Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Filmowe Dionozje wg Magdy Zbylut - cz 7

30. Tarnowska Nagroda Filmowa | Podsumowanie

Trzydziestą Tarnowską Nagrodę Filmową uważam za zamkniętą i zanim jury konkursowe, którego przewodniczącym jest Jerzy Stuhr odczyta werdykt, ja przedstawię swój super-subiektywny punkt widzenia. Trudno jest wskazać jeden najlepszy film z racji niejednorodności proponowanych projekcji. Nie do końca wiadomo więc jakie przyjąć kryterium. Jakkolwiek, do bardzo sprawnie zrealizowanych opowieści, pełnych wartości artystycznych zaliczyć można cztery następujące tytuły: „Intruz” Magnusa von Horna, „Moje córki krowy” Kingi Dębskiej, „Obce niebo” Dariusza Gajewskiego i „Ekscentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy” Janusza Majewskiego. Zdecydowanie powyżej średniej należy ocenić „Anatomię zła” Jacka Bromskiego i „Karbalę” Krzysztofa Łukaszewicza. Do miana najgorszego filmu festiwalu pretenduje „11 minut” Jerzego Skolimowskiego i „Córki dancingu” Agnieszki Smoczyńskiej.  Nie jest łatwo wybrać też najlepszą kreację aktorską. Z jednej strony, zmęczeni jesteśmy oglądaniem wciąż tych samych twarzy, a z drugiej kochamy naszą „reprezentację narodową”, która nierzadko jest zmuszona wyjść naprzeciw kiepskim scenariuszom i reżyserom bez pomysłu. Do najlepszych zaliczam Agnieszkę Grochowską i Agatę Kuleszę. Pośród mężczyzn trudniejszy wybór, ale jeśli się wahać, to między Marianem Dziędzielem, Bartłomiejem Topą a Krzysztofem Stroińskim. Filmem, który zrobił na mnie największe wrażenie był ten, który został wyłączony z konkursu, czyli „Demon” Marcina Wrony z popisowymi rolami Andrzeja Grabowskiego czy Adama Woronowicza. Szkoda.

Filmowe Dionizje wg Magdy Zbylut - cz. 6

30. Tarnowska Nagroda Filmowa | Dzień piąty, 28 kwietnia 2016

Ostatnie konkursowe projekcje za nami. Piąty dzień festiwalu przyniósł nam szansę na obejrzenie „Karbali” Krzysztofa Łukaszewicza i „Córek dancingu” Agnieszki Smoczyńskiej. Po projekcji pierwszego filmu odbyło się spotkanie z Tomaszem Schuchardtem i producentem Włodzimierzem Niderhausem. Pośród innych aktywności festiwalowych znalazły się jeszcze warsztaty koncert grupy Coals. Należy również wspomnieć o spotkaniu z Jackiem Sroką w BWA.

Komu innemu ordery i odznaczenia

o „Karbali” Krzysztofa Łukaszewicza (2015)

„Karbala” stanowi dobry przykład filmu wojennego zjadliwego nawet dla kogoś, kogo nie interesuje strzelanie i masowe przemienianie się małych chłopców w dużych lub mamusi synów w sukinsynów i na odwrót. Mamy największą bitwę od czasu II wojny światowej z udziałem Polaków, chodzi o obronę ratusza w irackiej Karbali z roku 2004. Problemem jest jednak fakt, że według oficjalnej wersji, zarówno polskich, jak i bułgarskich żołnierzy w ogóle tam nie było. Cóż, nie pierwszy i nie ostatni raz ordery i odznaczenia przypadły komu innemu.

Akcja rozwija się dynamicznie od pierwszych minut filmu. Przesadnie nie zagłębiamy się w psychologię postaci na rzecz „dziania się”, ale, co zdarza się niezwykle rzadko, nie to minusem tej właśnie opowieści. Wojsko to wydawanie rozkazów i ich wypełnianie, gdzie nie ma miejsca na ckliwe wątki.

Z przyjemnością ogląda się Barłomieja Topę, Leszka Lichotę, Piotra Głowackiego i braci Żurawskich. Film dobry, wrażliwym może spłynie łza po policzku, gdy zobaczą powiewającą flagę polską.

