Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Ikar z Powiśla

Ten, który ptakom pozazdrościł...

Wczoraj, w piątek 13 grudnia, w sali kameralnej Centrum Sztuki Mościce odbył się przedpremierowy, zamknięty pokaz filmu w reż. Marka Kołdrasa "Człowiek z powietrza". Film opisuje postać chłopskiego cieśli i utalentowanego rzeźbiarza Jana Wnęka z Odporyszowa, prekursora lotnictwa polskiego, zwanego czasem Da Vinci z Powiśla. Latał on na własnoręcznie skonstruowanych skrzydłach a rzeźbił ponoć lepiej niż sam Wit Stwosz... Nie ukończył przy tym prawdopodobnie żadnej szkoły! Projekcji towarzyszyło spotkanie z twórcami, osobami które pomagały przy projekcie oraz dziennikarzami regionu tarnowskiego. Zaś na wiosnę, podczas Krakowskiego Festiwalu Filmowego, odbędzie się oficjalna premiera tego unikalnego dzieła, będącego udanym połączeniem dokumentu i fabuły. Jan Wnęk - twórca pierwszego statku powietrznego zasługuje na to, by przypominać o nim każdemu, kto tylko będzie miał szansę obejrzeć naszą produkcję - mówił reżyser i scenarzysta filmu Marek Kołdras, dziennikarz i twórca wielu podobnych obrazów.. Film powstał w Studio.pl w ścisłej współpracy z lokalnym radiem RDN w Tarnowie i Filmoteki Małopolskiej. Zdaniem twórców - "Człowiek z powietrza" odpowiada na wiele pytań, które dotychczas stawiali sobie badacze i historycy zajmujący się fenomenem Ikara znad Dunajca, m.in. miejsca jego pochówku. Otóż, jest duże prawdopodobieństwo, że odkryty niedawno grób w Odporyszowie to miejsce wiecznego spoczynku znanego wynalazcy, dotychczas nie znane. Zakończenie prac nad filmem to piękne zwieńczenie jubileuszu ćwierćwiecza RDN. A jego twórcy już myślą o filmie fabularnym poświęconym Janowi Wnękowi...

     

Jan Wnęk miał wykonywać loty ślizgowe na urządzeniu własnej konstrukcji w Odporyszowie pod Tarnowem, na ćwierć wieku przed Niemcem Otto Lilienthalem – oficjalnie uznawanym za pierwszego człowieka, który wzbił się w powietrze przy pomocy szybowca. Godzinny film, w formie dziennikarskiego śledztwa, został poświęcony poszukiwaniu śladów po dokonaniach Wnęka w archiwach, odkryciu i badaniu domniemanego miejsca pochówku konstruktora i przybliżeniu opinii specjalistów: szybowników, pilotów i naukowców na temat Ikara znad Dunajca.

Wiele wskazuje też na to, że ludzkie szczątki, na które natrafiono w przypadkowo odnalezionym grobie w Odporyszowie należą do Jana Wnęka, miejscowego cieśli, a przede wszystkim rzeźbiarza i wynalazcy. Wnęk nazywany też „polskim Ikarem” miał umrzeć młodo wskutek obrażeń, których doznał podczas jednego ze swoich lotów. Dotąd nie było wiadomo, gdzie legendarny prekursor lotnictwa został pochowany. Na cmentarzu w Odporyszowie próżno było bowiem szukać jego grobu.

- W przeszłości, zwłaszcza w PRL-u pojawiły się nieuzasadnione twierdzenia, że Wnęka pochowano poza cmentarzem, w miejscu należnym samobójcom czy chorym psychicznie, z racji jego szaleńczych prób lotniczych. Słowa te należy włożyć między bajki choćby dlatego, że za życia była to osoba bardzo religijna i twórca kilkuset rzeźb o tematyce sakralnej. Wnęk był też bardzo bliski ówczesnemu proboszczowi odporyszowskiej parafii, księdzu Stanisławowi Morgensternowi, który w księdze zmarłych obok jego nazwiska zanotował po łacinie „człowiek-twórca” a obok dopisał „pobożny - zauważa ks. Janusz Oćwieja, obecny proboszcz w Odporyszowie, popularyzator postaci polskiego Ikara.
 
W przeciwieństwie do portugalskiego księdza, pochodzący z biednej, świeżo uwolnionej chłopskiej rodziny Wnęk nie ukończył elitarnej (na ówczesne standardy) szkoły jezuickiej. Po prawdzie to nie wiadomo nawet do końca czy ukończył choćby zaborczą „trywialkę”. Z pewnością jednak przysposabiał się do fachu rzemieślniczego terminując u jednego z okolicznych cieślów, gdzie dał się poznać jako ponadprzeciętnie uzdolniony i pomysłowy stolarz-majsterkowicz, a wkrótce również jako rzeźbiarz i snycerz. Lokalnego uznania przyczyniały mu wykonywane ze szczególną pieczołowitością figury Chrystusa Frasobliwego, Maryi i świętych. A i na tym lista talentów Wnęka się nie kończy – jako gorliwy katolik grywał on również w wiejskich misteriach.

