Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

„Dom z papieru” Álex Pina, 1 i 2 sezon -

czyli  historia o dobrych bandytach

Serial wpisujący się w gatunek sensacji - dywaguje Ewa Tomasik, ceniona aktorka Teatru Nie Teraz i pedagog, to historia o dobrych bandytach (słowo „dobrych” oczywiście zbyt ogólne, postaram się rozwinąć dalej), zdecydowanie urzeka i przyciąga widza. Temat od dawna w kinie eksploatowany, nienowy, ale zrealizowany w sposób niezwykle charyzmatyczny. Co powinien mieć dobry serial, żeby widz chciał oglądać kolejne odcinki i z wypiekami na twarzy śledził losy bohaterów? Niewątpliwie dobrze nakreślone postacie, które będą na tyle wiarygodne, żeby widz mógł się z nimi identyfikować. Niewątpliwie wartką i zaskakującą akcję. Przyda się też baśniowy motyw walki dobra ze złem – dobrzy policjanci i źli złodzieje – to w każdym gatunku się sprawdza.

Tutaj jednak mamy coś więcej, ponieważ dobro i zło mieszają się ze sobą – pomysł, powiecie, nie nowy i często w kinie eksploatowany. Prawda. Już sam plan grupy przestępczej pod wodzą tajemniczego Profesora, który zaplanował akcję szczegół po szczególe, jako cel swojego życia – budzi wątpliwości pod kątem swojej naganności moralnej: „My nikogo nie okradamy” – planują napad na mennicę narodową, z której dobrodziejstwa chętnie korzystają np. banki, żeby „utrzymać płynność finansową”, a tak naprawdę napchać portfele bogatym beneficjentom establishmentu. Do tego dochodzą barwnie nakreślone portrety psychologiczne bohaterów – nieudaczników, pokrzywdzonych przez los, śmiertelnie chorych. Każdy z nich ma swoje wady i zalety, w miarę rozwoju akcji każdego zaczynamy rozumieć i lubić. Lubimy też przewodzącą akcji policyjnej inspektor Murillo i jej ekipę. Wczuwamy się w jej problemy osobiste, cenimy hardość, konsekwencję i bystrość. Współczujemy porażek i podziwiamy dzielność, z jaką je znosi. I oczywiście z zaciekawieniem śledzimy rozwijający się romans, który nie miał prawa się zdarzyć.

Do tego wszystkiego świetna muzyka podbijająca emocje widza. Wpleciona w akcję piosenka włoskich partyzantów walczących przeciw faszyzmowi „Bella ciao” (nawiasem mówiąc, śpiewana obecnie w parlamencie włoskim przez deputowanych partii lewicowych) przedstawia bohaterów serialu jako bojowników. Czasy się zmieniły, wróg jest inny. Ale wciąż jest o co walczyć. A więc walczą o godność, o byt, o marzenia. Tego wszystkiego nie dało im urodzenie, układy, umiejętność ustawienia się, koneksje rodzinne i towarzyskie. Dlatego zaczęli batalię przeciw systemowi.  Oczywiście do takiej perspektywy nie przekonujemy się od razu. Widzimy przecież bezwzględnych porywaczy, owszem – takich, którzy nie chcą poświęcać życia ludzkiego, ale też takich, którzy z wyrachowaniem manipulują opinią społeczną. Ludzi uzbrojonych po zęby, którzy nie uginają się pod żądaniami policji i rządu.

Na uwagę zasługuje gra aktorów – jest bardzo dobra, co jest podstawą, aby osiągnąć ową wiarygodność filmu czy serialu. Szkoda, że zupełnie zapomnieli o tym rodzimi wytwórcy serialowi (nie chcę uogólniać, ale dotyczy to, niestety, większości współczesnych polskich seriali), serwując nam posklejane ujęcia klatkowe, w których aktor ma do zrobienia minę taką a taką, nie przejmując się ciągłością postaci, przerysowując lub po prostu udając. W tym serialu każda postać cieszy. Nie szpecą makijaże ani korekty wyglądu, ludzie są naturalni ze swoimi mankamentami urody. Ponadto każda postać dopracowana pod względem zachowań, osobowości, przyzwyczajeń, sposobu bycia. Opanowany, nieco wycofany Profesor, za wszelką cenę chcący uniknąć ofiar w ludziach, dokonuje niemożliwych rzeczy, by ten cel osiągnąć, opłaca to kłamstwem, które mu ciąży, bo w istocie jest wrażliwym, delikatnym człowiekiem, który – poza misternym swoim planem – zakochuje się w pani inspektor. Popędliwa Tokio – narratorka całej opowieści – tryska energią, budzi sympatię, choć jej życie jest zatrute błędami – „biegniesz po kamieniach po błocie” – jak ocenia ją przyjaciel – „zatopisz każdego na swojej drodze”. Wreszcie Berlin – osobowość narcystyczna, wręcz psychopatyczna – jak oceniają go więzienni psychiatrzy – lubi rządzić, dominować, być zauważonym i lubianym, mistrz elokwencji, trafnie ocenia sytuację, jest śmiertelnie chory, nie ma nic do stracenia, jego naiwne, mimo dominującego w osobowości cynizmu, marzenie o miłości nie spełnia się: „Rozwiodłem się pięć razy. Wiesz, co to znaczy? Pięć razy uwierzyłem w miłość”.

I wreszcie niesamowicie bogate studium zachowań ludzkich w sytuacjach traumatycznych. Kolejne fazy emocji i postaw wyzwalające w ludziach skłonność do kolaboracji, egoizmu albo właśnie otwierające go, czyniące odważnym i pewnym siebie. Zobaczymy, jak z niepozornej sekretarki, kochanki szefa, rozkwitnie zdecydowana kobieta walcząca o swoją miłość i zbuntowana bojowniczka wobec niesprawiedliwości społecznej.

I na koniec – pozytywne przesłanie, optymistyczne zakończenie, budujące poczucie harmonii i ładu. A na to zawsze czekamy, jeśli chodzi o walkę dobra ze złem? Nawet jeśli zło i dobro zmienia swoją definicję.

Ewa Tomasik (Kultura - to brzmi dumnie)