Witryna korzysta z plików cookies,które są niezbędne do prawidłowego jej funkcjonowania .W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić warunki ich przechowywania lub dostępu

Aktor Teatru Nie Teraz w światowej produkcji filmowej.

5 marca w Watykanie odbyła się prapremiera filmu „Miłość i Miłosierdzie” opowiadającego historię św. Faustyny Kowalskiej – zakonnicy, której wizje i misja dały początek kultowi Bożego Miłosierdzia. Uroczysty pokaz zorganizowano w wyjątkowym miejscu: sali kinowej Filmoteki Watykańskiej w Palazzo San Carlo za Spiżową Bramą. W wydarzeniu wzięli udział twórcy filmu – reżyser Michał Kondrat – twórca m.in. filmu „Dwie Korony” poświęconej historii o. Maksymiliana Kolbe,  wcielająca się w rolę Faustyny Kamila Kamińska – nagrodzona za najlepszy debiut aktorski na festiwalu filmowym w Gdyni gwiazda hitów „Najlepszy” i „Listy do M. 3” oraz oraz Maciej Małysa – odtwórca roli Michała Sopoćki, który zagrał u boku samego Johna Voighta w głośnym filmie „Jan Paweł II”, a także w „Pod Mocnym Aniołem” i „Prawo ojca”, od 2017 roku jest w zespole  Teatr Nie Teraz z Tarnowa. W filmie występuje także m.in. Janusz Chabior znany szerokiej widowni chociażby z produkcji „Wołyń”. Do Filmoteki Watykańskiej przybyli również dziennikarze i znamienici goście z różnych zakątków świata, a także dostojnicy Kurii Rzymskiej, wśród nich wikariusz generalny Jospeh G. Roesch czy Salvatore De Giorgi – arcybiskup Palermo. Watykańska premiera ma także wymiar symboliczny, bowiem odbyła się w przeddzień 60-tej rocznicy wprowadzenia przez Stolicę Apostolską zakazu szerzenia kultu Bożego Miłosierdzia według wizji siostry Faustyny. Film „Miłość i Miłosierdzie” w polskich kinach już 29 marca, wcześniej pokazano go podczas ostatnich  ŚDM w Panamie. Teraz po rzymskiej premierze będzie miał swoje pokazy w ponad 30 krajach całego świata. Poniżej wywiady z twórcami tego niezwykłego filmu.

6 marca 1959 roku Notyfikacja Świętego Oficjum głosiła, że wszystkie obrazy i pisma, które przedstawiają nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego w formach proponowanych przez polską zakonnicę mają zostać usunięte z przestrzeni kościelnej. Zakaz ten obowiązywał przez 19 lat i został odwołany dopiero 15 kwietnia 1978 r. – głównie dzięki staraniom metropolity krakowskiego Karola Wojtyły, późniejszego papieża Jana Pawła II. Papież Polak był największym propagatorem kultu Bożego Miłosierdzia: to on wyniósł prostą siostrę z drugiego chóru Faustynę Kowalską, mistyczkę i wizjonerkę, na ołtarze i ogłosił ją świętą w 2000 roku. Dzięki jego staraniom, polska zakonnica i obraz, który powstał za jej sprawą, stały się symbolami kultu na całym świecie.

Spokojne i przepełnione wiarą życie siostry Faustyny Kowalskiej zmienia się pewnego dnia nieodwracalnie. Oczom zakonnicy ukazuje się bowiem Jezus Chrystus, który zleca jej misję głoszenia prawdy o Jego Miłosierdziu i przygotowania świata na jego ostateczne przyjście. Zadanie to wydaje się niemożliwe do zrealizowania, ale siostra Faustyna zrobi wszystko, aby je wypełnić. Na światło dzienne wychodzą kolejne dowody na to, że zakonnica naprawdę widywała Jezusa. Po przeprowadzeniu badań naukowych, okazuje się, że podobizna Chrystusa widoczna na obrazie namalowanym według jej wskazówek jest identyczna z rysami twarzy i sylwetką uwiecznionymi na całunie turyńskim. Działalność polskiej zakonnicy daje początek kultowi Bożego Miłosierdzia, który czczony jest przez setki milionów osób na wszystkich kontynentach świata. Niezwykłe spotkanie siostry Faustyny i Jezusa zostało potwierdzone przez wielu papieży, w tym Jana Pawła II, który 30 kwietnia 2000 roku oficjalnie uznał ją za świętą i ustanowił święto Bożego Miłosierdzia, którego w wizjach siostry Faustyny domagał się sam Jezus.