     

Zaangażowanie to sprawiło, że patronat nad utalentowanym parafianinem objął żabieński proboszcz, późniejszy poseł Sejmu Krajowego Galicji i działacz patriotyczny, ks. Stanisław Morgenstern. Zamarzył on, aby przynależne do jego parafii zaniedbane odporyszowskie sanktuarium z otaczanym czcią obrazem Matki Bożej z Dzieciątkiem zyskało rangę ponadlokalną. W tym celu ks. Morgenstern zlecił Wnękowi stworzenie dzieła uchodzącego dziś za opus magnum rzeźbiarza – kalwaryjskiego zespołu w Odporyszowie. W latach 1855-1859 Jan Wnęk wraz z zespołem asystujących mu czeladników wykonał ok. 300-500 figur, które zasiliły 52 kapliczki w otoczeniu kościoła. Z uwagi na niebywałą precyzję w ilustrowaniu stanów emocjonalnych postaci z figur zaczął on być nazywany Witem Stwoszem z Powiśla Dąbrowskiego. Tyle że współcześni historycy sztuki uznają rzeźby Wnęka za… bardziej szczegółowe i dopracowane od dzieł twórcy słynnego krakowskiego ołtarza. Sam zresztą Wnęk zdobył się ponoć na krytykę mistrza, który, rzeźbiąc anioły, miał nie dość dokładnie odwzorować szczegóły anatomiczne ptasich skrzydeł.

     

Znając dalsze losy galicyjskiego rzeźbiarza, wypada tej krytyce zaufać. Wnęk od dziecka bowiem te anatomiczne szczegóły studiował, wierząc że pomoże mu to w realizacji projektu życia – skrzydeł, na których wzbić się w powietrze będzie zdolny człowiek. Począwszy od lata 1865 r., rzeźbiarz prowadził testy wciąż udoskonalanej przez siebie konstrukcji. Przy użyciu prostych dostępnych na XIX-wiecznej wsi narzędzi (m.in. kieratu i żurawia studziennego) przeprowadzał próby zmęczeniowe, porównywalne z testami wykonywanymi dziś w tunelu aerodynamicznym! Wreszcie, 19 maja 1866 r., w wigilię święta Zesłania Ducha Świętego, nastał dzień oficjalnej premiery. W obecności kilku tysięcy zebranych na parafialnym odpuście gapiów Jan Wnęk skoczył ze specjalnie zbudowanego pomostu u szczytu 45-metrowej kościelnej dzwonnicy. I, ku zaskoczeniu zgromadzonego tłumu, nie runął on bezwładnie w dół, a wszedł w sterowany lot ślizgowy, zakończony bezpiecznym lądowaniem. Jakkolwiek spektakularność tego osiągnięcia bywa dziś podważana przez fizyków, wedle zachowanych źródeł Wnęk przelecieć miał ponad dwa kilometry.

Nie był to zresztą wyczyn jednorazowy. W ciągu kolejnych trzech lat Wnęk zrealizował kilkanaście kolejnych tego rodzaju pokazów, każdorazowo uświetniając nimi duże uroczystości kościelne. Sława, którą w tym czasie zdobył, wykroczyła już poza granice parafii; do odporyszowskiego sanktuarium ściągały na „loty” tłumy pielgrzymów z najdalszych zakątków Galicji. Podobnie jednak jak w historii ks. Gusmão, również i w tym przypadku znaleźli się tacy, którzy, nie dowierzając w możliwość stworzenia machiny zdolnej oderwać się od ziemi, posądzali Wnęka o konszachty z siłami nieczystymi. Szczęście opuściło rzeźbiarza w czerwcu 1869 r., gdy w trakcie kolejnego pokazu pękł jeden z pasów mocujących skrzydła. Wnęk, do ostatnich chwil próbując skorygować lot, runął na swoim wynalazku na ostre kamienie. Nie zginął jednak na miejscu. Przez kolejne dwa miesiące miał, na łożu śmierci, dopytywać nieustannie, czy ktoś z mieszkańców Odporyszowa używa jego skrzydeł. Ci jednak po wypadku spalili wynalazek, uznając go za szatański.

Jan Wnęk zmarł, zależnie od źródła, 10 lipca lub 10 sierpnia 1869 r. (co ciekawe, los jego podzielił później niesłusznie uznany przez podręczniki za pioniera szybownictwa Otto Lilienthal). W 2013 r. Wnęk ogłoszony został patronem odporyszowskiej szkoły podstawowej.