Lepszy gorszy

o „Córkach dancingu” Agnieszki Smoczyńskiej (2015)

Ogłaszam wszem i wobec, że film „11 minut” wcale nie jest taki zły. Mam już lepszy gorszy.

Filmowe Dionizje wg Magdy Zbylut - cz 5

30. Tarnowska Nagroda Filmowa | Dzień czwarty, 27 kwietnia 2016

Półmetek festiwalowych atrakcji za nami. Czwarty dzień był okazją do obejrzenia kolejnych projekcji konkursowych: „Ekscentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy” Janusza Majewskiego, „Obce niebo” Dariusza Gajewskiego i „Letnie przesilenie” Michała Rogalskiego. Można było również wysłuchać koncertu w namiocie festiwalowym zespołu The Cuts i Sayes. Ciekawym elementem była debata dotycząca specyfiki filmowego rynku dystrybucyjnego w Polsce. (ciąg dalszy poniżej)

Ach, muzyka...

o „Ekscentrykach, czyli po słonecznej stronie ulicy” Janusza Majewskiego (2015)

Film ten to znakomita opowieść o końcu lat 50., w której dominuje tęsknota światem Zachodu. Osią są perypetie jazzowego big-bandu założonego przez Fabiana. Zespół składa się z barwnych osobowości, samych ekscentryków pielęgnujących swoje dziwności i z szacunkiem znoszących dziwności innych.

Oczywiście pojawia się wątek miłosny Fabiana i Modesty. Piękna nauczycielka angielskiego z talentem wokalnym nieoczekiwanie znika, kiedy jej tajemnicza misja szpiegowska zostaje wykonana. Cóż, miłość jak miłość, zwyczajnie kolejna kobieta. Ważniejsza jest przecież muzyka, a uczucie do niej niezmienne.

Prawdziwie doborowa obsada. Ucztą było zobaczyć na ekranie Wojciecha Pszoniaka, Adama Ferencego, Wiktora Zborowskiego, Mariana Dziędziela, Macieja Stuhra, Sonię Bohosiewicz, Annę Dymną czy delikatnie już zapomnianego Zbigniewa Buczkowskiego. Film więcej niż przyjemny w odbiorze.

 

Machina systemowa

o „Obcym niebie” Dariusza Gajewskiego (2015)

„Obce niebo” to kolejna koprodukcja polsko-skandynawska, realizująca przygnębiającą historię. Tym razem mamy machinę systemową, dziesiątki procedur i nieugięte prawo, a do tego bezdusznych urzędników, dla których chwilowe problemy w domu są już pretekstem do tego, aby rodziców wysłać na terapię, a dziecko do zawodowej rodziny zastępczej.

Na ekranie śledzimy wzajemną walkę rodziców ze sobą i ich walkę o przywrócenie im dziecka. Decydują się na działanie poza prawem, ponieważ z punktu widzenia szwedzkiego zaplecza legislacyjnego porywają dziewczynkę.

Zachwyca Agnieszka Grochowska, która oszczędnymi środkami opowiada sobą historię matki, która podobnie jak córka, zupełnie nie odnajduje się w nowym miejscu zamieszkania. Świetnie też prezentuje się Basia Kubiak, filmowa 9-latka, która zostaje odebrana swoim rodzicom. Film bardzo dobry i bardzo ważny.

Wojna po raz enty

o „Letnim przesileniu” Mariusza Rogalskiego (2014)

Film „Letnie przesilenie” nie jest kolejną realizacją eksploatującą mit bohaterów czy mit wielkich zbrodniarzy. Ta opowieść jest o zwykłych ludziach, dwóch chłopcach czy już prawie mężczyznach, którzy mają po 17 lat, ale jeden jest niemieckim żandarmem, a drugi Polakiem, który pracuje jako pomocnik maszynisty. Możemy się domyślać, że gdyby nie ta różnica między nimi i wojna, to istnieje prawdopodobieństwo, że mogliby być przyjaciółmi.