Mieć „parcie na” świętość. Maciej Małysa o zagraniu ks. Sopoćki

„Córka, która oglądała mnie w różnych przedstawieniach, spytała kiedyś: Tato, a dlaczego ty zawsze grasz złych? Ucieszyłem, że wreszcie zagram dobrego” – wyznaje Maciej Małysa, który w filmie „Miłość i Miłosierdzie” wcielił się postać ks. Michała Sopoćki.

Małgorzata Bilska: Film „Miłość i Miłosierdzie” miał premierę na ŚDM w Panamie, w marcu zobaczymy go w Polsce. Jak długo trwały zdjęcia?

Maciej Małysa: To jest dokument fabularyzowany. Część dokumentalna kręcona była w USA, w Polsce i na Litwie. Na fabułę wystarczyło nam 10 dni zdjęciowych w Warszawie i w Głogówku – tam, gdzie znajduje się klasztor zgromadzenia sióstr miłosierdzia, które uważają ks. Michała Sopoćkę za swojego założyciela. Siostra Faustyna mówiła mu, że Chrystus pragnie nowego zakonu, ale żeby się tym specjalnie nie martwił. Będzie w dziele pomocny, ale nie musi starać się tak bardzo, jak o Święto Miłosierdzia czy o obraz „Jezu ufam Tobie”. To się stanie trochę poza nim. Kobiety, które będą chciały oddać życie Miłosiernemu poprzez służbę w zgromadzeniu, znajdą go same, a on przyjmie ich śluby. Siostra Faustyna mówiła też, żeby nie przejmował się przeciwnościami, nawet ze strony Kościoła – bo takie będą. Miał przeć do realizacji woli Pana Jezusa, choć zawsze w posłuszeństwie Kościołowi. Ks. Sopoćko nie dożył wprowadzenia kultu Bożego Miłosierdzia. Zmarł w 1975 roku. W tym samym roku ja się urodziłem…

M. B. Brzmi jak sztafeta pokoleniowa.

M. M. (śmiech) Przede mną propozycję roli dostał aktor, który urodził się w tym samym dniu, miesiącu i roku, co ja. Odmówił, chyba z powodu pracy przy innym filmie. Potem Tola (kompletująca obsadę) przypomniała sobie, że jestem osobą wierzącą i bohater może być mi bliski psychologicznie. Pojechałem na spotkanie z reżyserem. Akurat były imieniny – jego i  ks. Michała Sopoćki. A zarazem 10. rocznica beatyfikacji księdza. No i tak to się zaczęło.

M. B. Oglądałeś film z 1994 roku o św. Faustynie, z Dorotą Segdą w roli głównej?

M. M. Nie. I uprzedzając twoje pytanie – nie sugerowałem się nim.

M. B. Grałeś w filmie o Janie Pawle II, ale też na przykład w spektaklu o św. Bracie Albercie. Jak nowa rola sytuuje się na tle dotychczasowych „doświadczeń ze świętymi”?

M. M. Córka, która oglądała mnie w różnych przedstawieniach, spytała kiedyś: „Tato, a dlaczego ty zawsze grasz złych?”. No to się ucieszyłem, że wreszcie zagram dobrego (śmiech). Wytłumaczyłem jej przy okazji, że czasem łatwiej jest krzyknąć, niż z prawdziwą głębią wyznać komuś miłość. Mówi się, że w teatrze i na ekranie najtrudniejsze słowa to „kocham cię”. W oczach nie może być kłamstwa.