W 1991 r. przy miejscowym kościele otwarto muzeum poświęcone pamięci Jana Wnęka, gromadzi ono w tej chwili ok. 90 zachowanych rzeźb jego autorstwa. A w wielu domostwach żabieńskiej parafii po dziś dzień wiszą pewnie krucyfiksy wystrugane przed 150 laty przez Ikara znad Dunajca.

W jednym z tegorocznych numerów tarnowskiej edycji "Gościa Niedzielnego" ukazał się ciekawy wywiad z Adamem Tomczykiem, regionalistą, pisarzem z Żabna, który niejako zawodowo zajmuje się naszym Ikarem W tym roku minęła 150 rocznica jego tragicznej śmierci. Jan Wnęk urodził się 28 sierpnia 1828 roku w Kaczówce, dziś już nieistniejącej wsi. Jego rodzice, Marcin i Tekla z domu Droszcz (albo Drożdż - zachowały się obie pisownie nazwiska), byli chłopami pańszczyźnianymi. W 1848 roku zniesiono w zaborze austriackim pańszczyznę, a rodzina Wnęków zyskała wolność. Biedną wolność, bo musieli utrzymać się z niewielkiego poletka. Mogli za to decydować o tym, kim będą ich dzieci. Jana, jako uzdolnionego, wysłali na naukę ciesielki.

I kolejny fakt: ślub z Ludwiką Ciombor z Odporyszowa. W aktach parafialnych zachował się wpis, że do zaślubin doszło 28 sierpnia 1858 roku (tego dnia Wnęk kończył 30 lat). Mieli pięcioro dzieci. - Prawdopodobnie twarze rzeźbionych przez niego postaci to były twarze osób z jego rodziny, znajomych. W kompozycjach ukazujących życie Świętej Rodziny tam, gdzie pojawia się twarz Maryi, widzimy zapewne żonę Wnęka, Ludwikę. Bohaterem odporyszowskiej kolekcji jest prorok Symeon. Artysta przedstawia go jako dojrzałego mężczyznę z pobrużdżonym czołem, skupioną twarzą, ubranego w plastycznie udrapowaną szatę sięgającą ziemi. Nie zachowały się źródła pisane, ale z przekazu ustnego powtarzanego przez wiele osób związanych z Wnękiem i zajmujących się nim wiemy, że artysta dał mu swoją twarz .

W 1995 roku - na rok przed 130. rocznicą pierwszego lotu Wnęka - na placu przed kościołem w Odporyszowie stanął pomnik cieśli. Ówczesnemu proboszczowi Henrykowi Surmie udało się zainteresować historią pioniera lotnictwa włodarzy regionu (m.in. wojewodę tarnowskiego - wtedy Tarnów był jeszcze województwem, burmistrzów Żabna i Dąbrowy Tarnowskiej). Znalazły się fundusze, dzięki którym powstał drewniany pomnik Wnęka. Wykonał go Marian Pajor z Łososiny. Pomnikowy Wnęk według Pajora to odrealniona postać mężczyzny wznosząca się na palcach tak, jakby za chwilę chciała rzucić się z wysoka. Do rozpostartych ramion przypięte ma skrzydła. Co ciekawe, taką samą postać odnajdziemy na statuetce Ikara, nagrodzie przyznawanej na przełomie lat 40.-50. przez Kolegium Kapitańskie LOT (wyróżnienie dostawały np. stewardesy za przelot miliona kilometrów). Niestety, nie da się dziś ustalić, czy autorem tej statuetki LOT-u jest również Marian Pajor, czy też może artysta skorzystał z wizji twórcy Ikara.

To nie koniec perypetii pomnika, bo drzewo, z którego go wykonano, przegniło i kilka lat temu odpadło drewniane skrzydło. Przez parę dni leżało na trawniku, aż ktoś je ukradł. Dziś w tym miejscu stoi nowy pomnik, zaprojektowany na wzór starego, ale już z tworzywa sztucznego z daleka przypominającego brąz.

Cały projekt terenu wokół posągu powstał na rzucie koła. Wnęk stanął na nowym postumencie - ośmiotomowym kamieniu - i skierowany został tak, aby patrzeć na wieże przed Sanktuarium. Nie bez przyczyny wybrano to miejsce, bo Jan Wnęk wykonywał swoje loty na skrzydłach skonstruowanych przez siebie właśnie z wieży przykościelnej.

W 130. rocznicę lotu Wnęka w prawdopodobnym miejscu upadku na obrzeżach lądowiska w Morzychnie odsłonięto obelisk upamiętniający "pierwszego polskiego szybownika" - tak o Wnęku mówią członkowie TSL. To oni zdecydowali, że krzyż, jaki stanął obok kamiennego obelisku, wykonano z konstrukcji skrzydła samolotu sportowego.