Plusem filmu jest to, że nie ma w nim jednoznacznych postaci, wszystkie mają swoją wrażliwość i ciemne instynkty, które dochodzą do głosu w obliczu zagrożenia. Aktorskim atutem jest bez wątpienia Bartłomiej Topa i Agnieszka Krukówna.

Filmowe Dionizje wg Magdy Zbylut - cz.4

30. Tarnowska Nagroda Filmowa | Dzień trzeci, 26 kwietnia 2016

Trzeci dzień festiwalowy to kolejne projekcje konkursowe: „Na granicy” Wojciecha Kasperskiego, „Moje córki krowy” Kingi Dębskiej i „Czerwony Pająk” Marcina Koszałki. Prócz tego, widzowie mieli okazję wzięcia udziału w spotkaniu prowadzonym przez Ryszarda Jaźwińskiego z Marcinem Dorocińskim, Marianem Dziędzielem i Adamem Woronowiczem. /Ciąg dalszy poniżej/

Próba charakteru

o „Na granicy” Wojciecha Kasperskiego (2016)

Już na samym początku filmu jesteśmy świadkami istotnej sceny, w której bohaterowie potrącają sarnę i pojawia się konieczność dobicia zwierzęcia. Starszy syn przyjmuje z niechęcią naukę ojca, nie chce wiedzieć jak się robi. „Synek, bądź mężczyzną” – zwraca się do niego ojciec i jest to niejako kontrapunktem dla tego, co stanie się później, gdy do bazy dotrze były pogranicznik, a obecnie przemytnik.

Górskie odludzie miało być tym miejscem, gdzie ojciec i dwaj synowie na nowo ułożą swoje relacje. Reżyser zestawił dwa różne charaktery: młodszy z braci jest zadziorny, pewny siebie, odważny w swojej dziecięcej niewiedzy, starszy natomiast jest tchórzliwy, jakby za mało męski jak na surowość bieszczadzkiej natury. Obaj dojrzewają, przekraczają granicę, ponieważ konfrontują się z czymś nieznanym, a jednoznacznie złym.

Ciekawą postać wykreował Bartosz Bielenia. Nieco inaczej, niż w znanych nam do tej pory produkcjach zaprezentował się Marcin Dorociński. Na uwagę zasługują również zdjęcia Łukasza Żala.

Górska szczelina

O „Moich córkach krowach” Kingi Dębskiej (2015)

Kinga Dębska wzięła na warsztat relacje rodzinne w kontekście umierania. Mamy więc dwie siostry – jedna jest gwiazdą serialową, pewną siebie, trzymającą w garści swoje życie, druga dla odmiany jest rozchwiana emocjonalnie, nazbyt wrażliwa i w dodatku u progu choroby alkoholowej. Nie potrafią ze sobą rozmawiać. Ich wzajemne komunikowanie się to kronika tragikomicznych przypadków.

Wszystkie z ukazanych postaci są skoncentrowane głównie na sobie i swoich małych i wielkich problemach, chcą zawęzić swoje pole widzenia wyłącznie do przedmiotów swoich zainteresowań. Co ciekawe, w ich niby to poukładanym świecie wszystkim brakuje bliskości rodziny.

W filmie można zobaczyć brawurową rolę Mariana Dziędziela i Agaty Kuleszy. Niemniej ciekawa jest Gabriela Muskała. Zaskoczeniem jest zupełnie inna odsłona Marcina Dorocińskiego. Warto wspomnieć o spontanicznej reakcji tarnowskiej publiczności po projekcji, film otrzymał długie oklaski.

Zło wypłaszczone

o „Czerwonym Pająku” Marcina Koszałki (2015)

 

„Czerwony pająk” to kolejny obraz, który stanowi analizę zła w czystej postaci. Zaniedbana została niestety całkowicie psychologiczna strona i umotywowanie działań poszczególnych bohaterów. Historia inspirowana postacią Karola Kota niestety nie przeraża. Z perspektywy widza, taką historię przenosi się raczej w sferę abstrakcji, z którą nikt nie chce się konfrontować.

Film jest debiutem reżyserskim Marcina Koszałki, który do tej pory realizował się jako operator i dokumentalista.