M. B. Mieszkając w Krakowie, masz blisko do sanktuarium w Łagiewnikach. Oryginalny obraz Jezusa Miłosiernego pędzla Eugeniusza Kazimirowskiego, namalowany ściśle według wskazówek siostry Faustyny, znajduje się w Wilnie. Byłeś tam?

M. M. Byłem raz, w 2001 roku. Widziałem go, ale wtedy nie znałem zbyt dobrze całej historii z obrazami E. Kazimirowskiego i A. Hyły. Brat mówił mi, że to pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego, ale mnie to nie zainteresowało. Pomodliłem się, bez większych przemyśleń na ten temat. Nie wciągnął mnie też wtedy „Dzienniczek”… Dopiero kiedy dostałem rolę, zabrałem się za lekturę i z wielką uwagą czytałem fragmenty, w których pojawia się moja filmowa postać. Teraz kupiłem sobie „Dzienniczek” po angielsku.

M. B. Czytałeś też dziennik ks. Sopoćki. Jest mało znany w porównaniu z „Dzienniczkiem” jego świętej penitentki. Co w nim znalazłeś?

M. M. Opisywał po kolei – jak to w dzienniku – co mu się na co dzień przydarzało: zrobiłem to, pojechałem tam, walczyłem o to itd. Kilka razy za sprawą Bożego Miłosierdzia uniknął śmierci. Wspomina też dzieciństwo.

M. B. Były przypadki, że mógł stracić życie?

Przeżył obie wojny światowe. Poza tym pracował w różnych miejscach, wyremontował wiele kościołów. Kiedyś spadł z wysokości 8 metrów i wszyscy myśleli, że się zabił. A on wstał, otrzepał się i poszedł dalej. Miał do siebie duży dystans. Często w dzienniku powtarza, że nie należy się na sobie koncentrować, tylko wszystko oddawać Jezusowi. I tak robił. To nie było pustosłowie. Nie „tak należy robić”, ale „tak robię”. Pewnego dnia przez modlitwę i pomoc życzliwych ludzi cudem uniknął aresztowania przez gestapo.

M. B. Jak wspominasz współpracę na planie?

M. M. Bardzo pozytywnie. Zadanie nie było łatwe, bo po nagraniu sceny po polsku, kręciliśmy ją drugi raz po angielsku. Cała ekipa była pomocna i wspólnie przezwyciężaliśmy trudności, które się pojawiały.

M. B. Film został dobrze przyjęty w Panamie?

Nie mogłem niestety polecieć na premierę, ale rozmawiałem o tym z reżyserem po jego powrocie. Powiedział, że super. Publiczność reagowała żywiołowo podczas pokazu, potem długo biła brawo. Ludzie podchodzili do Michała, dziękując mu i gratulując. Przed nami pokaz w Watykanie, a potem w kinach na całym świecie.

Film będzie zawierał nieujawnione dotąd dokumenty, które pozwolą widzom poznać prawdę o wpływie Bożego Miłosierdzia na losy świata, a także nieznane listy ks. Michała Sopoćki.

Praca nad fabularyzowanym filmem „Miłość i Miłosierdzie”, jak przyznaje reżyser Michał Kondrat, zaczęła się, zanim jeszcze powstała jego koncepcja. „Nie planowaliśmy tej produkcji, robiliśmy dokumentację do fabularnego polsko-amerykańskiego filmu – Mercy – o świętej siostrze Faustynie, bł. ks. Sopoćko i Bożym Miłosierdziu, który planujemy na rok 2020” – przyznaje.