A wszystko zaczęło się na początku lat 50. XIX wieku, kiedy to proboszcz parafii Żabno, do której należał odporyszowski kościół, po powrocie z pielgrzymki do Ziemi Świętej i Rzymu, postanowił wzbogacić kościół na wzór widzianych miejsc pielgrzymkowych. Do urzeczywistnienia swoich wizji wybrał właśnie Jana Wnęka, miejscowego  rzeźbiarza i samouka, który z pomocą kilku innych cieśli wykonał ponad 200 rzeźb do zespołu 52 kaplic. Aliści prawdziwą sławę przyniosły mu inne dokonania – w 1866 roku zbudował on z drewna i płótna oryginalną lotnię odbywając nią pierwszy lot, i aż o 25 lat wyprzedając wyczyn niemieckiego lotnika Ottona Lilienthala, uznawanego powszechnie za prekursora światowego lotnictwa. Później Wnęk wielokrotnie wzbijał się w powietrze, latając nad Odporyszowem z okazji świąt, odpustów i jarmarków. Po raz ostatni poszybował z wieży odporyszowskiego kościoła 10 czerwca 1869 roku. Lot skończył się tragicznym upadkiem i – w wyniku odniesionych ran – śmiercią pierwszego lotnika. Ponoć skórzane rzemienie u jego lotni miał mu wcześniej naciąć jeden z dąbrowskich stolarzy – z zawiści o dokonania Wnęka, którego wcześniej podstępnie zepchnął z platformy startowej umocowanej na kościelnej wieży. Właśnie w tym roku, dokładnie 10 czerwca, minęła 150. rocznica tamtego tragicznego lotu.   

 

Wnęk już jako młody chłopak podpatrywał zachowania ptaków w powietrzu. Kiedyś nawet znalazł zabitą kaczkę, zaczął rozkładać jej skrzydła, przypatrując się ich budowie. Swoje „loty” (czyli skrzydła, które tak nazywał) rozpoczął budować od ścięcia dwóch jesionów, których drewno wykorzystał na konstrukcję obciągniętą cienkim płótnem. Lotnia zaimpregnowana została olejem lnianym, a łączenia, linki i dźwignie zrobione z włókien lnianych zaimpregnowane zostały pokostem.

Pierwsze loty odbył Wnęk ze wzgórza w Odporyszowie, niegdyś wału obronnego. Było to w roku 1866. Przymocowane skrzydła do tułowia i barków niosły Wnęka na odległości kilkuset metrów.

Również w 1866 roku Jan Wnęk uzyskał zgodę od proboszcza Morgensterna na próbę lotu z wieży kościoła odporyszowskiego. Lot ten odbył się w uroczystość odpustową w czerwcu, a obserwowały go tłumy ludzi specjalnie przybyłych podziwiać odwagę lotnika. Ten lot wyniósł około 2 kilometrów, co zapewniło Wnękowi sławę sięgającą ponad lokalne kręgi. Dowiedziano się o nim w Krakowie, gdzie w jednym z kalendarzy została umieszczona wzmianka o jego wyczynie.

Talent zdolnego cieśli wykorzystywany był często przez proboszcza żabieńskiego księdza Stanisława Morgensterna, budowniczego kościoła odporyszowskiego. Ksiądz ten po pielgrzymce do Rzymu przywiózł ideę budowy kaplic przedstawiających sceny z życia Świętej Rodziny oraz Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa. Co więcej, pomysł ten zaczął wprowadzać w życie. Ogłosił konkurs na wykonanie kaplic i rzeźb, który wygrał samouk, artysta ludowy Jan Wnęk. Malowaniem rzeźb zajął się Michał Sowiński z Dąbrowy Tarnowskiej.

W latach 1866-1869 Wnęk wielokrotnie stawał na wieży kościoła w Odporyszowie latając przy różnorakich okazjach: odpustów, jarmarków. W tym samym czasie zbliżała się data wypłacenia należności za prace rzeźbiarskie. Wtedy też najprawdopodobniej w głowie Michała Sowińskiego powstała myśl pozbycia się Wnęka i zainkasowanie całej kwoty za pracę rzeźbiarską. W czasie odpustu w 1869 roku Sowiński miał potajemnie poprzecinać rzemienie łączące konstrukcję lotni. Podczas tej próby, niby niechcący, zepchnął on przedwcześnie Wnęka z pomostu wieży kościelnej. Wnęk przeleciał ponad 500 metrów, ale popręgi poluzowały się i lotnik runął na ziemię ponosząc obrażenia, które w trzy tygodnie doprowadziły go do śmierci. Zmarł 10 lipca 1869 roku pozostawiając żonę Ludwikę i pięcioro dzieci. Przeżył 41 lat.

Zebrał i opracował
Ryszard Zaprzałka