewający obrusik” Mariusza Grzegorzka i „Noc Walpurgi” Marcina Bortkowskiego.

Palenie zabija

o „Anatomii zła” Jacka Bromskiego (2015)

Główny bohater „Lulek” jest płatnym zabójcą, który został warunkowo zwolniony z więzienia. Może tam wrócić, jeśli nie wykona jeszcze jednego zadania – celny strzał na zlecenie prokuratora Nowaka. Problem jednak w tym, że jest on już starszym mężczyzną, który chce i musi odejść od swojej profesji na emeryturę. W wykonaniu ostatniego zadania pomaga mu Staszek, snajper zawieszony po nieudanej misji w Afganistanie. Operację szczegółowo przygotowuje „Lulek”, Staszek oddaje celny strzał do palącego papierosa w oknie apartamentowca Grubego Psa.

Oszczędny, choć miejscami neurotyczny Krzysztof Stroiński zasługuje na najwyższe uznanie; aktor stworzył postać pełną, intrygującą w swoim wygaszeniu. Podobnie Piotr Głowacki, który w roli prokuratora porusza się między własnym strachem tuszowanym bezczelnością, a zupełnym brakiem uznania wartości. Słabą stroną jest szablonowe potraktowanie kobiet, nazbyt wyraziste czy wręcz komiksowo-stereotypowe.

„Anatomia zła” to jeszcze jeden obraz o manipulacji w imię zła, które jest nieuchronne i zarazem akceptowane przez bohaterów (ostatecznie też przez Staszka, prostolinijnego z natury, który ostatecznie również wchodzi do gry). Obraz działa tym mocniej, ponieważ „mózgiem” operacji jest mężczyzna w podeszłym wieku, który zamiast odbywać karę, prowadzi spokojne życie, chodzi na targ, dokarmia kota sąsiadki. Mimo że wielkim rozczarowaniem jest zakończenie tego filmu, nadal pozostaje wartym obejrzenia.

Magdalena Zbylut