„Miłość i Miłosierdzie” – poruszy najbardziej zatwardziałe serca

Jednak w trakcie zbierania materiałów i wnikliwego wertowania różnych archiwów, twórcy trafili na dokumenty, których ujawnienie – jak wierzą – pozwoli światu poznać, jak prawda o Bożym Miłosierdziu wpłynęła i dalej wpływa na jego losy.

Teraz można będzie dostrzec, jak wiele elementów układa się w całość i jak dobry Bóg pięknie to wszystko wymyślił. Nie mogę zbyt wiele zdradzać, ale mogę powiedzieć, że „Miłość i Miłosierdzie” nie będzie jednym z moich filmów. Będzie czymś znacznie więcej… – zapewnia Michał Kondrat.

Reżyser dodaje: „To, czego dotychczas doświadczyłem podczas realizacji filmu Miłość i Miłosierdzie, utwierdza mnie w przekonaniu, że Pan Bóg zatroszczy się o dokończenie tej ważnej produkcji. Kto wie, być może posłuży się właśnie tobą (…). Produkcja powstaje dzięki zaangażowaniu wielu osób. W tej chwili mogę stwierdzić z całą pewnością, że będzie miała ona szansę poruszyć najbardziej zatwardziałe serca”.

Boże Miłosierdzie jest czczone na wszystkich kontynentach przez setki milionów osób, jednak większość chrześcijan nadal nie zdaje sobie sprawy z potęgi przesłania, które Jezus przekazał ludzkości za pośrednictwem s. Faustyny Kowalskiej, prostej polskiej zakonnicy, dziś już świętej. Nie mniejszą rolę w objawieniu światu prawdy o Bożym Miłosierdziu odegrał bł. ks. Michał Sopoćko, wybitny kapłan i spowiednik wizjonerki.

W związku z odkryciami zespołu ekspertów współpracujących z ekipą Kondrat-Media, którzy odnaleźli nieznane listy ks. Michała Sopoćki, a penetrując zapomniane archiwa dotarli także do innych, nieznanych powszechnie dokumentów, już teraz można stwierdzić, że film „Miłość i Miłosierdzie” rzuci nowe światło na prawdę o potędze Bożego Miłosierdzia. W dużej mierze może się on przyczynić do spełnienia obietnicy Pana Jezusa, że to z Polski wyjdzie „iskra, która przygotuje świat na ostateczne Jego przyjście”.

Odtwórczyni roli s. Faustyny: Trzeba być gorącym

Aktorka Kamila Kamińska, zapytana na konferencji prasowej, czy trudno było jej wcielić się w postać s. Faustyny, przyznała, że owszem, było to wyzwanie. Ale największy trud polegał na tym, by nie dodawać do tej roli czegoś za bardzo od siebie, bo przecież „wiem lepiej”, ale być wiernym prostocie. Aktorka podkreśliła ponadto, że najtrudniejsze nie było uniesienie ciężaru grania świętej postaci:

Nie o to chodzi, bo świętość jest w każdym z nas. To nasz wybór, kogo słuchamy. To walka ze sobą, słabościami, bycie wiernym tej drodze, którą wybierzemy, tak jak s. Faustyna. Trzeba iść za gorącym sercem. Nie być letnim albo zimnym, tylko gorącym. Iść za tym, co ważne.

Kamińska podkreśliła też, że dla niej s. Faustyna będzie zawsze Helenką Kowalską, wesołą, radosną dziewczyną biegającą po polach z dzieciakami. Aktorka przygotowując się do roli spędziła nieco czasu w Ostrówku, miejscu, gdzie Helena Kowalska żyła i pracowała w latach 1924-25. „W Ostrówku ją pokochałam. Zaimponowała mi już wcześniej, bo jak Jezus jej powiedział, by pojechała do Warszawy, wstąpiła do zakonu, to zrobiła to bez wahania” – przyznała aktorka.

Źródło - www.Aleteia.pl oraz profil na FB M. Małysy

Ryszard Zaprzałka
 Na rzymskim zdjęciu: Maciej Małysa, Kamila Kamińska i Michał Kondrat